Mamy w naszym telewizyjnym pejzażu sytuację kuriozalną: dwa główne nurty ideowe zwalczające się wzajemnie. Właściwie można by powiedzieć, że jeden z tych nurtów jest rzeczywiście ideowy (Kanał Prawy), drugi – ideologiczny (Kanał Lewy). Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich postawiło mainstream (od dawna zwany „głównym ściekiem”) w stan najwyższej gotowości bojowej: środowiska „salonowe”, „europejskie” czy „liberalne” poczuły się ostro zagrożone i nie bacząc na realia, na rosnące poparcie dla koncepcji odbudowy normalnej Polski, prezentowanej przez PiS i Prezydenta, przypuściły bezpardonowy atak na ten przekaz. Teraz jest tak, że dla przyzwoitości (?!!!) pokazuje się Pana Prezydenta i przytacza fragmenciki jego wypowiedzi, podobnie postępuje się z tym, co mówi i robi pos. Beata Szydło, zaś resztę miejsca zajmują coraz bardziej przepełnione nienawiścią i wojenną iście retoryką filipiki Pani Kopacz i ludzi z jej politycznego środowiska.

Sytuacja jest o tyle zadziwiająca, żeby nie powiedzieć: chora, że Andrzej Duda jest legalnie, uczciwie wybranym prezydentem, że sporo powyżej 50 proc. głosujących w nim zobaczyło szansę na naprawę Polski. Tymczasem telewizje zbudowały przeciw niemu mocny, agresywny „front odmowy”, w którym Telewizja Polska SA, instytucja bądź co bądź (przynajmniej formalnie, ustawowo) publiczna, czyli w jakimś sensie państwowa, nie jest wcale na odległym miejscu, w zacietrzewieniu i wrogości wobec głowy państwa i „sektora reformatorskiego” rywalizując ze stacjami od dawna nastawionymi na przekaz antypolski, antypatriotyczny i antyreformatorski. Mogą sobie bowiem dziennikarze tych stacji (TVN, Polsat, Superstacja et consortes), powtarzając tezy promowane przez obecną władzę , bajdurzyć o „reformach”, o „zielonej wyspie”, o „polskim sukcesie”, ale prawda jest tylko jedna i ją właśnie w udostępnionych przez dysponentów mediów homeopatycznych dawkach antenowych próbują przekazać prezydent Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Beata Szydło i pozostali główni rozgrywający Kanału Prawego.

Zrobiono więc coś, co w normalnym społeczeństwie, w państwie mieniącym się państwem prawa, wydaje się niewyobrażalne: totalnie zmarginalizować Prezydenta i parlamentarną (o pozaparlamentarnej w ogóle nie ma co wspominać!) opozycję, niemal zupełnie odebrać jej głos, manipulować wypowiedziami politycznych przeciwników, szczuć w ekranowej publicystyce na głowę państwa, obrażać ją, drwić.

Interesujące byłoby poinformować o tych praktykach elity polityczne i opinię publiczną „wolnego świata”, pokazać czarno na białym, jak wygląda codzienna rzeczywistość medialna państwa, które deklaruje się jako demokratyczne, które jest członkiem Unii Europejskiej i aspiruje do bycia członkiem rodziny Wolnych Narodów. Ciekawe byłoby poznać opinię na temat obecnej polskiej rzeczywistości medialnej ludzi w rodzaju pani Merkel, pana Hollande’a, pana Camerona czy innych liderów europejskiej wspólnoty. Jeszcze ciekawsze byłoby pokazać próbki działalności polskich mediów AD 2015 przeciętnemu Europejczykowi. Jak by zareagował? Można by go spytać, czy chciałby, żeby podobny model funkcjonowania mass mediów, szczególnie telewizji, istniał w jego kraju.

Bo Kanał Lewy naszych mediów elektronicznych funkcjonuje tak, jak funkcjonuje, gdyż nie podlega żadnej kontroli – ani prawnej, ani instytucjonalnej ani społecznej. Dzięki temu można zbudować medialną twierdzę, z której odchodząca, przegrywająca władza gęsto ostrzeliwuje przeciwników, nie troszcząc się zupełnie o resztę – na zasadzie apres nous le deluge.

Perspektywy zaś są takie, że po zwycięskich wyborach parlamentarnych (w to nie wątpi już pomału nikt!) do TVP przyjdą nowi ludzie i zbudują w Kanale Prawym nowy przekaz, odzwierciedlający rzeczywistą sytuację w kraju i bieżące potrzeby. Zaś „prywaciarze”, „liberałowie” (Kanał Lewy) będą nadal robić swoje. Tu nic się nie zmieni, ale zaistnieje jakaś równowaga. Jest to potrzeba chwili.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl