W TVP mamy nowy „Mam Talent”. Rada nadzorcza ogłosiła konkurs na dwóch członków zarządu, a 12 osób stwierdziło, że jest dostatecznie utalentowane, by się o to stanowisko ubiegać.
Jednak kto śledzi sytuację wokół mediów publicznych bez trudu zauważy, że ten konkurs jest szczególny. Startujący nie ubiegają się bowiem o władzę w TVP, ale o… całkiem fajne odprawy. Minister Gliński zapowiedział, że nowa ustawa likwidująca m.in. TVP jako spółkę skarbu państwa i przekształcająca ją w instytucję kultury narodowej wejdzie w życie za 3 – 6 miesięcy i zakończy żywot zarządów wszystkich mediów publicznych. W tej sytuacji przeprowadzanie konkursu na wkrótce likwidowane stanowiska przypomina nieco występy orkiestry na Titanicu tyle tylko, że tym razem muzycy mają zagwarantowane miejsce w szalupie i prowiant na drogę.
Wicepremier i minister kultury zapowiedział, że do mediów publicznych powrócą „niepokorni” artyści, którzy przez ostatnie lata nie byli do nich zapraszani. Z imienia i nazwiska prof. Gliński wymienił Jana Pietrzaka, Ryszarda Makowskiego i Marcina Wolskiego. Było dość zabawnie, bo słowa te zostały wypowiedziane w radiowej Trójce, gdzie Wolski ma swoją audycję. Rozumiem jednak, że minister miał pewnie na myśli TVP, bo politycy mówiąc „media” przeważnie myślą wyłącznie o telewizji. No więc tak na poważnie to ja jestem za, a nawet przeciw. Jestem za tym, żeby ci, którzy byli „niepokorni” do 25 października do mediów wrócili, i jestem przeciw odejściu z mediów tych, którzy po 25 października „niepokornymi” się stali. Mam nadzieję, że o to panu profesorowi chodzi.
Tak na marginesie, to wśród 12 kandydatów do zarządu TVP jest… Marcin Wolski. Ciekawe czy mówiąc o wspomnianym „powrocie” wicepremier o tym zgłoszeniu wiedział czy nie?
No to wiemy już kto ma do TVP wrócić i wiemy też kto ma odejść: Tomasz Lis i Jan Pospieszalski. Rzeczywiście obaj okazali się wyjątkowo stronniczy. Każdy oczywiście w swoją stronę. Mają więc odejść na przełomie roku gdy wygasają ich umowy. Ciekawe czy naprawdę obaj odejdą? I czy któryś z nich niedługo wróci? To, jak i sprawa „niepokornych artystów”, to będzie niezły test dla „nowych instytucji kultury”.
Jak widać kwestia zmian to u nas zawsze kwestia… personaliów. Czasami od tego się zaczyna i na tym też się kończy. Wiceministrami kultury (wkrótce to ten resort będzie zajmował się mediami publicznymi) zostali Jarosław Sellin i Krzysztof Czabański. Ciekawe jednak, że Sellin, który wraz z Barbarą Bubulą pracował nad nową ustawą medialną będzie odpowiadał w ministerstwie za… inwestycje infrastrukturalne, a pełnomocnikiem premiera do spraw mediów publicznych będzie Czabański. „Lustereczko powiedz przecie” czy i co to znaczyć będzie dla „nowych instytucji kultury”?
Natomiast wiceministrem ds. teatrów została b. szefowa Teatru Telewizji Wanda Zwinogrodzka. „Wyborcza” wypomina jej, że stworzyła Scenę Faktu, gdzie pokazywano „martyrologiczne czytanki”. Rzeczywiście niektóre premiery miały taki poziom, ale były i na tej scenie przedstawienia bardzo dobre. Problem polegał raczej na tym, że w Teatrze TVP było wtedy w ogóle mało premier i Scena Faktu była nadreprezentowana. Duża ilość premier i odpowiednie proporcje w doborze repertuaru (ze stała obecnością Sceny Faktu) Teatrowi Telewizji nie tylko by nie zaszkodziły, ale wręcz przeciwnie.
A propos teatru to jeszcze komentarz ze sfery wolności słowa w Polsce. Teatr Polski we Wrocławiu postanowił się zareklamować i wypuścił „balon marketingowy” z informacją, że na scenie będzie golizna i sex. Wprawdzie wtedy jeszcze nikt przedstawienia nie widział, ale to nie szkodzi, bo to już nasza narodowa tradycja bronić i atakować dzieła sztuki, które jeszcze nie miały premiery. Wicepremier Gliński zażądał od marszałka województwa odwołania premiery. Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Polskiego, poseł Nowoczesnej i wiceprzewodniczący sejmowej komisji kultury w jednym, zażądał odwołania ministra kultury. Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa napisała do protestujących list z poparciem. Przed premierą pod teatrem zebrał się spory tłumek protestujących i drugi obserwujących ich dziennikarzy. Doszło do przepychanek z policja i do ataku na dziennikarza. Jeden z fotoreporterów został pobity… różańcem.
Uff. Jaki problem takie pobicie.
