Kryzys mediów, zwłaszcza drukowanych, zmusza dziennikarzy do szukania nowego zajęcia. Popularne portale pracy przynoszą im sporo zaskakujących ofert. Nie ma w nich mowy o godziwej zapłacie, ale o rozrywkach i nietypowych atrakcjach.
Krakowski pracodawca, który – jak deklaruje – szuka znającego angielski redaktora za 12 zł brutto na godzinę, uwypukla w ofercie, iż zapewnia „piłkarzyki, kącik wypoczynkowy i taras”. Nie, to nie jest propozycja dla przedszkolaków i ich mam, takie „gadżety” powoli stają się w anonsach normą. Niby pisze się o nich, dodając w tekście uśmiechniętą buźkę, ale w gruncie rzeczy na poważnie.
Inna oferta, gdzie potencjalny pracodawca unika podania nazwy firmy, wabi dziennikarzy... sokami w pracy i możliwością przyprowadzania do jej siedziby psa. Jasne, nie ma jak zwierzę w miejscu zatrudnienia, każdy reporter (i nie tylko) od razu zacznie pisać wydajniej. W kolejnych ofertach – tym razem ze stolicy - jest z kolei mowa o możliwości „luźnego ubioru w miejscu pracy” i wyjazdach integracyjnych na łono natury.
Już wcześniej pracodawcy jak ognia unikali w podobnych ogłoszeniach odpowiedzi na pytanie, co z pensją. Zamiast tego oferowali np. karnety do klubu fitness czy prywatną opiekę zdrowotną. Ta ostatnia ma oczywiście znaczenie, ale jeśli zarobki w firmie są godziwe, pracowników i tak na prywatne wizyty u specjalisty stać. Żadna łaska – mówią poszukujący zatrudnienia.
Zwłaszcza, że lista obowiązków, które miałby wykonywać dziennikarz, się wydłuża. Np. sprzedaż i zbieranie reklam. Przez lata uczono nas, że te sfery – informacja i reklama – powinny być dokładnie rozdzielone. Nic bardziej mylnego! Firma musi zarobić, więc ten, kto dostarcza reklam, będzie redaktorem.
Takie ogłoszenia nie wszędzie są smutną normą. W anonsach na popularnym wśród europejskich i nie tylko mediów portalu journajobs.eu, gdzie poważni pracodawcy zamieszczają oferty dla dziennikarzy z całego świata, nikt nie pisze o piłkarzykach i sokach. Magazyny, telewizje, firmy PR podają konkretne wymagania i informują o zarobkach. Wystarczy znać obce języki, by spróbować kariery np. w Agencji Reutersa, New York Timesie itp. Może i tam są kąciki wypoczynkowe. Nikt jednak nie informuje o tym w ogłoszeniu o pracę. To byłby żart zbyt grubymi nićmi szyty.
Na taki polski portal trudno się, jak dotąd, doczekać. Na razie piłkarzyki muszą wystarczyć. To zresztą nie jest „gwóźdź programu”. Za taki uznaję propozycję pod hasłem „wydawca magazynowy”. Praca, oferowana w Gliwicach, która pojawiała się długie tygodnie wśród ofert dla dziennikarzy, przy uważnej lekturze okazywała się... zajęciem dla operatora wózka widłowego, który z magazynu firmy wywozić będzie towary. Nawet zastanawiałam się, czy nie skorzystać, ale pracodawca nie zapewniał szkolenia. Cóż, pozostają kącik relaksu za 12 zł na godzinę brutto albo pies w redakcji.
