„Seksualne” wspomnienia 80-latki to kpina z czytelników. Zwłaszcza, gdy chodzi o żonę generała Kiszczaka, której książka dzięki temu nagłośnieniu przyniesie większe dochody.
Przyzwyczailiśmy się, że tabloidom wolno więcej. To one testują często granice wolności słowa, dlatego wybaczamy im dosadny język, lansowanie celebrytów czy nawet epatowanie szczegółami zbrodni. Mogę to przełknąć, bo z drugiej strony np. „Super Express” regularnie pisze o żołnierzach wyklętych, piętnuje grzechy polityków łamiących prawo czy upomina się o interesy najbiedniejszych emerytów. Trudno jednak zaakceptować najnowsze „rewelacje”, którymi kilkakrotnie poczęstowali czytelników redaktorzy gazety. Postanowili bowiem „ujawnić” szczegóły dawnego życia seksualnego 90-letniego dziś Czesława Kiszczaka i jego dziewięć lat młodszej małżonki.
Nie wiem, kto doradził generałowej, by na stare lata napisała książkę, opowiadając o aborcji, na jaką się zdecydowała, zdradach małżeńskich i innych pikantnych wydarzeniach z pożycia z komunistycznym generałem. Być może chce „dorobić” do emerytury, nawet jeśli dochody byłego szefa MSW z pewnością wystarczają na dostatnie życie. Ale sam fakt wydawania takiej plotkarskiej publikacji nie zmusza jeszcze gazet do nagłaśniania dość żenujących wyznań generałowej. Chyba że faktycznie chodzi o to, by wesprzeć sprzedaż książki pani Marii Kiszczakowej i zapewnić jej rodzinie niemały dochód ze sprzedaży. Tym pewniejszy, że i największy z polskich tabloidów – „Fakt” dostarcza nam równie „cennych” informacji z tej publikacji.
Przyznam, że takiej polityki redakcyjnej się po „Super Expressie” nie spodziewałam. Tym bardziej, iż mało kogo podniecają dziś opowieści małżonki generała, o jakie zdrady go w czasach zamierzchłych podejrzewała czy jej łóżkowej przygodzie z kolegą. Może jednak tego rodzaju opowieści to faktycznie zamierzone wsparcie dla żon dawnych komunistycznych władców PRL, skoro nie tak dawno ten sam tabloid rozmawiał z Barbarą Jaruzelską o tym, jakoby dawny I sekretarz KC PZPR miał romans z gosposią. Sądziłam, że takie „newsy” ukazują się zwykle na pudelku czy innych wyspecjalizowanych głównie w plotkach serwisach. Myliłam się, przyznaję. Znacznie trudniej będzie mi teraz zaglądać na stronę se.pl. A nuż wyskoczy mi znowu „gorący” news o romansie matrony po osiemdziesiątce.
Pocieszające jest tylko jedno – coraz mniej młodych osób wie, kim jest Maria Kiszczakowa. A gdy pozna jej datę urodzenia, pomyśli raczej: „Zamilcz, kobieto. Wstydu oszczędź”.
Ewa Łosińska
