Janusz Daszczyński nie będzie TVP rządził samodzielnie. Właśnie rada nadzorca zdecydowała się na rozpisanie konkursu na dwóch wiceprezesów.
„Rzeczpospolita” donosząca o tym chyba jako pierwsza powołuje się na tajemniczą „osobę uczestniczącą w procesie decyzyjnym”. Miała ona ujawnić dlaczego rada nadzorcza zdecydowała się na rozpisanie konkursu dopiero teraz. Otóż chodziło o wybory. „Wcześniej konkurs nie miałby większego sensu. Trzeba było poczekać na rozstrzygnięcia polityczne” – mówi „osoba uczestnicząca” i dodaje – „Ktoś, kto uważa, że państwowa spółka może być apolityczna, żyje w głębokiej naiwności. Szansą na obiektywizm jest podział stołków między różne równoważące swoje wpływy ugrupowania”.
Według zapowiedzi PiS miesiące istnienia mediów publicznych jako spółek skarbu państwa są już policzone. Mają być instytucjami kultury. Przyjdzie nam zobaczyć czy w mediach nadejdzie w związki z tym „dobra zmiana” czy też za kilka lat jakaś „osoba uczestnicząca w procesie decyzyjnym” poinformuje: „Ktoś, kto uważa, że media nawet jako instytucje kultury mogą być apolityczne, żyje w głębokiej naiwności. Szansą na obiektywizm jest podział stołków…”
A propos upolitycznienia, a właściwie upartyjnienia mediów. Właśnie posłanką z ramienia PiS została Joanna Lichocka, do niedawna członek zarządu warszawskiego oddziału SDP. Już po sukcesie wyborczym zadeklarowała w wirtualnychmediach.pl: „Zupełnie błędnym jest przekonanie, że dziennikarzy nie powinno być w Sejmie. Oni znają się na tym, jak powinny wyglądać media, wiedzą jak je kształtować, żeby były niezależne od partii politycznych. Myślę, że to jest nasze główne zadanie. W publicznych wypowiedziach podkreślałam o potrzebie stworzenia mediów publicznych niezależnych od ręcznego sterowania. Nie możemy zamienić jednej tuby władzy na drugą. Również po to będę w parlamencie - żeby o to walczyć. Musimy odzyskać media publiczne dla Polaków”.
Miło się to czyta. Problem w tym, że Joanna Lichocka do niedawna była też dziennikarką „Gazety Polskiej”. Tygodnika, który w powyborczy poniedziałek na okładce zamieścił tekst „Wybory 2015 – wygraliśmy” oraz „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie” czym po raz kolejny zadeklarował swoje niekryte wcześniej zaangażowanie i partyjne preferencje. „Gazeta Polska” nie jest medióm publicznym. Ma prawo być tak deklaratywna partyjnie jak jej się podoba, a Lichocka ma prawo w niej pracować i popierać linię redakcyjną. Rzuca to jednak pewien cień na jej deklaracje o niezależności mediów publicznych pod rządami PiS.
Właściwie wszystko co wydarzyło się na styku politycy/partie/media publiczne i co miałem (nie)przyjemność oglądać przez ostatnie 25 lat nastawiają mnie sceptyczne do tak przyzwoitych deklaracji. Zbyt wiele razy widziałem jak nieprzyzwoicie zostały spełnione. Jak będzie tym razem? Zobaczymy, a niektórzy z nas pracujący w mediach publicznych nie tylko to zobaczą ale i odczują na własnej skórze.
„Dobrą zmianę” w mediach w wykonaniu PiS zobaczymy zapewne za kilka miesięcy. Natomiast już teraz po raz kolejny poznaliśmy przedsmak języka nowych posłów wobec dziennikarzy. (Starzy też mają w tej sprawie swoje za uszami.) Paweł Kukiz niezadowolony z tekstu dziennikarki Interii chamsko „zażartował” na Facbooku z jej nazwiska. Kto chce wiedzieć jak niech zgoogluje sobie hasło „Kukiz Opozda”. Potem przeprosił nazywając swój wpis… „frywolnym”. Oba teksty nawiązują do buraczanej tradycji polskiego parlamentaryzmu reprezentowanej przez Andrzeja Leppera, który zastanawiał się czy „można zgwałcić prostytutkę?”. Obu panów łączy nie tylko prostactwo. Kukiz też może zostać wicemarszałkiem Sejmu. Zaśpiewajmy więc razem: „Kindersztubę w parlamencie racz nam wrócić, Panie”.
