Jarosław Ziętara został porwany i zamordowany we wrześniu 1992 roku. Dwa śledztwa w sprawie Ziętary zostały umorzone, dopiero w czerwcu bieżącego roku postawiono zarzut o podżeganie do zabójstwa dziennikarza byłemu biznesmenowi Aleksandrowi G. Jest nadzieja, że wreszcie dowiemy się prawdy o okolicznościach śmierci Ziętary, a osoby odpowiedzialne za jego zamordowanie zostaną skazane na kary więzienia. Nie byłoby to możliwe bez wieloletnich starań poznańskich dziennikarzy, a szczególnie dwóch z nich: Krzysztofa M. Kaźmierczaka i Piotra Talagi. Dzięki ich uporowi w roku 2011 wznowiono śledztwo, które prowadzi prok.Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.
Dzieje sprawy Ziętary, śledztwa, ich umorzenia i wznowienia, trudności i tajemnice, zaniechania i sukcesy opisują w książce „Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa”, wydanej przez Wydawnictwo ZYSK i S-KA. Jarosław Ziętara to jedyny polski dziennikarz zabity dlatego, że wykonywał swoją pracę dziennikarską, był na tropie wielkiej afery, i wydano na niego wyrok, a następnie dokonano egzekucji.
„Ta książka dotyczy człowieka, który wierzył, że swoją dziennikarską pracą służy publicznemu dobru, który nie zrezygnował z podjętego tematu, mimo prób przekupstwa, zastraszania i pobicia, który był przekonany, że w demokratycznym kraju nie morduje się dziennikarzy […] „ – piszą we wstępie Kaźmierczak i Talaga. Wiemy już, że Ziętara nigdzie nie wyjechał, nie zmienił tożsamości, nie zaginął, lecz został zamordowany. Wiemy również, że państwo polskie przez wiele lat niewiele zrobiło, by wyjaśnić sprawę Ziętary - kulisy jego zaginięcia, porwania i morderstwa. Działo się na odwrót: przez wiele lat wprowadzano do śledztwa nieistotne wątki, snuto absurdalne domysły, ukrywano niewygodne fakty o roli Urzędu Ochrony Państwa w wykorzystywaniu dziennikarza dla celów UOP. Ten ostatni aspekt nadal nie jest wyjaśniony i bez odtajnienia dokumentówsłużb specjalnych, wyjaśniony nie będzie.
Dziennikarze opisują 23-letnie zmagania o to, by pamięć o Jarosławie Ziętarze nie zaginęła, by prokuratura o sprawie nie zapomniała, by badała kolejne wątki i poszlaki. Wiele razy Talaga i Kaźmierczak tracili nadzieję, że śledztwo uda się wznowić, że uda się zainteresować sprawą opinię publiczną i środowisko dziennikarskie, ale w wysiłkach nie ustawali. Ta książka jest opisem walki z nieuchwytnym oporem, z jakimś dziwnym sojuszem pomiędzy gangsterami i ludźmi ze służb specjalnych. Dziennikarze - wzorem ich amerykańskich kolegów, którzy prowadzili śledztwo, by ustalić, kto zabił jednego z nich (Dona Bollesa w roku 1976), stworzyli grupę, która na własną rękę próbowała przesłuchiwać świadków i kompletować materiały o sprawie Ziętary. Jednak ten zamiar, w odróżnieniu od sukcesu amerykańskich dziennikarzy, którzy znaleźli zabójcę i doprowadzili do jego skazania, nie całkiem się powiódł. Mimo to, nacisk społeczny zaowocował wznowieniem śledztwa (rok 2011), które doprowadziło do aktu oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G.
Obecnie wciąż nie wiemy, kto zabił Ziętarę, ale prawdopodobnie Prokuratura Apelacyjna w Krakowie dysponuje już sporą wiedzą na temat sprawców i okoliczności zabójstwa. Mimo – wydawałoby się – pozytywnego zwrotu, konkluzje Autorów książki są niewesołe: w sprawie Ziętary zawiodło państwo polskie, bo jego organy nie potrafiły ochronić dziennikarza przed śmiercią z rąk gangsterów, a później, przez wiele lat, nieudolnie próbowało rozwiązać zagadkę „zniknięcia” Jarosława Ziętary, a właściwie robiło wiele, by jej nie rozwiązać.
Książka jest chronologicznym przedstawieniem faktów związanych z działaniami Kaźmierczaka i Talagi, i równolegle działań prokuratur w Poznaniu i Krakowie. Jej zaletą jest rzetelność przekazu, wszechstronny opis zaistniałych zdarzeń, oddzielenie faktów od opinii, dowodów od przypuszczeń, niepotwierdzonych hipotez od wiarygodnych ustaleń. Ktoś, kto znał historię śledztw dotyczących Ziętary, teraz otrzymał kompendium wiedzy na ten temat. Z drugiej strony, wyrażana przez Autorów potrzeba, aby opowiedzieć jak najwięcej, może dezorientować czytelnika w gąszczu przekazywanych mu informacji. Trudności sprawia też podwójna równoległa narracja Kaźmierczaka i Talagi, którzy na zmianę relacjonują zachodzące wydarzenia i komentują je, często wracając do przedstawionych już opisów. Taką formułę opowieści wybrali z premedytacją, by zaakcentować różnice, jakie pojawiły się między nimi w interpretacji faktów i zdarzeń. Czy okazało się to korzystne, trudno powiedzieć, gdyż nie wiadomo, jak wyglądałaby narracja, gdyby książkę napisała jedna osoba lub gdyby powstały dwie książki na ten sam temat (jak np. w przypadku afery podsłuchowej). Jeśli chodzi o ewentualne uzupełnienia, to widziałbym – w kolejnym wydaniu książki – potrzebę wprowadzenia notek biograficznych dotyczących głównych bohaterów książki. Dzięki temu czytelnik lepiej orientowałby się who is who.
Te drobne uwagi nie mogą, w żadnym przypadku, przesłonić końcowej oceny książki – niezwykle bogatej, starannej i rzetelnej, można by powiedzieć, że wręcz misyjnej, która może być również traktowana jako hołd złożony zamordowanemu dziennikarzowi.
Jako członek SDP wyrażam nadzieję, że publikacja zostanie dostrzeżona przez Jury Konkursu SDP w kategorii Wolności Słowa lub Watergate. Według mnie ten owoc dziennikarskiego śledztwa na pewno zasługuje co najmniej na wyróżnienie, a być może nawet na nagrodę główną.
Marek Palczewski
