Boli mnie palec u nogi. Wymyśliłem sobie terapię. Walę nań z kramu strumień lodowatej wody, a potem ukropu.

            Kamil Durczok. Macał, nie macał. Oczywiście - to bardzo nieładnie. Lekceważąco wobec kobiet. Chamstwo, chama wyniesiono na piedestał zbyt wysoko, zbyt szybko, bez kontroli. Tłum klaszcze, a potem porzuca. Idol – niekontrolowany i rozzuchwalony nabiera przekonania, że popularność to jego zasługa. Nie! On jest promowany i wykorzystywany przez szefów, właścicieli. Dokładnie tak jak małpa w cyrku. To się dzieje nadal. Popatrzcie – Kuźniar, Wojewódzki. Są z tej samej parafii. Bynajmniej nie rzymsko-katolickiej.

            Te efemerydki są jak plakat z gołą dupą na ścianie, jak prowokacyjny przemarsz – przewóz przez Marszałkowską w Boże Ciało z rozpromienionym Kaliszem wśród szalejącego bractwa LGBT, jak ośmieszani i ogłupieni aktorzy imitujący kopulacje na scenie. Oni wszyscy dopisują do tego ważne słowa,  których nie rozumieją – wolność, sztuka!

            Dziewczyny zawsze kusiły chłopaków, a oni je podrywali. Obyczaje w TVN pod okiem utytułowanych redaktorską „opieką” szefów to przyzwolenie na najpierw chamstwo, potem kłamstwo. Ustawcie sobie przed oczyma wyobraźni: Miszczak, Pieczyński, Walter, Kostrzewa i Tellenbach. Tak-tak, yes-yes, ja-ja.

            To wszystko już strupy. Wkrótce odpadną. Zmyje je poradnicza łazienkowa fala. Żaden żal.

            Pseudo-śląski Kamil ma to co chciał – ośmieszenie. Wygra coś tam, przegra. Papugi znają swój zawód. Wypinały się do poklepywania koleżanki Durczoka, czy nie – to też nie jest ważne. Natomiast to co wygadywał, jak się srożył,  nie miało nic wspólnego z rzetelnie wykonywanym zawodem. A to było w TVN-ie nie tylko tolerowane, ale stymulowane.

            I jest jeszcze jeden grzech eks-gwiazdora, o wiele gorszy. Po tragedii, śmierci najważniejszych ludzi w państwie, kanalia Kamil napisał „felieton” w codziennej prasie, przedrukowany potem na portalach, że to wina Polaków, że Anodina ma rację, że czym prędzej przyjmiemy to do wiadomości – tym lepiej dla nas.

            To jest największa zbrodnia dość tępo i przeciętnie wyglądającego byłego idola, którego rozreklamowano gdy cyniczni anty-Polacy zauważyli, że jest egzemplarz już w miarę znany poprzez występy w telewizji publicznej – który się nadaje. I kula śnieżna się potoczyła.

            Czy wzrosła społeczna świadomość o otaczającym nas chamstwie? Czy coś się stało ważnego 25 października? Czy ludzie już coś rozumieją? Odróżniają?

            Oto na Żoliborzu Borys-Damięcka otrzymała więcej głosów niż córka generała Andersa, piękna kobieta – co było jednak migawkowo pokazane, mądra – bo w prawdzie w niszowej ale prawdziwej prasie były z nią wywiady. Żoliborzanie – chyba się wstydzicie. Spróbujcie się zainteresować, czy np. wasi sąsiedzi tak głosowali. Borys-Damięcka ulubienica Komorowskiego będzie nadal waszym senatorem?! Drugi przykład - równie niezrozumiały co bolesny. Wieloletni, jeden z najodważniejszych, wspaniale wykształcony, należący do wąskiej grupki obrońców bitych, poniżanych, więzionych ludzi opozycji w czasach zbrodni i terroru – mecenas Piotr Andrzejewski otrzymuje mniej głosów niż Marek Borowski! I „Solidarność” „Dudy-Kasperka” się nie burzy. Nie wychodzi na ulice. Bo to już nie jest żadna solidarność. Musi urodzić się nowa.

            Lód i ukrop – moja rada. Czy też powoli tylko ciepłą wodą będziemy zmywać ropiejące rany i strzępy zgnilizny. Czekamy, że jednak przyspieszenie nastąpi. Czekamy. Jest przecież jeszcze jeden Duda. Ten rzeczywiście przez dużą, a może nawet wielkią literę D.

 

            1 XI 2015                                          Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl