Teoretycznie przedwyborcze telewizyjne debaty, zwłaszcza debaty liderów największych partii, najbardziej powinny podniecać widzów/wyborców. Tymczasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najbardziej podnieceni (i to niezdrowo) są politycy i dziennikarze. W poniedziałek czeka nas debata Kopacz – Szydło. Nie wiem dlaczego miałaby być ważna. Obie partie znamy od ponad dekady i obie już rządziły, więc „koń jaki jest, każdy widzi”. Czeka nas więc raczej przedstawienie, w którym liderki będą nam usiłowały wmówić, że ich partie są czymś innym niż wiemy, że są. Taki talk pomieszany z reality a wszystko oczywiście show, bo show to jest to co telewizyjne tygrysy lubią najbardziej.

            Polityków, oczywiście z poza PiS i PO, oburzył fakt zaproszenia do studia jedynie liderek dwóch najsilniejszych partii. Zgodnie zaprotestowała Zjednoczona Lewica, PSL i Nowoczesna, ale najdziwaczniejszą teorię w tej sprawie wygłosiła na antenie Radia Kraków jedynka krakowskiej listy Zjedlewicy Kazimiera Szczuka. Otóż według niej taka debata to „szczucie kobiet na siebie”, a biorące w niej udział panie „mają się w kisielu tarzać”. Oczywiście zażądała też udziału w debacie swojego ugrupowania, które uznaje za trzecią siłę w Polsce. Ciekawe czy gdyby do debaty rzeczywiście dopuszczono Barbarę Nowacką kandydatka Szczuka też opowiadałaby o „szczuciu kobiet” i „tarzaniu się w kisielu”?

            O ile politycy uznali, że w debacie za mało będzie polityków to dziennikarze stwierdzili, że za mało będzie dziennikarzy. SDP zaapelowało o „poszerzenie liczby stacji transmitujących debatę o Telewizję Trwam i TV Republika”. Oczywiście nie podejmę się bronienia tezy, że początkowo wyznaczeni do prowadzenia debaty Justyna Pochanke (TVN) , Jarosław Gugała (Polsat) i Piotr Kraśko (TVP) są wzorem zdystansowania oraz obiektywizmu, i że nie sposób domyślić się ich sympatii politycznych. (Ostateczna zamiana Gugały na Dorotę Gawryluk niewiele zmienia.) Czy jednak dołączenie do tego grona dziennikarzy TV Trwam i TV Republika uczyni tę debatę wzorem „dziennikarstwa bezstronnego i rzetelnego” jak pisze w swoim apelu Zarząd SDP? Otóż nie! Wprowadzony byłby jedynie parytet i to parytet… polityczny. Parytety polityczne w dziennikarstwie. Czy tego chcemy? Czy to właśnie nas satysfakcjonuje?

            Drugi przebojem tygodnia był artykuł w „Newsweeku” pt.: „Zniszczyć rząd”. Tygodnik w oparciu o „poufny raport” zrazu niewiadomego autorstwa zasugerował, że za aferą taśmową mogą stać ludzie związani z PiS. W kilka godzin po tym jak czasopismo pojawiło się w kioskach Roman Giertych ujawnił, że „poufny raport” powstał w jego kancelarii. Tu warto przypomnieć, że mecenas Giertych reprezentuje dwóch podsłuchanych polityków PO, a Platforma szarmancko nie wystawiła swojego kandydata do Senatu w okręgu, w którym o elekcję stara się były lider LPR. A teraz najważniejsze.

Otóż można, by pomyśleć, że „Newsweek” padł ofiara manipulacji, ale po coming oucie Giertycha wydawca przyznał, że redakcja wiedziała skąd pochodzi „raport”. Tak więc jak w „Siedemnastu mgnieniach wiosny” Giertych wiedział komu dał. „Newsweek” wiedział od kogo dostał i tylko czytelnicy przez co najmniej kilka godzin nic nie wiedzieli. Niektórzy pewnie nie wiedzą do dziś. I to się właśnie nazywa….

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl