We współczesnym świecie mediów już nic nie jest tym czy się z pozoru zdaje i nader często okazuje się być czymś zupełnie innym. Na przykład taka redakcja „Charlie Hebdo”, która jak na satyryków przystało powinna tryskać witalnością ogłosiła, że już nie będzie publikować karykatur Mahometa, bo… sama się nimi znudziła. To prawdziwy dramat dla satyrycznego pisma nudzić się własnymi dowcipami.
Inny problem dotknął redakcje amerykańskiego serwisu satyrycznego „The Onion”. Na co dzień portal zamieszcza zmyślone newsy. Coś jak „ASZ Dziennik”. W lipcu miała miejsce wpadka. Serwis napisał… prawdę! Tak dokładnie, to wymyślił żart, że Stany Zjednoczone by udobruchać Izrael po porozumieniu nuklearnym z Iranem zaproponowały sojusznikowi ekstra dostawy nowoczesnej broni. Po tygodniu izraelski „Haaretz” wykrył, że taka propozycja rzeczywiście miała miejsce. Dla satyryków to przecież absolutna… utrata wiarygodności! Co teraz mają robić? Krzyczeć: ale to my byliśmy pierwsi! Takie rozwiązanie tylko pogłębiałoby wrażenie, że przestali żartować (np. bo się znudzili) i od dziś będą konkurować z portalami newsowymi.
Tak dla porządku przypomnę, że i u nas podobne rzeczy miały już miejsce. Gdy „ASZ Dziennik” napisał, że PKW odrzuciło połowę podpisów poparcia dla Korwin-Mikkego najpierw na poważnie powtórzyła to „Gazeta Pomorska”, a potem na You Tube furorę zrobił filmik jak reporterka TVP z uporem pyta Korwina o ocenę takiej decyzji PKW. Innym razem gdy „ASZ Dziennik” „poinformował”, że KRRiT zakazała prezentowania przed godziną 23 wyjątkowo kiczowatych spotów wyborczych Karola Karskiego i Michała Boniego, bo „zagrażają zdrowiu psychicznemu” Krajowa Rada wystąpiła z oficjalnym protestem. Taki świat. Jedni - niby poważni – idą w obciach jak w dym tyle, że nieświadomie, a inni robią to samo tylko jak najbardziej świadomie.
Taki np. Główny Inspektor Sanitarny kazał nakręcić dwa spoty poświęcone dopalaczom. Dla oszczędności nawet sam w nich wystąpił. Oba były żałośnie żenujące. Nawet sam rzecznik Inspektora przyznał, że były nieprofesjonalne, „słabe i infantylne”, ale że zrobiono tak świadomie. No i co? No i… pełny sukces. Jeden ze spotów obejrzało w kilka dni ponad milion osób, a drugi już w ciągu pierwszej doby 300 tysięcy. W ten obciachowy sposób o skutkach dopalania się dowiedzieli się nawet ci, którzy myśleli, że dopalacze to coś, co jak olej rzepakowy dodaje się do benzyny.
W tym medialnym światku, gdzie prym wiodą scripted docu w stylu „Dlaczego ja?” albo „Pamiętniki z wakacji” naprawdę trzeba się postarać, żeby przebić słynnego „mięsnego jeża”. (Kto nie wie co to niech zgugluje.) Trzeba się postarać zwłaszcza, że polski telewidz niejedno już widział, a nawet widział całkiem sporo, bo właśnie znowu padł rekord w średniej długości siedzenia przed telewizorem. W minionym półroczu to już 4 h i 29 mi. (Słownie cztery godziny i dwadzieścia dziewięć minut!). Jak widać prawdę mówią ci, którzy twierdzą, że na czytanie brakuje im czasu.
Brakuje tym bardziej, że gdy oglądają to jeszcze równocześnie tłitują. Np. jeden z odcinków „M jak miłość”, który oglądało 6,6 mln widzów wygenerował (tak mówią spece od marketingu) ponad 4 tys. tweetów. To niej jest wiadomość „ASZ Dziennik”, ani mój żart. Całkiem na poważnie zbadała to firma IRCenter. Po co? Nie wiem, ale pewnie dla pieniędzy i z powodu ukrytych w tej wiedzy jeszcze większych pieniędzy.
Skoro mowa o pieniądzach to TVP poinformowała, że w pierwszym półroczu zanotowała 144 mln zysku brutto. 28 mln więcej niż rok wcześniej. Wyoutsourcingowani do Was mówię! To m.in. Wasza zasługa, a właściwie tego, że już Was w TVP nie ma. Przynajmniej oficjalnie.
Właściwie to wiadomość, że telewizja publiczna z dumą donosi o osiągniętych zyskach kosztem jakości poziomu intelektualnego programu i praw pracowniczych powinna być najdziwniejsza, najsmutniejsza i najzabawniejsza, ale tak nie jest. Przynajmniej nie u nas. U nas jest najbanalniejsza na świecie.
