Fajnie zażartował sobie na koniec powitalnego przemówienia do licznie przybyłych gości z okazji Święta Narodowego Francji bardzo sympatyczny, mówiący znakomicie po polsku Pan Ambasador Pierre Buhler. Było historycznie, ciepło i z nadzieją. I wreszcie padło o koniecznej reindustrializacji Polski i … Francji (!). Generał de Gaulle, który maszeruje przed dawnym gmachem KCPZRP przyśpieszył kroku. Dobrze, że w tak eksponowanym miejscu stoi pomnik wspaniałego człowieka, prawdziwego przyjaciela Polski. Teraz płatni lobbyści przekonują o słuszności zakupu francuskich śmigłowców. Jak będzie zobaczymy. Reindustrializacja Polski daleko. Sprzedano i zniszczono w bieżącym 25-leciu co tylko się dało. A nikczemnicy, partacze i złodzieje nadal do władzy się pchają. Francji to tylko możemy pozazdrościć wspaniałej techniki i skutecznej przedsiębiorczości.
Zastanawiam się kto gorszy – posiadacze zapisanych na pociotków kont na Jersey i w Pernambuco, czy genderowcy bez przyzwoitości i wstydu. Chyba to idzie w parze. Nie wypada niby śmiać się z nazwisk, otyłości czy braku urody. No, ale niby dlaczego? Tyle jest piękna dookoła a podsuwa się nam przed oczy i do uszu paskudne postacie, które charczą, kaleczą język i jeszcze zioną nienawiścią. Przeszkadzają im zasłużone, spracowane i ciepłe babcie moherowe. Nie chcą znać prawdy o zabitych zdradziecko. Mówią, że emigracje zarobkowe to sukces i prawo wyboru. Nie patrzą przez okna pociągu na zdewastowane fabryki, porosłe trawą tory, zardzewiałe kikuty górniczych szybów.
Łatwo zapominalscy ministrowie nie pamiętają o zegarkach na pazernej łapie, ani o cenie wypasionych aut, które postawiono im w garażu. Skleroza nie boli. Tyle, że nachodzić się trzeba potem do prokuratora. On zresztą często nie lepszy. Pięć lat przekłada papierki z jednej szuflady do drugiej. Jemu się nie śpieszy. Emerytalny zegar bije a i pagony coraz cięższe.
Za trzy miesiące dowiemy się co na to suweren powie. Na pewno znowu rozpoznamy znane buzie i gęby. Pokażą nam tylko tych, którzy jeszcze raz załapią się za prestiż i opierunek. Będą bardzo zadowoleni. Będą się uśmiechać. Oby nie zrzedła mina społeczeństwu.
Ale póki co - rozweselajmy się.
Oto wchodzi do teatralnej garderoby Ewa Dałkowska.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – mówi głośno.
- Na wieki wieków – odpowiadają zgodnym chórem koleżanki.
Jedna czyta „Wyborczą”, a druga „Politykę”.
* * *
Jestem w Żyrardowie. Pokazują mi piękne osiedle zbudowane onegdaj przez kapitalistę dla „jego” robotników. Był troskliwy. Dbał o robotniczą klasę. W państwie, które mówiło, że jest własnością tejże klasy – było już gorzej. Ale najgorzej jest teraz. Pracownicze domy, solidnie zbudowane mają się dobrze. Tragedie przeżywają ludzie, bo pracy nie mają. Módl się pracuj – mówiono. Bo kto pracuje – dojdzie do chleba, a kto się modli – pójdzie do nieba. Kościół przy ulicy Kościelnej rzeczywiście piękny. Zostaję poinformowany, że tutaj w domu przy ul. Kościelnej 9 urodził się i mieszkał Leszek Miller. Ponoć był nawet ministrantem. Szkoda, że nie został w Żyrardowie. To bardzo miłe miasteczko. Tyle, że robi się pustawe.
* * *
W pociągu Pendolino pani Ewa Kopacz mija obojętnie Antoniego Macierewicza, któremu może i przykro ale jako człowiek dobrze wychowany pozostawia kobiecie inicjatywę. Ktoś się jednak – może wyżej – oburzył i piorun zrobił buch obok pociągu, aż ten ze strachu stanął.
* * *
Na ulicy wywraca się elegancka pani. Najbliższy dżentelmen błyskawicznie reaguje i pomaga jej wstać.
- Ach, jak ja się panu odwdzięczę – rumieni się niewiasta.
- Drobiazg. Ale może Pani zagłosować na Platformę.
- Proszę pana! Ja upadłam na dupę, a nie na głowę.
* * *
Pan Piechociński nie zatwierdził dyrektora instytutu osiągającego wspaniałe rezultaty w badaniu grafenu. Posadził tam faceta od nawozów. PSL przysłała nam zaproszenie na uroczyste obchody 120 rocznicy powstania ruchu ludowego – pod hasłem: w jedności siła. Pójdę i będę się starał zapytać Pana Premiera: WHY?
* * *
Moja żona po 50 latach małżeństwa powiedziała mi, że mnie kocha. Uśmiałem się jak norka. Cholera? A może to jednak prawda? Dzieci z domu wyszli. Pies zdechł. Może przyszła pora na miłość. Wziąłem z półki „Pana Tadeusza” i zacząłem czytać 12-stą księgę. Przypomniał mi się bardzo francuski Pan Ambasador Buhler. Ależ to żartowniś!
24.07.2015 Stefan Truszczyński
P.S. Ktoś mi powiedział, że nowy prezes Telewizji Polskiej Janusz Daszczyński zerwał umowę z Leasing Team, nie zapłacił im 270 milionów złotych za niszczenie moralne i fizyczne zasłużonych pracowników TVP. A zastępczynią swoja mianował Agatę Ławniczak, redaktorkę z Poznania, która zna się na rzeczy. Ale czy to prawda? (S.T)
