Znajomy młody człowiek, bardzo wysoki i silny pracuje po 11 godzin dziennie za 16 złotych za godzinę. Dostał buty z metalowymi czubami, kask i rękawice. Wraca późno, połyka wszystko co mu się podstawi i idzie spać. Ale jest uśmiechnięty i cieszy się, ze po długich poszukiwaniach ma wreszcie pracę.

                Jednak tysiące mu podobnych pracy nie ma. I to jest główne zadanie niewydarzonych u nas rządzących, bełkoczących komunały parlamentarzystów i wszelkiej maści biurokracji, która namnożyła się jak króliki. Wydawać by się mogło, że pracodawcy noszeni winni być na rękach, a reszta - za to, że mają pracę - powinna im służyć. Ale tak nie jest. Ciągle mnoży się kasta zarządzających i żerujących na cudzej pracy i państwowych pieniądzach. Nie o taki kapitalizm chodziło. Zniszczono wprawdzie państwowe formy produkcji jako marnujące siły i środki ale nie potrafiono zastąpić ich polskimi zakładami pracy i dać wystarczającą ilość zatrudnienia ludziom. Koleś kolesiowi oka nie wykole. Ale nie da mu przecież swojego prywatnego grosza ale tylko to, co niczyje czyli wspólnie. Państwowe urzędnicze fuchy to nie tylko stały dopływ pieniądza ale i władza. Namaszczone partyjnie panisko daje potem pracę swoim a innym pokazuje gest Kozakiewicza. Pracodawca z nominacji to ważniak i decydent choćby nawet dla niewielkiego kręgu. Nawet jeśli taki decyduje o zatrudnieniu klozetowych babć. Nowa nomenklatura mnoży nakazy i zakazy. Rozbudowuje regulaminy, wprowadza różne nieżyciowe przepisy i rządzi. To tak jak na naszych drogach. Pojawiają się tu co i rusz ograniczenia aż do nakazu jeżdżenia w ślimaczym tempie. Żąda się przestrzegania bzdurnych przepisów a potem dziwimy się, że nie jest to respektowane. Maniacy zmian nie robą tego bez powodu. To ich pole „racjonalizatorskie”. Mamy wiec pseudo prawa i pseudo zarządzanie a przepisów tyle, że nikt nad nimi nie panuje, a nawet ich nie zna. To zresztą raj dla prawników. Żadne sądy nie są w stanie z natłokiem bzdurnych spraw sobie poradzić. Zresztą jak wiadomo poradzić sobie z tymi bzdurami można – po prostu za łapówkę. Ale obłędny taniec trwa. Szczytem zasada, że jeśli sprawa jest nierozstrzygnięta to i tak urzędnik, fiskus ma rację. Słyszałem wypowiedź rządzącej wiceminister: „bo ważniejszy jest interes ogółu, interes większości niż … pojedynczego człowieka”.

                Podobnie jest z publicystyką. Chmary ślepych, usłużnych bojących się utarty pracy dziennikarzy nie widzą, że „król jest nagi”. Tenże świeci gołymi czterema literami i wciska się ludziom do domów za sprawą właśnie usługowych redaktorków.

                Minęło lato, zaraz opadną liście. Niby już niedługo 25 października, ale czas dłuży się coraz bardziej. Właśnie teraz, gdy meta blisko. Z głowy mamy kosztowne i zupełnie niepotrzebne referendum, ponury żart odsuniętego od władzy faceta. Jeszcze czterdzieści osiem dni do wyborów. W osiemdziesiąt dni Juliusz Verne kazał bohaterom swojej książki objechać dookoła świat. Nam pilnie potrzebny jest objazd Polski by sprawdzić 127 tys. lokali wyborczych, wypędzić złe duchy zdecydowane psuć i czynić przekręty. A kysz! Idźcie precz ze swoimi skorumpowanymi partiami, przekrętaczami i złodziejami. Niech w końcu już będzie PO was! „Miałeś chamie złoty róg został ci się jeno sznur”.

                07.09.2015                                                         Stefan Truszczyński

 

                P.S. Rzeczywiście szkoda lata. Szkoda też Kukiza. Szkoda, ze nasz kolega Krzysztof Załuski nie jest już na pierwszym miejscu listy pana Pawła na Wybrzeży Gdańskim. Szkoda też Gdańska dla rozpasanej ekipy rządzącej w mieście nad Motławą, która traktuje ten wspaniały gród jak prywatny folwark. Szkoda jeszcze wielu innych rzeczy – zaniedbanych, albo nawet straconych. Najważniejsze jednak, by odbić się wreszcie od dna i już niżej nie spadać. (S.T.)

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl