W mediach sporo się dzieje. Ktoś obraża prezydenta (to się akurat zdarzało i zdarza często), ktoś inny wychodzi w trakcie programu ze studia (wydarzenie raczej rzadkie), ktoś inny jeszcze wylatuje z pracy, bo coś napisał na Facebooku (raczej rzadkie, choć ostatnio coraz częstsze). A wszystkie te trzy przypadki pokazują, że milczenie może być złotem.

Monika Olejnik zamieściła na facebooku „zdjęcie” Prezydenta RP Andrzeja Dudy, który wysuwa prawą rekę zaciśniętą w pięść w geście „heil”. Rzekome zdjęcie okazało się fotomontażem twarzy prezydenta i ramienia niejakiego Andersa Breivika, znanego skądinąd z morderczej działalności. Dziennikarka przeprosiła, tłumacząc się, że  Niestety to jedno z pierwszych zdjęć, które pojawia się, gdy wpisze się "Andrzej Duda" w wyszukiwarkę. Otóż nieprawda, takie zdjęcie nie pojawia się! Można znaleźć, owszem, zdjęcie urzędującego Prezydenta, ale z podniesioną w geście zwycięstwa dłonią, ale nie jest to zdjecie zaciśniętej, „hajlującej” pięści. Czy Monika Olejnik świadomie kłamie czy nie wie, co pisze? Byłoby o wiele lepiej, gdyby Monika Olejnik nauczyła się z większą rozwagą korzystać z mediów społecznościowych, bo obraza Prezydenta RP może ją drogo kosztować.

O sile oddziaływania mediów społecznościowych przekonała się Ewa Wanat, była już redaktorka naczelna Radia Dla Ciebie, właśnie zwolniona z funkcji przez prezeskę stacji za emocjonalny, dokonany w polemicznym ferworze wpis na FB o „nierozgarniętych” dzieciach Państwa Elbanowskich. Wpis fortunny nie był, był nieelegancki, ale decyzji o wyrzuceniu z pracy Ewy Wanat też fortunną nie nazwę. Niezależnie od tego, czy się komuś podobają poglądy redaktor Wanat czy nie, to przecież za jej kierownictwa słuchalność radia wzrosła w ciągu roku (2013-2014) o 100 procent! Nieprzemyślana wypowiedź spotkała się z nadgorliwą reakcją. Wiem dobrze, że Ewa Wanat stała na czele jednej z publicznych stacji Polskiego Radia i należało od niej wymagać więcej dyplomacji niż od innych, ale mimo wszystko reakcja na jej słowa świadczy albo o nadwrażliwości pewnych środowisk na krytykę, albo o wyczuciu, że wiatr historii wieje teraz z prawej strony i warto tego wiatru nabrać w swoje żagle.

Do ciekawej sytuacji, pokazującej rosnącą polaryzację środowiska dziennikarskiego doszło w ostatnim programie „Loża Prasowa” w TVN24. Otóż ze studia wyszedł Piotr Skwieciński, z-ca redaktora naczelnego tygodnika „W Sieci”, bo nie zdzierżył „przygadywania” ze strony wicenaczelnego „Wyborczej” Pawła Wrońskiego. Wroński sugerował Skwiecińskiemu, że ten chciałby strzelać do uchodźców lub topić ich łodzie. Po tych słowach Skwieciński najpierw zapowiedział, że wyjdzie z programu, a gdy Wroński powtórzył swoje oskarżenia, po prostu wyszedł, choć był jeszcze zatrzymywany przez gospodynię programu. Oglądałem ten fragment kilka razy i nie mam wątpliwości, że Wroński zastosował perfidną metodę argumentacji ad personam i ad absurdum, by sprowadzić poprzez manipulację wypowiedzi sowjego przeciwnika do ich ośmieszenia i wykazania rzekomo „morderczych” konsekwencji.  Nie wiem, co bym zrobił na miejscu Skwiecińskiego, wszak wymagamy od przychodzących do studia polityków i publicystów grubej skóry i oczekujemy, że na brutalny atak odpowiedzą równie zaczepnie lub brutalnie. Tym razem tak się nie stało, i choć nie lubię, gdy ktoś wychodzi z programu (z „mojego” wyszedł kiedyś rzecznik wojewody, bo taki miał kaprys), to sądzę, że tym razem dziennikarz miał rację. Na bezczelne dogadywanie Wrońskiego powinna być może wcześniej zareagować prowadząca program, lecz tego nie zrobiła. Kilkakrotnie odtwarzałem tę scenę i wydaje mi się, że ta rozmowa groziła dalszą eskalacją zaczepek, a nie ich zaprzestaniem. Summa summarum atak „Gazety Wyborczej” na tygodnik „W Sieci” „powiódł się”, bo o to chyba w tym wszystkom chodziło. Szkoda tylko, że ucierpiała merytoryczna jakość programu.

W mediach sporo się dzieje, a to dopiero początek czekającej nas, być może najbardziej brutalnej i chamskiej w naszych dziejach, kampanii wyborczej. Co robić? Wyspać się, przygotować zapasy żywności i nie brać zbyt poważnie wszystkich obietnic i połajanek. A najbardziej wrażliwym odbiorcom zalecałbym krótką emigrację, choćby i do Londynu!

 

Marek Palczewski

17 września 2015

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl