Dziennikarze jacy są … można łatwo zobaczyć i usłyszeć. Niestety bardzo odnosi się do nich mądre zdanie poety - księdza „Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą”.
Aktora przypominają filmy, pisarza - książki z półki, a dziennikarz znika ze świadomości powszechnej bardzo szybko. Nawet ci popularni mogą liczyć tylko na krótką pamięć. Dlatego reporterów i publicystów trzeba przypominać. Szczególnie nam wypada to robić. I SDP siłami kolegów z Gdańska, a kasą z centrali - tak właśnie zrobiło.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Oddział Gdański i Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej Oddział Morski w Gdańsku wspólnie (to ważne!) wydały kolejny już „Słownik dziennikarzy i publicystów Pomorza 1945-2015”. W Gdańsku przypominają kolegów ekumenicznie - to znaczy razem w jednym książkowym wydaniu znaleźli się dziennikarze należący do SDP i SDRP. Na co dzień organizacje właściwie nie współpracują – jedynie na forum zagranicznym uzgadniamy stanowiska w czasie kongresów i seminariów międzynarodowych. Z reguły reprezentuje nas tam Agnieszka Romaszewska-Guzy, a kolegów z SDRP - Andrzej Bilik. W Warszawie ZG SDP, który dysponuje budynkiem przy ul. Foksal, udostępnia za darmo pomieszczenia kolegom z SDRP na spotkania środowiskowe i wybory władz. Tak jest od wielu lat. Podział środowiska nastąpił po 13-tym pamiętnego grudnia. Niestety trzeba stwierdzić, że nasi koledzy mają tę datę i cały stan wojenny nadal żywo w pamięci. I trudno nam się dziwić. Ponieważ wielu wówczas wiele straciło. Jednak do tego tematu trzeba wracać, ale już nie w tej krótkiej informacji o „Słowniku”. Można jeszcze tylko zauważyć, że w Gdańsku próbują te „rowy zasypywać”.
To podręcznik, który dziennikarze powinni mieć w swojej bibliotece. Podobne słowniki warto też wydać w innych środowiskach dziennikarskich naszego kraju. Jeśli już przypominamy wszystkich, którzy odeszli i tych którzy działają na niwie żurnalistów nadal – to być może niektórych podziwiać i wychwalać się nie da. Niemniej warto poznać lub przypomnieć kolegów.
Dlatego gratulacje należą się zespołowi redakcyjnemu „Słownika” z Pomorza. A dzieła dokonali: Grażyna Bral, Marzena Burczycka-Woźniak, Janusz Deręgowski, Henryka Dobosz-Kinaszewska, Jerzy Model (szef zespołu), Grażyna Murawska, Tomasz Krankowski, Janusz Wikowski, Tadeusz Woźniak.
Przerzucam kartki nie bez wspominania. Krótkie życiorysy oczywiście nie zawierają pogłębionych analiz przedstawianych osób i ich dokonań. To biogramy encyklopedyczne i takie tylko mogą być jeśli chodzi o słownikową formę. Tylko tych, którzy pracowali na Pomorzu w latach 1945 – 2015, a już odeszli, jest 266-ciu. Lista redaktorów naczelnych jednego z dwóch największych w tym rejonie dzienników obejmuje 19 osób. 1945-2015 to 70 lat – kawał czasu. Przypomnienie całych zespołów redakcyjnych gdańskiej prasy, zespołów radia i telewizji jest ciekawe i wartościowe. To już drugie, uzupełnione wydanie pomorskiego „Słownika”, ale na pewno nie zawiera jeszcze wszystkich nazwisk z Pomorza. Być może zgłoszone zostaną jeszcze inne osoby. Tak czy owak czytając lub nawet przerzucając tylko kartki z biogramami rodzą się refleksje różnego rodzaju, np. – to ten działacz był również dziennikarzem, szkoda że o kolejnym lub kolejnej nie napisano nic o jego-jej kontrowersyjnych działaniach i wyborach. Przyjemniejsze są jednak myśli: to nic dziwnego, że tak dobrze Ona-On pisze i odważnie przez tyle lat działa – mają bowiem, jak się okazuje, bardzo bogate życiorysy i wiele dokonań.
Nie wymieniam nazwisk bohaterów „Słownika”, ponieważ znam wielu z nich i trudno byłoby się zdecydować, a wszystkich przytoczyć tu się nie da. To naprawdę bardzo wielka rzesza zasłużonych i często bardzo dzielnych dziennikarzy. Niech pracują, ku chwale, jak najdłużej!
Stefan Truszczyński 28.08.2015 r.
