„Nie będzie stałych baz NATO w Polsce” - pisze Jędrzej Bielecki („Rzeczpospolita” 22 lipca 2015), którego wnikliwość i uczciwość opinii cenię wysoko. Odwołując się do wypowiedzi przedstawiciela nie NATO, lecz wiceszefa działu europejskiego Departamentu Stanu USA, publicysta konstatuje, że budowie w Polsce stacjonarnych baz natowskich (de facto amerykańskich) sprzeciwiły się zwłaszcza Niemcy – „Obawiają się, że to sprowokuje Kreml”. Nie wygasły przeto ciągoty niemieckie do Rosji. I to obojętne, czy wynikają ze strachu, czy z wyrachowania gospodarczego – to nie ma tu znaczenia. Ważne natomiast jest, że w podświadomości Niemców tkwi ciągle chęć „zbliżania się do Kremla”. Więc jak tu nie być germanofobem?

Najpierw, w 1997 r., Rosja wymusza, mówiąc dosadnie: raczej wyłudza, pakt z NATO, że sojusz nie będzie instalował „poważnych sił” w nowych krajach członkowskich Unii Europejskiej, do których my rzecz jasna niestety należymy. Układ nierozsądny, tchórzliwy, wytłumaczony (lecz nieusprawiedliwiony) tylko tym, że nikt wówczas nie przewidywał, iż za lat szesnaście przywódca Rosji wznieci wojnę na Ukrainie i z Ukrainą. Więc jak tu nie być rusofobem?

A skoro tak się stało, to NATO powinno użyć kruczków, żeby albo owo porozumienie unicestwić, albo zachowując je w teorii, praktycznie mu zaprzeczać, uznać, że „poważne siły” zaczynają się na przykład od broni nuklearnej… Przecież w dojrzałych i mądrych dyplomacjach stosuje się takie chwyty. Ale NATO jest zdominowane przez Stany Zjednoczone, jak kiedyś Układ Warszawski przez Związek Sowiecki. A tym najsilniejszym krajem świata rządzi od dwu kadencji… demokrata. Więc Jego postawa widocznie odpowiada większości Amerykanów, skoro wybrali go po raz drugi, zatem albo wyznają wobec innych krajów taką samą „demokrację” jak ich prezydent, albo po prostu za bardzo pogubili się meandrach jego „demokratycznej” polityki. Podobnie jak większość Polaków jest zagubiona w zawiłościach rodzimej od ośmiu lat władzy i moralności partii rządzącej. Jak tu tedy ufać systemowi wartości, które współczesna ludzkość nazywa w uproszczeniu, acz bez świadomości tej symplifikacji, demokracją?

„Demokrata” Obama od razu po objęciu władzy anulował obietnicę zbudowania w Polsce tarczy antyrakietowej; czy to niespełnienie zapewnienia, niedotrzymanie słowa nie jest przejawem lekceważenia naszego kraju? Przestaliśmy zatem ufać Stanom Zjednoczonym. Dzisiaj ta nieufność jest negatywnym zjawiskiem psycho-socjo-politcznym, ponieważ i świadomie, i podświadomie oddala nas od jedynego partnera któremu w „zimnej wojnie” zawierzyliśmy bez reszty i nie zawiedliśmy się, bo ją wygrał. Owo zawierzenie osiągnęło apogeum za Ronalda Reagana, republikanina. A dziś w naszych odczuciach Ameryka stacza się w otchłanie oportunizmu politycznego wobec Europy i Polski, zdradza swą niedawną misję obrony (po niewczasie, po oddaniu nas z Churchillem Stalinowi) podstawowych swobód obywatelskich w krajach ujarzmionych przez Rosję sowiecką, a dziś zagrożonych imperializmem rosyjskim.

Nikt lepiej od nas nie doświadczył skutków sentymentów czy wyrachowań niemieckich. Kiedyśmy w przeszłości bili się z samymi Niemcami, to zawsze zwyciężaliśmy, zatrzymywaliśmy ich w pochodzie na podbój świata i upokarzaliśmy butę germańską – od Cedyni i Grunwaldu przez wojnę trzynastoletnią, hołd pruski, Byczynę. Moskwa-Rosja była, owszem groźna, ale bez niemieckiej pomocy zawsze zwyciężana - od Smoleńska, do Kłuszyna, okupację stolicy, do wojny bolszewickiej 1920 r. Historia w XVIII w. tak wszelako zawikłała (nie bez części naszej winy) konstelację polityczną, że mieliśmy już dwóch wrogów sprzymierzonych przeciwko nam. Toteż później Piłsudski bał się repliki tej sytuacji. I zostawił testament: nie dać się wciągnąć w wojną miedzy nimi. Z tego przesłania historia zakpiła zaraz po jego śmierci. Najpierw Rosja i Niemcy zjednoczyli się z w napaści na nas, a potem Hitler rozpoczął wojnę z Rosją i mieliśmy dwóch wrogów naraz. Ale nasi zachodni alianci byli wtedy zadowoleni. Najpierw po 17 września 1939 r. udawali, że nic się stało, ponieważ wojna z Niemcami i równocześnie ze sprzymierzoną z nimi Rosją przerastała ich możliwości demograficzne, militarne i psychiczne. Dopiero po czerwcu 1941 mogli prowadzić swą walkę z Niemcami już przy współudziale z Rosją. Jakby powtórzyła się sytuacja z I wojny światowej – Zachód z Rosją przeciw Niemcom.

Zachód dawał Rosji nieprzebrane ilości broni i sprzętu wojskowego, ona Zachodowi w jeszcze większej bodaj ilości mięso armatnie. Nieodżałowany Kisiel napisał gdzieś, że „Stalin rzucił przeciwko Hitlerowi milionowy szaniec trupów”. A co by było, gdyby Niemcy hitlerowskie nie napadły na Rosję i Zachód sam musiałaby zmagać się z Hitlerem? To pytanie do fantastów historycznych, Marcina Wolskiego i Rafała Ziemkiewicza, którzy powiadają, że piszą „historię  alternatywną”.

Tymczasem współczesne realia są groźne. Niemcy nie zgadzając się dla swych egoistycznych interesów, tymczasem – t y m c z a s e m! – gospodarczych, na rozmieszczenie w Polsce stałych sił amerykańskich, zdradzają Europę środkowo-wschodnio-północną. Oby po dwóch pokoleniach przyszłe generacje kilku narodów, łącznie z amerykańskim i przede wszystkim niemieckim, nie musiały za owe przeniewierstwo znów płacić krwią. 

ów dyplomata amerykańskim którego słowa przywołuje Bielecki, wspaniałomyślnie pociesza,  że Ameryka „nie zostawi nas samych” i w przyszłym roku rozpocznie w Redzikowie pod Słupskiem instalację amerykańskiego systemu obrony rakietowej; przedsięwzięcie ma być skończone w 2018 r. A wyrzutnie te mają bronić Europy i Ameryki przed atakiem… Iranu. To więcej niż nonszalancja – to szyderstwo z polskich potrzeb obronnych, obecnych i przyszłych. Rosja unicestwia Ukrainę, z wyszczerzonymi zębami stoi niemal u naszych bram i krajów nadbałtyckich, a rządzone przez demokratów Stany Zjednoczone za podszeptem Niemców, którzy dbając o interesy własne powiązane z rosyjskimi (miejmy nadzieję, że tylko gospodarcze), wycofawszy się z poprzednich zapewnień, chcą na naszych ziemiach tworzyć system obrony przed tym, co najmniej nam zagraża teraz i w dającej się przewidzieć przyszłości... Czy to nie jawna kpina, by nie rzec bezczelność „demokraty” Obamy?

Wiec powtarzam – jak lubić Niemców? Wierzyć Rosji? Ufać demokracji w dzisiejszym wydaniu amerykańskim?

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl