W ramach kampanii wyborczej powraca temat polskich mediów, ich domniemanej stronniczości i domyślnych inklinacji politycznych, partyjnych i personalnych, od prasy i poszczególnych redakcji gazet i periodyków, przez rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne, aż po najmłodsze i coraz bardziej wpływowe i opiniotwórcze medium - Internet. W medialnej i politycznej rozgrywce biorą także udział tzw. sondażownie czyli instytucje badające nastroje i sympatie polityczne, w tym poparcie dla partii i poszczególnych polityków.

Pojawiają się różnorakie opinie i analizy zarówno po „prawej” jak i „lewej” stronie debaty - dziennikarzy, publicystów, analityków, ekspertów, polityków i decydentów, oceniające media jako mniej czy bardziej obiektywne, albo też mniej czy bardziej zaangażowane po tej czy innej stronie walki politycznej. Padają zarzuty o stronniczość „proreżimową” czyli popieranie rządowej koalicji PO-PSL, albo też o „prawicowość” co oznaczać ma sympatie do PiS i Prezydenta Dudy.

Oczywiście, praktycznie każde medium i prawie każda redakcja stara się przedstawić swoje opinie i analizy mniej czy bardziej jako „obiektywne”, „bezstronne”, „rzetelne”, „wyważone”, „ukazujące prawdę”, „odsłaniające prawdziwe oblicze” itd., itp.

Jak jednak sprawdzić i przekonać się, które z polskich mediów rzeczywiście wykazują profesjonalny warsztat dziennikarski i starają się przekazywać w miarę niezafałszowany obraz polskiej sceny politycznej, a które „starają się” jak najlepiej zmanipulować i zdezinformować polską opinię publiczną? Jak opisać i zanalizować całokształt polskiego rynku medialnego i rzeczywisty obraz debaty publicznej - rynku ściśniętego żelaznym imadłem interesów polityków, biznesmenów i samych redakcji, zazdrośnie strzegących swojej bezkarności, nie wspominając już o dyskretnym ale znaczącym wpływie służb specjalnych oraz ewentualnych zagranicznych ośrodków wpływu?

W Polsce istnieje kilka instytucji, które powołane są dla strzeżenia polskiego ładu medialnego, monitorowania go i oceny. Najważniejszym z nich jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która z samej ustawy jest instytucją całkowicie polityczną, ponieważ jej władze wybierane są przez Prezydenta i Parlament RP, czyli z klucza partyjno-politycznego. Stąd oczywisty i jak najbardziej uprawniony jest zarzut wobec KRRiTV że jest instytucją z definicji i praktyki upolitycznioną, miejscem gdzie dokonywane są polityczne targi między partiami i ośrodkami władzy politycznej o poszczególne części „medialnego tortu”, koncesje, pasma, etc. Osobnym problemem KRRiTV jest jej skromny budżet, który nie pozwala na stałe monitorowanie wszystkich rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych, czyli na kontrolę koncesji i zgodności z polskim Prawem Prasowym, które wymaga od mediów Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk (Art. 6. 1. ), powodując że praktycznie rzecz biorąc jest to prawo nieegzekwowalne - czyli de facto martwe.

Oczywiście istnieją także akademickie, naukowe i profesjonalne instytuty i zakłady analiz medialnych, które prowadzą badania i analizy polskich mediów zarówno na poziomie ogólnym, jak i analizy poszczególnych tytułów, segmentów rynku medialnego czy wydarzeń takich jak np. wybory, takie jak Instytut Badań Prasoznawczych UJ czy Instytut Dziennikarstwa UW, ale ich badania i analizy nie są częścią stałego i całościowego badania i monitoringu będącego elementem jakiego stałego programu współpracy z instytucjami publicznymi, państwowymi i rządowymi, tak więc instytuty te działają sobie a muzom, z ewentualnym bardzo rzadkim i incydentalnym zainteresowaniem polityków, decydentów i opinii publicznej.

W Polsce nie ma dziś dużej, profesjonalnej i niezależnej instytucji analiz mediów i polskiego rynku medialnego, instytucji która działałaby w interesie wszystkich obywateli, a nie tylko poszczególnych partii i polityków. Takie ciała jak Rada Etyki Mediów czy Centrum Monitoringu Wolności Prasy są - z całym szacunkiem dla nich i ich dorobku - ciałami słabymi, o niewielkich możliwościach finansowych czy instytucjonalnych dla możliwości stałej, pełnej, pogłębionej i poszerzonej analizy całego polskiego rynku medialnego, działającymi doraźnie w przypadkach interwencji wobec szczególnie jaskrawych przypadków łamania etyki dziennikarskiej czy też prowadząc badania medialne o dość wąskim i wycinkowym charakterze.

Dlatego potrzebna jest debata na temat utworzenia w Polsce, wzorem krajów Unii Europejskiej, USA i innych krajów demokratycznych, Rady Prasowej albo Instytutu Medialnego - poprzez nowelizację Art. 17 ustawy o Prawie Prasowym lub też osobnej ustawy o utworzeniu Instytutu Medialnego (wzorem Polskiego Instytutu Sztuki filmowej) - które to ciało w sposób profesjonalny, rzetelny i niezależny od decydentów polityczno-biznesowych analizowałoby, badało i oceniało w sposób profesjonalny, permanentny, dogłębny i wszechstronny polskie media, polski rynek medialny i szeroko rozumiany polski ład medialny.

A tak długo jak to się nie stanie, my, obywatele, powinniśmy powołać niezależnie od partii i polityków Obywatelski Instytut Medialny.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl