Na tym miejscu 20 września zarzuciłem Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie umie dyplomatycznie rozgrywać gier politycznych. Wskazałem przykład sprzed lat wielce wymowny, ale dzisiaj ten zarzut nie ma już sensu.
Zaraz po podaniu nieoficjalnych jeszcze wyników głosowania, gdy było już wiadome zwycięstwo PiS, acz pierwsze sondaże nie ukazywały jeszcze rozmiarów tego triumfu - prezes wygłosił ad hoc, powiedzmy, wstępne, niejako „brudnopisowi” exposé. Jest ono budujące. Aczkolwiek posłużył się przykrą dla uszu publicystów frazeologią, nazywając istotny wątek swych zapowiedzi „pakietem demokratycznym”.
Otóż w owym „pakiecie demokratycznym” Kaczyński zapowiedział swobodę działań opozycji, czyli umożliwienie jej kontroli Sejmu. Pierwszy raz została sformułowana taka zasada polityka przygotowującego swą formację do objęcia władzy. Jeśli ta obietnica, a trzeba o niej pamiętać, będzie spełniona, to nasz chory parlament odzyska zdrowie i upodobni się do na przykład do angielskiego. O jego demokratyzmie wielokrotnie pisała (i pisze) tu nasza koleżanka Elżbieta Królikowska-Avis. Chciałoby się przeto trochę żartobliwie powiedzieć, że „wyprojektowała” rzeczywistość. Na razie werbalną. Wkrótce okaże się, czy istotnie Platforma ”Obywatelska” będzie mieć w Sejmie taki status, jaki mają partie opozycyjne na Zachodzie. Tymczasem czekamy na ukonstytuowania się Sejmu i Gabinetu, co ma się dokonać najpóźniej w drugiej połowie listopada.
Po Kaczyńskim wypowiadali się inni politycy PiS. Jeden oświadczył: „Nie możemy pozwolić sobie na spadek notowań, żeby, gdyby coś poszło po nie po naszej myśli, nie obawiać się o wyniki ewentualnych przyspieszonych wyborów” (cytuję za: Paweł Majewski „Prezes: nie będzie odwetu” , „Rzeczpospolita” 26.10. br.; autor nie wymienia imienia i nazwiska owego prominenta pisowskiego).
Chciał zapewne iść tropem „pakietu demokratycznego” prezesa swej partii. Ale wyświadczył jej niedźwiedzią przysługę. I to tuż przed sformułowaniem składu rządu. Jak dojrzały polityk może w tych okolicznościach artykułować tak defetystyczne myśli?! Polityk z prawdziwego zdarzenia, jeśli jest owładnięty niepewnością co do skuteczności działań swej zwycięskiej formacji, będzie najwyżej w myślach rozważać te niebezpieczeństwa fiaska, ale nigdy nie da im publicznego wyrazu. Przecież opozycja jest jednak dość liczebna i bardzo dobrze słyszy, co mówi jej konkurencja, którą dotychczas miała nie za kontrpartnera, a traktowała nienawistnie i wrogo. Oby nigdy nie przypomniała sobie tej wypowiedzi, gdyby naprawdę w czymś się PiS nie powiodło…
Ile przez osiem lat „nie wychodziło” Platformie? I nic, nie było żadnych przyspieszonych wyborów. Wszystkie skargi obywateli i opozycji, niewiele zresztą liczebnie mniejszej od niej, odbijały się niczym piłka od hermetycznej arogancji Donalda Tuska i Ewy Kopacz. A tu nagle uśmiech losu: przedstawiciel znienawidzonego, a triumfującego ugrupowania zakłada – publicznie! - że może dojść do przyspieszonej elekcji.
Więc jednak brakuje PiS, mówię en bloc, finezji dyplomatycznej. Dla cyników z Platformy „Obywatelskiej” bezkarne krętactwa, kłamstwa, oszustwa, instrumentalne traktowanie społeczeństwa to były reguły gry politycznej. Natomiast dla polityków z formacji, którąśmy w niedziele wybrali, prawdomówność posunięta jest do granic, proszę wybaczyć słowo, naiwności politycznej. Przecież ewentualność przyspieszonych wyborów jest zawsze w demokracjach oczywista i publiczne mówienie o niej u zarania objęcia rządów nie jest wskazane.
Myślę, że oprócz opracowywania programów stricte politycznych przed kierownictwem zwycięskiej partii wyłaniają się teraz, u progu rządzenia, również konieczności uczenia wszystkich swych polityków, jeśli wolno tak się wyrazić, kunsztu gry politycznej
Na razie podziwiam w tej dziedzinie wirtuozerię prezydenta Andrzeja Dudy. Jest zatem wzór do naśladowania…
Jacek Wegner
