Coś nie dobrego dzieje się z mediami. Można nawet powiedzieć – bardzo złego. Ostatni przypadek gazety codziennej „Rzeczpospolita” napawa oburzeniem. Jak można nie reagować na żądanie ministra, żeby wstrzymać publikację, która obnaża nieudolność resortu kierowanego przez niego? Tekst taki naraża go na śmieszność. Nie bałbym się powiedzieć - wystawia na pośmiewisko. Godzi w jego autorytet. Obniża osobisty prestiż.

 

Wyobraźmy sobie, że jest to w dodatku, tak jak faktycznie się zdarzyło, minister spraw zagranicznych. I to nie byle jaki. Radosław Sikorski. Człowiek z ogromnym doświadczeniem, posiadający wielki dom i telewizję kablową. Czy ktoś w redakcji zastanowił się, jaki skutek może przynieść tekst krytykujący  poczynania czy decyzje ministerstwa? Uderzając w ministra, gazeta godzi w interes kraju. Pokazujemy zagranicy, że mamy niezbyt rozgarniętego szefa dyplomacji, albo że jest nawet oczytany i towarzyski, gra nieźle w brydża i tenisa, próbuje golfa, chodzi na grilla, ale nie panuje nad swoimi urzędnikami. Wstyd i hańba. Najgorsze, że upowszechniamy taki obraz ministra własnymi rękami. Może nie trzeba ich zaraz ucinać, ale przydałoby się związać. Próbował to zrobić rzecznik ministerstwa, działający przecież nie dla własnego kaprysu, ale na polecenie ministra i w jego imieniu. Nie chciał wiele. Domagał się tylko  się  właściwego zachowania. Zrezygnowania z kompromitującej ministra publikacji.

Proszę sobie wyobrazić, że natrafił na mur. Prawdopodobnie mur nie tylko obojętności, ale niezrozumienia, nietolerancji. Górę wzięła prymitywna potrzeba  epatowania  czytelników sensacyjnymi, to prawda, ale jednocześnie niekorzystnymi dla ministerstwa informacjami.  Gazeta, w tym konkretnym przypadku „Rzeczpospolita”,  chyba już o tym mówiłem, jeśli się powtarzam, to przepraszam, z drugiej wszak strony, to ważne, że wbić sobie w pamięć ten arogancki tytuł, zlekceważyła prerogatywy, przedkładane ustami rzecznika, ministra Radosława Sikorskiego. Kto to słyszał, żeby być tak zuchwałym i mimo wielokrotnych prób perswazji, odwracać się tyłem do potrzeb ministra ?! Nie wiem, poddaję to pod osąd czytelników, czy takie zachowania gazety, nie powinno być uznane za działalność antypaństwową? A gazeta nie tylko napiętnowana , ale surowo ukarana. To, jak ostatnio zachowała się nie przynosi jej chluby. Jej kierownictwo zdecydowało, aby napisać, że  MSZ strzeliło niezła głupotę, podając w internecie wysokość kwot przeznaczonych na wsparcie białoruskiej opozycji politycznej, wraz z opisem dla jakiej organizacji pieniądze są przeznaczone i na jaki cel. Przekazując te dane do publicznej wiadomości , Ministerstwo Spraw Zagranicznych, dało reżimowi wygodne narzędzie , by prześladować tamtejszą opozycję. Czy trzeba jednak zaraz o tym pisać? Wypominać to Radosławowi Sikorskiemu? Tym bardziej, że to nie pierwszy raz MSZ przez swoją nieostrożność ujawnia rzeczy, które powinny być zachowane w tajemnicy. Dziennikarze, niczym hieny, natychmiast się na takie rzeczy łapczywie i bezwstydnie rzucają. Bez żadnych skrupułów chcą je publicznie przedstawiać.  Ministra łatwo pokazać w niekorzystnym świetle, ale przywrócić należne mu honory i uznanie jest piekielnie trudno.

 W przyszłości warto unikać takich niepotrzebnych  zgrzytów między mediami a MSZ, ale też innymi ministerstwami. Dlatego byłoby dobrze, gdyby wszelkie publikacje o tak ważnym resorcie, były wcześniej uzgadniane z rzecznikiem Radosława Sikorskiego.  Tym bardziej, iż rzecznik jest wieloletnim, doświadczonym dziennikarzem. Potrafi więc ocenić, czy dany tekst nie zaszkodzi ministrowi.

 

Jerzy Jachowicz

27.10.2012

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl