Kłopoty ma nasza III RP z rzeczywistością... Rządząca Platforma „Obywatelska”, dwoi się i troi, żeby zachować swe zdobycze. Premier ze strachu przed utratą władzy straciła lęk przed śmiesznością. Zagląda ludziom do talerzy, wącha kotleciki, częstuje lodami (wcześniej ukręconymi…) i w ogóle odgrywa rolę dobrej przedszkolanki.

        A w mediach wrze – jedne wieszczą zdecydowany koniec PO, inne częściowe oddanie władzy, jeszcze inne status quo ante. Niektóre chwalą, czasami nawet ponad miarę, Pawła Kukiza, inne krytykują tego domorosłego polityka a profesjonalnego showmana. W tym wszystkim ginie, jak mówi Norwid, „koma i jota” – rzeczywista wartość państwa. Ktoś niedawno gdzieś napisał, że dzisiejszość przypomina czasy saskie. Nie daj Boże. To skojarzenie miałoby tylko jedyną paralelę: część (mała) populacji pławiła się rozkoszach ziemskich: I skutki były takie jak na razie teraz (oby nie było już dalszych): KŁOPOTY. Wszystkie dziedziny życia politycznego były w rozkładzie. Na domiar złego konfederacja barska przez cztery lata trawiła organizm i tak już śmiertelnie chorej Rzeczypospolitej, bo wybrano króla, inteligentnego wprawdzie, estetę, którego znów pewna część szlachty nie chciała. I miała rację, gdyż monarcha per saldo powiódł Rzeczpospolitą do grobu, zdradziwszy to, co jedynie scala wszystkie wspólnoty narodowo-państwowe: imponderabilia.

        I gdy czytam lub słucham Kukiza, odnoszę czasami wrażenie, że on chce na nich odbudować Polskę. Pokażcie mi polityka, który w dyskursach publicznych wymówiłby bez skrępowania słowo „ojczyzna”, zapomniane od 1944 r. Kukiz w obszernym wywiadzie, którego 10 lipca udzielił dziennikarzom „Rzeczpospolitej”, Jackowi Nizinkiewiczowi i Pawłowi Majewskiemu, pytany, czy współpracowałby z Grzegorzem Schetyną, odparł, że „jeżeli będzie konieczność gry dla dobra ojczyzny z PO, to z pewnością pierwszą osobą będzie Schetyna”. Szczery Polak i dobry dyplomata, rozumiejący, że polityka jest ustawicznym hazardem ku pożytkowi ogółu – chciałoby się logicznie konkludować. Nadto tytuł wywiadu jest znamienny: „Jestem od idei. Zmienię system”. Zły system można zmienić przemocą (vide przewrót majowy) albo wspierając się na narodowo-państwowym systemie wartości i oddając rozsądkowi nad sobą władzę oraz ustawicznie zdobywając się na się odwagę. Kukiz też zapewnia, że „etyka i patriotyzm ma dyscyplinować Ruch a nie rozkaz”.

Zaiste, od lat nie słyszałem ani czytałem tekstu z taką leksyką. Czy to jednak nie retoryka? Miła dla duszy i rozumu? Sceptycyzm skłaniałby do pytania – a jak najzwięźlej Kukiz zdefiniowałby „ojczyznę”? Czy przytaknąłby słowom poety, że to „zbiorowy obowiązek”? Jaki? Jak go spełniać?

        I tu właśnie pojawia się kłopot i nie da się do wyborów definitywnie rozwiać tych wątpliwości. A potem może być za późno… Muzyk formułuje arcysłuszne diagnozy, że np. partiokraci „traktują państwo jak dojną krowę”; nazywa ich oryginalnie neoartystokratami oskarżając o niszczenie organizacji państwowej, systemu, jak się wyraża, ponieważ kierują się wyłącznie swymi ”neoarystokratycznymi” interesami. A może są to po prostu nuworysze polityczni i materialni? Zachowania większości polityków PO sugerowałaby raczej taką supozycję. Były pretendent do  „pilnowania żyrandola” uważa dalej, że problemem III RP jest „system, hakowy. Ludzie, którzy mogliby być przyzwoici, są podatni na wpływy, bo nie wyspowiadali się ze swojej przeszłości”, dlatego on by chciał, żeby na jego listach wyborczych „znaleźli się ludzie między 25 a 45 rokiem życia”. Powiada także, iż odbierze „emerytury i renty esbekom i resortowe”. Uwydatnia konieczność zreformowania mediów postulując, że najwyżej 25 proc, powinno być „w jednych rękach” i że nie można dopuścić, iż 80 proc. mediów lokalnych jest własnością koncernów zagranicznych lub przez nie zarządzanych.

Wszystko słuszne i prawdziwe – tylko przyklasnąć. A jednak na tych wypowiedziach kładzie się cieniem obsesyjne postulowania natychmiastowej zmiany konstytucji. Nie tak prędko, chciałoby się zaoponować. Konstytucja jest zbyt ważnym aktem ustrojowym każdego państwa, żeby pośpiesznie mogłaby być napisana i uchwalona. Dopiero dziewięć lat po przewrocie majowym powstała kwietniowa Ustawa Zasadniczą, dzięki której po zajęciu Polski przez Niemców Rzeczpospolita była nadal podmiotem w stosunkach międzynarodowych. Natomiast dzisiejsze wezwania Kukiza do nowej konstytucji, kiedy nie mamy jeszcze innego rządu i odmiennej koncepcji państwa, przypominają - oczywiście zachowując właściwe proporcje - jałowe dysputy polityków z czasów Powstania Listopadowego o tym, co najpierw: niepodległość czy uwłaszczenie chłopów. Naturalnie że oba imperatywy się współuzależniały, ponieważ zniesienie pańszczyzny dałoby Wojsku Polskiemu walczącemu z armią carską tysięcy rekrutów. Wszelako jak można było bijąc się z Rosją jednocześnie zajmować się uwłaszczeniem chłopów? Technicznie było to niemożliwe. Podobnie dzisiaj – jak można konkretnie deliberować o nowej konstytucji, kiedy nie mamy jeszcze nowego rządu, który chciałby i umiałby zmienić aktualną, napisać inną? Tu koncepcje Kukiza stają się, by tak rzec, nadoptymistyczne, mówiąc bez eufemizmów, naiwne. Najpierw trzeba wyrwać z korzeniami zło uczynione przez rządzących, gruntownie zmienić skład rządu, stworzyć zręby innego ustroju, przekonać do niego społeczeństwo, a później dopiero usiąść do stołu i mozolnie, w stałym kontakcie z obywatelami zacząć tworzyć Ustawę Zasadniczą IV Rzeczypospolitej. Aczkolwiek zmiana liczby nie jest konieczna. Zważmy, że Konstytucja Kwietniowa, tak odmienna od Marcowej, że właściwie stała się podstawą nowego ustroju, nie skłoniła naszych dziadów i ojców do modyfikacji liczbowej Rzeczypospolitej.

Kukiz nic nie mówi o konflikcie ukraińsko-rosyjskim; podobno, jak głoszą niepokojące plotki, acz w każdej jest źdźbło prawdy, bliżej mu do Rosji niż do Ukrainy... W jego wypowiedzi nie ma również nic o biurokracji trwoniącej mnóstwo energii ludzkiej i pieniędzy; brakuje słów o lecznictwie, którego niewydolność powoduje, że przedwcześnie umiera wielu Polaków; o kryzysie finansów publicznych, o niewydolnym i nieudolnym sądownictwie i w ogóle wymiarze sprawiedliwości; o destrukcyjnej bankowości, o ułomnym systemie podatkowym, który wzbogaca bogatych (i to najczęściej oszustów), a zuboża biednych i o skutkach tej rosnącej biedy – demograficznym pustoszeniu Polski. Nie miejmy jednak pretensji, wszak nie o wszystkim da się mówić w wywiadzie dla dziennika.

Aliści skoro Kukiz deklaruje, że jest „od idei”, to mógłby choćby najlakoniczniej podjąć drażliwy problem właśnie „ideowy” – zapłodnienia pozaustrojowego. Na szczęście doszło niedawno do ostrego na tym tle sporu między episkopatem a rządem. Hierarchowie wreszcie zdecydowanie opowiedzieli się przeciw in vitro. Tymczasem PO, partia niby chrześcijańska, jest za sztucznym zapłodnieniem. Nie wiem, jak Ewa Kopacz godzi swą religijność z aprobatą tego procederu. Niedawno TVP pokazywała klęczącą premier przy grobie św. Jana Pawła II w Watykanie...

Senator PO zaś, Stanisław Hodorowicz, odnośnie do in vitro powiedział 14 lipca dziennikowi „Rzeczpospolita”, że „są pewne rzeczy, które (….) nie podlegają osądowi politycznemu”, czyli w domyśle – należą do rzeczywistości światopoglądowej, moralnej. Lecz rozmówca gazety puentując swe rozważania pochwalił decyzję Bronisława Komorowskiego odesłania ustawy o in vitro do Trybunału Konstytucyjnego, choć „większość lekarzy biologów, etyków czy filozofów mówi, że poczęcie następuje w chwili wytworzenia zarodka. Te wątpliwości powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny”. Typowe dla Platformy krętactwa: najpierw, że pewne wartości nie podlegają osądowi politycznemu, a na końcu, że Trybunał Konstytucyjny, ciało par excellence polityczne, ma zadecydować, czy zarodek jest wartością „niepodlegającą osądowi politycznemu”, człowiekiem, czy jedynie tworem biologicznym nieosobowym... Trybunał Konstytucyjny ma o tym, zadecydować! Dalekośmy więc zaszli we wzajemnym oszukiwaniu się. I to jest największy bodaj kłopot Trzeciej RP: obłuda i szachrajstwo.

Pełno zresztą w Trzeciej Rzeczypospolitej tarapatów, bośmy o nią nie dbali, jak należało. I teraz Paweł Kukiz, pretendent do urzędu poselskiego, w swym płomiennym wywiadzie o ojczyźnie, ideach, wartościach powiada: „Dla dobra Polski taplam się w bagnie i kloace”. Ale czy to, czego  n i e  p o w i e d z i a ł, byłoby remedium na owe kłopoty naszej teraźniejszej ojczyzny? I showman zdołałby przedstawić przyszłemu premierowi skuteczne sposoby wyjścia z „bagna i kloaki”?

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl