MONEY!
Można gadać i zarzekać się. Ale prawda jest okrutna: bez szmalu, przynajmniej podstawowego, daleko się nie zajedzie. PiS jest wielki. Wygrał wybory. Ale nawet jako partia nie zadbał o sprawy finansowe dla siebie. To oczywiście chlubnie i honorowo, uczciwie i wzniośle, ale bardzo niepraktycznie. Minimum pieniędzy musi być. A tak to wielu wiernych i zaangażowanych pracuje za darmo. Ale tak bez końca to oni tego ciągnąć nie będą. Wolontariusze i społecznicy łączcie się.
Przyjrzyjmy się zarobkom dziennikarskim. Generalnie rzecz biorąc przędą cienko. A nawet bardzo cienko. Mówię o większości a nie o grupce kłamczuchów i podlizywaczy władzy. Owszem, ci mają się dobrze. Brak im tylko wstydu. Zresztą teraz to się wszystko zmienia. Kolesie, szczególnie w Telewizji Publicznej są w panice. Trzęsą się jak Hindukusz ostatnio. U nas podobnie jak tam, co najmniej siódemka w skali Richtera.
Zajmijmy się jednak dziennikarską biedotą. Szalę goryczy przechyliło telewizyjne świństwo jakie zrobiono na Woronicza czterystu pracownikom. Jedna drobna panienka wymyśliła i przeprowadziła operację, za którą firma państwowa zapłaciła firmie prywatnej ciężkie miliony. Była to zapłata za utylizację żywych i wysoko kwalifikowanych, długo edukowanych i naprawdę zasłużonych dla telewizji, a więc i dla kultury – pracowników. Nazwano to leasingiem. Ludzie poszli na bruk, a potem do sądu. Proces się toczy. Być może wszystko zakończy się w Strasburgu, gdzie ośmieszymy się w skali makro. Biedacy i biedaczki liczyli na nowego prezesa. Ale ten się szybko zasapał. I oczywiście kombinuje jakby się tu utrzymać przy zmianie władzy. Na razie ponoć pogoni swoich zastępców i dyrektorów wielu szczebli. Zobaczymy zresztą kto kogo zwolni. Firma ta jest napchana ludźmi ustosunkowanymi i – jak to się mówi – zatrudnionymi tu … służbowo. Miejmy nadzieję, że przynajmniej pogonią bezkompromisową dyrektorkę od leasingu. A prezes? Jeśli wyleci, byłby chyba najkrócej panującym.
Dla polskich dziennikarzy mała to pociecha, że również w innych krajach żurnaliści tracą pracę masowo. Gazety padają. Internet szaleje. Douczać się, zmieniać zawód to w pewnym wieku nie jest już takie proste. Zresztą na jaką pracę zmieniać. Zostać wyrobnikiem fizycznym?
Fizyczni też przędą coraz cieniej. PiS obiecuje im teraz minimalną stawkę 12 zł za godzinę. Nawet i 16 zł to jest niewiele. Upodlony niskim zarobkiem człowiek to już nie obywatel. To wystraszony zwierzak imający się czego tylko się da. Rozbiegane oczka, opuszczone ramiona. Stoi jeszcze ale już jakby wisiał. Siedzi – a wygląda to jakby przejechał po nim walec.
Jak można mówić o niezależności, o godnym życiu jeśli praca nie zapewnia środków do minimum utrzymania. Wróćmy jeszcze do przykładu z naszej żuranalistycznej łączki. Przyjmujemy, że dziennikarstwo to zawód szczególny. I tak rzeczywiście jest. Decydując się na tę robotę dokonuje się wyboru, wyboru ryzykownego. Podobnie jest z zawodem aktorskim – na ogół to krótkotrwałe i stresowe. Żadne stawki – gwarancje – tak naprawdę nie do końca funkcjonują. Owszem są związki zawodowe, stowarzyszenia twórcze, ale tak naprawdę to cały ten ruch opiekuńczy daje niewiele. Zresztą jest rozbity i podzielony. Pomoc jest na ogół spóźniona, albo nikła. Dużo gadania, pisaniny i na ogół po kolejnym zamęcie jest tak samo jak było.
A więc czy należy ustawowo określić minimalne stawki? Minimalne wynagrodzenia. Jeśli nawet w mediach publicznych, czy jak teraz się mówi narodowych, można by coś wykombinować, to przecież właściciele prywatnych gazet czy stacji nie będą się z tym liczyć. Wróćmy do owych 12 zł na godzinę, to jest kilkadziesiąt złotych dziennie. Za miedzą, za rzeką, która nazywa się tak jak brzydka choroba jest to dziennie złotych 300-400. U nas wielu jest wyzyskiwanych. Niektórzy dojeżdżają do pracy po kilkadziesiąt kilometrów i nawet cieszą się, ze mają w ogóle robotę by dostać tylko 5-6 zł za godzinę. Telefonują potem zrozpaczeni do redakcji prosząc o pomoc. Stacje radiowe i telewizyjne mogą jedynie sprawy nagłaśniać – kasy nie mają. Zresztą państwowe media nawet o tych dramatach nie wspominają. Obywatel Kraśko nie wyśle reportera by zrobić uczciwą sondę wśród ludzi. A nawet jeśli – to potem materiał zostaje tak zmanipulowany, wybiórczo przekazany – że okaże się: ludzie są bardzo zadowoleni!
Mamy wreszcie w Polsce jednego – wierzę w to – wspaniałego Dudę. To wschodząca gwiazda. Patrzymy i słuchamy Prezydenta z nadzieją. Jest wielkie oczekiwanie i wiara, że nie pomyliliśmy się.
Mamy też (Dudę – Kasperka, którego obsmarował bez litości red. Lis). Redaktor Newstweeka nie jest na pewno wzorem cnót. Wszyscy chcą go teraz gwałtownie wyrzucić z telewizji publicznej. Trudno będzie protestować, bo nasłuchaliśmy się mądrości i stylu uprawiania dziennikarstwa przez przystojniaczka z Zielonej Góry. Ale niestety ani wyrzucenie Lisa ani postulaty, petycje i krzykliwe przemarsze przez miasta nic nie dadzą. To już nie skutkuje. Korkowanie miast to tylko wzrost irytacji ludzi, którzy utknęli w korkach.
I co dalej? Jak będzie teraz po wspaniałym zwycięstwie prawicy?
Działacze związkowi – owszem coraz grubsi – fotografują się i drukują w swoim biuletynku, który egzystuje tylko dlatego, że zakładowe organizacje związkowe muszą go kupować. Platforma oddaje władanie gospodarką kraju - obcym, Polakom zostawiając bezrobocie i emigrację zarobkową. Nienasyceni właściciele niewolników (za te 6 zł za godzinę) wywożą i trzymają pieniądze za granicą. W dyskontach uginają się półki od towarów ale niestety nie polskich. Grozi nam, że za chwilę zacznie się sprzedaż polskiej ziemi obcym. A jeszcze są polskie lasy, jedyne przedsiębiorstwo, które się trzyma, na które ślinka cieknie wyjałowionej Europie. Zrobiliśmy super deal. Mamy aquaparki i dróżki do biegania i dla rowerków, tu i ówdzie nawet kratki metalizowane, które wkrótce zaczną rdzewieć. Mamy autostrady z cieniutkim dywanikiem asfaltu, które rychło trzeba będzie remontować. Większość tych dróg budowano z inwestycyjną czkawką i na uzyskanie przejezdności płynnej na całej trasie przyjdzie długo jeszcze poczekać. A tu wszystkim cholernie się śpieszy.
Pierwsi przed URM-em i Sejmem zgłosili się już górnicy. Za nimi przybędą inne branże. Na frankowiczów będziemy musieli wszyscy się złożyć. A co z pielęgniarkami, nauczycielkami, służbami mundurowymi.
Czarno to wszystko wygląda. Pan Tusk z panią Bieńkowską moczyć będą giczoły w ciepłych wodach. Pani Kopacz nauczy się po angielsku lub francusku w zależności od tego, w której części Kanady wyląduje. Po Sejmie będą biegać zziajane i pełne dobrej woli nowe pokolenia reporterów. Niesiołowski zapluje się do pasa. Gendery napaskudzą. Tysiące uchodźców rozbije namioty, gdzie się da, a potem tłuc będą głową o mury, które wkrótce wyrosną.
Pociecha, że biurokracja przestanie pączkować, że kłamliwe redakcje się rozlecą, że NIK przestanie być nikim, i że Temida zdejmie opaskę z oczu i przejrzy co się naprawdę w kraju dzieje – to pociecha nader mglista. Ślepota osiągnęła już stan krytyczny.
Cholera. Nie nazywam się jednak wroński i bardzo chciałbym przestać krakać. Ale paskudne wrony odkąd usadowiły się na dobre za pomocą Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego są nadal tak jak kormorany. Wyżerające co się da. Mnożą się i niszczą przyrodę. Zostawiają po sobie spalone odchodami lasy. Trzeba to wszystko przepędzić!
W tym felietonie mogła być feta po zwycięstwie a niestety pojawiły się mało optymistyczne refleksje. Owszem poprawi się. Ale kiedy? Ma nie być rewanżyzmu ale niedobrze byłoby utrwalać to co jest. „Utrwalacze” władzy ludowej mieli swój potężny pomnik na Placu Za Żelazną Bramą. Teraz stoi tam naczelnik Tadeusz Kościuszko. I dobrze. Brak natomiast nadal pomnika najważniejszego: ofiar smoleńskich. Oczywiście, że będzie. Hamulcowi wkrótce prześcigać się będą z pomysłami jaki ma być i gdzie ma stanąć.
UWAŻAM, ŻE JEST GODNE MIEJSCE DLA UPAMIĘTNIENIA NAJWIEKSZEJ WSPÓŁCZESNEJ KRWAWEJ OFIARY I ZBRODNI. TO TEREN MIEDZY POMNIKIEM ADAMA MICKIEWICZA I PLACEM ZAMKOWYM. PRZY KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU, W SĄSIEDZTWIE KOŚCIOŁA ŚWIETEJ ANNY. TO DOBRE MIEJSCE. A MOŻE NAWET JEDYNE.
Zatelefonowałem w tej sprawie do rzeźbiarza Andrzeja Renesa, autora wspaniałego pomnika ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Artysta już myśli, zastanawia się. Nie należy go poganiać. Na pewno myślą o tym i inni rzeźbiarze. To bardzo ważna sprawa. Jedna z najważniejszych. Oponenci niech spłyną z kra wiślaną na wiosnę.
29.10.2015 Stefan Truszczyński
