Dokonam autoplagiatu i powtórzę raz jeszcze, że to co najciekawsze w telewizji publicznej nie znajduje się w jej programie lecz dzieje się za jej kulisami.

    W tym tygodniu portal wirtualnemedia.pl zamieścił opinie Jana Dworaka (przewodniczącego KRRiT) oraz Janusza Daszczyńskiego (prezesa TVP) na temat reformy mediów publicznych zapowiadanej przez PiS. Otóż obaj panowie nie widzą potrzeby zmiany statusu prawnego TVP ze spółki skarbu państwa na instytucję kultury i idącej za tym wymiany kadry zarządzającej. Nic dziwnego. Jednak obaj - można nawet powiedzieć – chwalą propozycje naprawy finansów poprzez wprowadzenia opłaty audiowizualnej oraz bardzo znacznego zmniejszenia liczby reklam. Też nic dziwnego. Mnie jednak uderzył pewien niewielki szczegół w ich narracji.

Otóż obaj w podobnym czasie, ale w innych miejscach użyli tego samego porównania. „W przeciwieństwie do szpitali, które mogą się zadłużać, media publiczne zachowywały płynność finansową, ze szkodą dla programu.” – argumentował Dworak. „Nie wyobrażam sobie prowadzenia jakiejś firmy na deficycie. Musi być jakieś zero na końcu, bo jak inaczej? Ciągłe dotacje jak do szpitali?” – wtórował mu Daszczyński. Ki diabeł? Przypadek czy KRRiT razem z TVP, zapewne dla oszczędności, korzystają z usług tego samego doradcy ds. kontaktów z mediami, który rozsyła im przekaz dnia sms-ami?

No, a teraz prawie na poważnie. Daszyński zapowiedział, że nie przedłuży umów na programy Lisa i Pospieszalskiego. Tzn. presserwis.pl twierdzi, że prezes złożył taką deklarację w rozmowie z ich dziennikarzem, a rzeczniczka prasowa TVP twierdzi, ze powiedział jedynie, że się przyjrzy umowom. Jak zwał tak zwał, bo obecny czy przyszły prezes tą sprawą musi się zająć, a tkwi w niej pułapka. Otóż jeśli zreformowana TVP ma być wzorem dziennikarstwa to oba, tak stronnicze i nieobiektywne programy nie powinny mieć w niej miejsca. Jednak jeśli publiczna tv ma się w jakimś stopniu utrzymywać z reklam (a nawet według autorów zmian ma tak być) to usunięcie przynoszącego znaczne zyski programu Lisa można by uznać za niegospodarność i działanie na szkodę firmy. Ot taki mały gordyjski węzełek do rozplątania.

A propos telewizyjnej ekonomii. Presserwis.pl potwierdza niegdysiejsze doniesienia związku zawodowego Wizja, że po przeprowadzonej kontroli ZUS uznał, iż jego zdaniem TVP dalej pozostaje pracodawcą 400 outsourcingowanych rok temu pracowników. To by oznaczało np., że TVP musi zapłacić za nich zaległe składki i to zapewne z odsetkami. Prezes Daszczyński twierdzi, że w razie czego jest gotowy procesować się z ZUS-em w sądzie, ale jednocześnie przyznaje, że „umowę z Leasing Team podpisał poprzedni zarząd. Ja bym się na taki krok nie zdecydował. Ale skoro już się tak stało, to dziś wycofanie się z outsourcingu byłoby dla telewizji zbyt kosztowne”. Oj może być kosztowne i wycofanie się i nie wycofanie. Składki, koszty procesowe, a przecież w sądzie pracy czekają także na rozpatrzenie prywatne pozwy wyoutsourcingowanych żądających przywrócenia do pracy i wypłacenia utraconych poborów. Dodatkowo procesy zakończą się zapewne dopiero wtedy gdy TVP będzie istnieć już jako zupełnie inny byt prawny co dodatkowo skomplikuje sytuację.

Możliwe, że następcy obecnych władz TVP w miejsce programów Lisa i Pospieszalskiego będą mogli umieścić całkiem dobrze trzymający w napięciu, wielosezonowy thriller pt.: „Najdziwniejszy Outsourcing Nowoczesnej Europy”, bo nasza publiczna to naprawdę ciekawa telewizja, choć niekoniecznie na ekranie.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl