Na konferencji o dziennikarstwie śledczym zorganizowanej przez „Gazetę Wyborczą” pojawili się goście z Rosji, Ukrainy, Słowacji i Wielkiej Brytanii. Zabrakło polskich dziennikarzy związanych z prasą konserwatywną i prawicową. To tylko jeden z symptomów słabości polskiego dziennikarstwa śledczego – brak dyskusji środowiskowej. Debata między swoimi nie załatwia sprawy.
Przyczyny słabości polskiego dziennikarstwa śledczego omawiamy od lat. Wiele o tym sam pisałem, wiele uwag znaleźć można w Internecie. Tymczasem w Rosji czy na Ukrainie ten rodzaj dziennikarstwa przyszłość ma dopiero przed sobą. W Rosji w latach 2004-2014 w związku z działalnością zawodową zginęło 31 dziennikarzy. Wśród nich słynna Anna Politkowska i Jurij Szczechoczichin. W 2014 roku dziennikarze byli 51 razy zatrzymywani przez FSB, a Lew Szlosberg został skatowany przez „nieznanych sprawców” na ulicach Pskowa. Groźba śmierci jest skutecznym straszakiem. Lepsza sytuacja jest na Ukrainie, gdzie po erze podporządkowania dziennikarzy politykom, mają oni więcej swobody i z tej swobody coraz śmielej korzystają. Ale można powiedzieć, że tam demokracja dopiero się rodzi, i że Ukrainę dopiero czeka taki wysyp tekstów śledczych, jaki wystąpił w Polsce na początku XXI wieku.
W Polsce tymczasem rytm pracy dziennikarzy, brak pieniędzy, ograniczenia polityczne, rozwój newsa opartego na rozrywce i tabloidyzacja mediów sprawiają, że dziennikarstwo śledcze ledwo przędzie. W czasie konferencji usłyszałem, że samo istnienie Internetu nie zagraża bezpośrednio dziennikarstwu śledczemu, ale przecież wcześniej wielokrotnie czytałem wypowiedzi, że ono właśnie przeniesie się do Internetu, bo codziennej prasy nie będzie na nie już stać.
Postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście ten rodzaj dziennikarstwa jest obecny w sieci. Odrzuciłem jako „niesieciowe” teksty przeniesione z gazet tradycyjnych do wydań internetowych, bo to nie jest dziennikarstwo śledcze online. Zajrzałem do Twittera. Niestety, i tu się rozczarowałem, bo ostatni wpis na #dziennikarstwośledcze pochodził z 11 kwietnia, natomiast hasło „dziennikarstwo śledcze”na Twitterze jest co prawda stale uzupełniane przez aktualne wpisy, lecz ich poziom, częstotliwość i skrótowość powodują, że nie ma po co tutaj zaglądać, by czytać w sumie banalne, jednozdaniowe wypowiedzi.
Ale nie poddałem się i szukałem dalej. I wreszcie znalazłem portal Kulisy24. Redaktor naczelny: Sylwester Latkowski. Portal został założony w połowie czerwca b.r. przez dziennikarzy, którzy odeszli z „Wprost”. W artykule redakcyjnym „Dlaczego to robimy” napisali: „Ponieważ wierzymy w prawdziwe dziennikarstwo. Niezależne. Takie, którego opinie nie zależą od kierunków politycznych, nie dyktują ich partie i ugrupowania. Takie, które jest wolne od wpływów biznesu i dla którego dobrem nadrzędnym jest zawsze interes publiczny”. W tych kilku zdaniach odnajduję esencję amerykańskich definicji dziennikarstwa śledczego, które akcentują tropienie afer w interesie publicznym. Wśród gorących tematów z dnia wczorajszego są artykuły o mobbingu w kancelarii premiera, o zabójstwie dziennikarza z Mławy i o 40 tys. złotych nagród dla kierownictwa Państwowej Inspekcji Pracy. Dziennikarze piszą również o konfliktach interesów, finansowych tajemnicach i łamaniu prawnych rozporządzeń; badają tropy, kontrolują.
Trzeba jasno powiedzieć, że dziennikarstwo śledcze w Polsce przeżywa kryzys, jest z nim dość kiepsko. Na szczęście pojawiają się takie inicjatywy, jak Kulisy24. Redakcja prosi o wsparcie, również finansowe. Na moje może liczyć. Otworzyłem kredyt zaufania.
Marek Palczewski
5 listopada 2015 r.
