Zgadzam się z wieloma swoimi kolegami o liberalno-prawicowych poglądach, że bez zmiany mediów, będą bardzo utrudnione reformy w innych dziedzinach. Dziennikarze sprzyjający dotychczasowej władzy, w tym wielu bałwochwalczo do dziś zapatrzonych w Platformę, robią wszystko, aby osłabić zwycięski obóz zjednoczonej prawicy. Starają się przedstawiać w negatywnym świetle nie tylko czołowe postaci tego środowiska, ale i mniej znaczące politycznie osoby po to, aby troszkę złych kropli spadło na liderów. Wykorzystują do tego każdy drobiazg i każdy pretekst. Jeden z takich portali wszczął dyskusję, czy towarzyszące Andrzejowi Dudzie żona prezydenta i jego córka podczas audiencji u papieża miały dodatki do czarnych sukni zgodne z kanonem, czy być może dopuściły się odstępstwa. Wbić małą szpilkę w prezydenta. Jeśli nie samą dyskusją, która okazała się bezprzedmiotowa, to tytułem tekstu, sugerującym niestosowność ubioru obu pań. W tym nie ma przypadku. Podobnie jak w stałych próbach skłócenia polityków prawicy, aby przedstawić go jako obóz niezgody i swarów. Jak robią to: szef Nowoczesnej Ryszard Petru, rzecznik PO Cezary Tomczyk, rzecznik SLD Dariusz Joński. Ich ataki, choć wyssane z palca, można przyjąć jako naturalny bieg rzeczy. Zbójeckie prawo opozycji. Rzecz w tym, że to samo robią media publiczne „same z siebie”. Widziałem jak Beata Tadla w rozmowie z Kornelem Morawieckim w TVP Info próbowała wydusić z niego jakąkolwiek krytykę PiS, a gdy to się jej nie udawało, bo Morawiecki łatwo rozszyfrowywał jej intencje, podrzuciła „temat” Antoniego Macierewicza, zakładając, że w tej sprawie znajdzie w Morawieckim sojusznika. Kiedy jednak jej gość zaczął wychwalać kandydata na ministra obrony narodowej, omal się nie zakrztusiła zawiedziona, próbując to ukryć jakimś nie naturalnym uśmiechem To tylko drobny, w gruncie rzeczy śmieszny przykład, pokazujący jak zdyscyplinowane i dobrze wyćwiczone mamy kadry w mediach publicznych, które wiernie służą Platformie. Pewnie zmianą kadr w mediach publicznych zajmą się specjaliści.
Dla mnie równie ważną sprawą reformy mediów jest kwestia dopływu publicznych pieniędzy do mediów prywatnych, dzięki reklamom i różnym akcjom propagujących zamówienia instytucji państwowych. PiS powinien temu położyć tamę. Najlepiej w formie ustawy. Jest rzeczą zrozumiałą, że wiele przedsięwzięć różnych ministerstw, ważnych instytucji państwowych, agend rządowych oraz spółek z udziałem Skarbu Państwa winno być nagłaśnianych, propagowanych, reklamowanych. I nie da się tego robić za darmo. Winna być jednak ustawa – prawdopodobnie w przepisach dotyczących ministra skarbu, że jedynym adresatem takich zamówień mogą być media publiczne. Nie idzie tylko o klasyczne reklamy emitowane w telewizji lub radio. Również wiele innych zamówień typu banery, plansze, czy nawet dekoracje podczas uroczystości państwowych itp. jest w stanie wykonać TVP w swoich pracowniach czy choćby pracownie teatrów państwowych.
Jestem przekonany, że taki powinien być kierunek rozwiązań. Specjaliści z pewnością wiedzą, jak sobie poradzić z tym. Media prywatne zaś poradzą sobie bez sponsorowania ich publicznym groszem.
P.S. Nie mam żadnego pomysłu jak rozwiązać kwestię z dziennikami i tygodnikami, do których instytucje państwowe muszą dawać ogłoszenia, choćby o przetargach, imprezach, zwykłe reklamy, a te na szczęście są prywatne.
