Tak się złożyło, że po dziennik „Rzeczpospolita” z dnia 25 czerwca sięgnąłem wczoraj. I od razu otworzyłem na stronie 12. A tam tytuł na cztery szpalty brzmiący jakby ostrzeżenie: „IV Rzeczpospolita może wrócić” Poniżej wersalikami ALEKSANDER HALL i lid większą czcionką od tekstu w szpaltach: „Dotychczasowa droga Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na to, że chodzi mu o coś więcej niż naprawa państwa, które zdarzało mu się określać mianem kondominium niemiecko-rosyjskiego”.
Treść budzi raczej ponure odczucia. I o to właśnie chodzi. A nic to, że artykuł napisał Hall a nie Adam Michnik – maestria (czytaj: perfidia) kryptoindoktrynacji jest identyczna z tą, jaka emanuje od ponad 26 lat z łamów „Gazety Wyborczej” (nb. w części subsydiowanej przez państwo zwane powszechnie III Rzecząpospolitą).
Najpierw autor – Hall oczywiście, nie Michnik – zastrzega oczywistość, że prognozowanie wyników „na kilka miesięcy przed ich (wyborów - J. W.) finałem jest ryzykowane”. Truizm ten ma na celu zjednanie czytelników, żeby sobie pomyśleli: taki bezstronny autor, uczciwie przyznający, że nie zamierza nic narzucać, nic przedwcześnie uogólniać. A tymczasem Hall, stary. koniunkturalny wyjadacz polityczny, zobrzydza - jakby powiedział Majakowski - „w padrazumieniu” ewentualne przyszłe rządy PiS.
Dotychczasowa przewaga parlamentarna PO – wywodzi Hall - wynikała stąd, że choć różne były obawy wyborców przed oddaniem władzy innej partii, to „w największym skrócie można sprowadzić je do lęku przed politycznym awanturnictwem i kontynuowaniem metody rządzenia praktykowanej przez PiS w latach 2005-2007, a w szczególności w okresie, gdy na czele rządu stał Kaczyński”. Zdania jasne, dobitne, treść i konkluzja łatwo przyswajalne - a więc tak było za rządów PiS: awantury polityczne, których trzeba się lękać i wystrzegać. „Gazeta Wyborcza” pisała nadto o „szaleństwach PiS”. Toteż czytelnicy obu dzienników są zadowoleni, że nie głosowali na partię Kaczyńskiego i zapewne umacniają się w postanowieniu, że nadal nie będą oddawać na nią głosu. A że Aleksander Hall nie podaje przykładów owego „awanturnictwa politycznego”, to nie ma znaczenia. Najważniejsze, że było. Przecież ani on, wytrawny polityk, ani wyborna „Gazeta Wyborcza” nie muszą się rozpisywać o tych przejawach, szkoda miejsca i czasu; my, publicyści wypowiadający się na tych łamach i my, czytelnicy, doskonale znamy owe materializacje uprawiania awanturniczej polityki i wiemy, że nie możemy dopuścić do jej reaktywowania.
Hall pełną garścią korzysta z pytań retorycznych; roi się też w jego wypowiedzi od trybów warunkowych. Uważa więc, że „w takiej sytuacji”, po przegranej Bronisława Komorowskiego, najważniejsze jest, „czy PiS stanie się bardziej umiarkowany”, nie wskazuje jednak skali owego umiarkowania i nie zważając na owo niedopełnienie ciągnie dalej: czy „mamy do czynienia jedynie z manewrem taktycznym, aby zwiększyć szanse PiS”?. I Jarosław Kaczyński „zamierza dominować nad przyszłym prezydentem (już aktualnym - J. W.) i panią premier…?” Czyli: celem Kaczyńskiego „pozostaje zbudowanie IV Rzeczpospolitej na gruzach obecnego państwa polskiego”. Owe „gruzy” to już par excellence retoryka „Gazety Wyborczej”. Jakaż jest siła propagandowa tego dziennika, że nawet intelektualiści naśladują sposoby jej „argumentacji” – szermując strachem, grozą…
Kilkanaście wierszy poniżej znów pyta: „Czy stan państwa polskiego usprawiedliwia błaganie na uroczystościach kościelnych i demonstracjach politycznych: <Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie>?”. Hall niby chce ukryć swą irracjonalną niechęć do partii Kaczyńskiego, przywołuje więc pytającą owe nieweryfikowalne, obojętne – powszechne, incydentalne lub wręcz urojone - fakty religijno-polityczne. I to jest w tych wywodach odrażające
Nie słyszałem dotychczas tych słów pieśni raczej niechwalebnej, bo ułożonej na cześć cara Aleksandra. Lecz moje doświadczenie negatywne nie jest żadnym kontrargumentem, przytaczam to, co powyżej, żeby uprzytomnić wprost niewiarygodną abominację Halla, dawnego… konserwatysty, i nie tylko, do partii broniącej polskich imponderabiliów, bez których nie jest możliwy jakikolwiek rozwój kraju, ponieważ jedynie one mogą zjednoczyć naród. A jedność narodowa to warunek prosperity - patrz Dwudziestolecie, kiedy swarów, sporów, kłótni, a nawet uwięzień politycznych było niemało, lecz silniejsze okazywało się poczucie wspólnoty duchowej, kulturowej, dzięki niej wybudowano Gdynię, COP; na dostateczne uzbrojenie zabrakło czasu - stąd nazwa: D w u d z i e s t o l e c i e.
. Poznałem autora w pierwszych latach ostatniej dekady minionego stulecia, kiedy był bodaj założycielem czy współzałożycielem i przewodniczącym partii konserwatywnej, dokładnej nazwy własnej już nie pamiętam, w każdym razie dałem się nabrać znaczeniem przydawki i wstąpiłem do niej. Kilka razy byłem na zebraniach regionalnego koła - i nic! Po prostu puste, rozwlekłe, niekiedy trudne do zrozumienia wypowiedzi różnych nieznanych mi ludzi; przewodniczący koła dorzucał, a jakże, na koniec trochę beztreściwych ogólników i zgromadzeni rozchodzili się do swych zajęć. Wystąpiłem z tego niby partyjnego gremium, powiadomiwszy pisemnie i przewodniczącego koła, i prezesa partii, Aleksandra Halla. Pierwszy nie zareagował, drugi, owszem, odpisał wyrażając żal, że porzucam partię, lecz nie zapytał o przyczyny; mało go one widocznie obchodziły. Zrozumiałem tedy, że utworzenie tego ugrupowania nie miało żadnego sprecyzowanego celu, a było jedynie, by tak rzec, zabawą w politykę, jak zachowując proporcje, Polska Partia Miłośników Piwa założona i wprowadzona do parlamentu (czego nie dostąpili „konserwatyści” Hala)i dla tzw. draki...
Dalsza biografia polityczna Halla przekonuje niezbicie, że przechodził on z partii do partii, istny Johnny Walker: U schyłku PRL był liderem Ruchu Młodej Polski (niektórzy historycy uznają ten ruch za konserwatywny, ale nie dostarczają na to dowodów). Później Hall był, jak rzekłem, animatorem efemerydy pod szyldem konserwatyzmu, jeszcze później wstąpił do Unii Demokratycznej, gdzie, jak wiemy, dominowały tendencje lewicowe. Wreszcie stał się jednym z prominentów Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, które z konserwatyzmem i ludowością miało tyle wspólnego co Polskie Stronnictwo Ludowe po ucieczce Mikołajczyka.
Swoje wędrowanie od partii do partii, swą fluktuację poglądów politycznych(?) Hall zdaje się kończyć utajoną apoteozą Platformy Obywatelskiej, ale domyślną, która nie zamyka sobie drzwi przed żadną formacją, żeby a nuż po zwycięstwie którejś w jesiennych wyborach nie zostać przed progiem i dalej być politykiem niejednoznacznym, niejako retorycznym – do wzięcia przez każdego.
Oto majstersztyk „dyplomacji” politycznej na miarę dzisiejszej Polski.
Jacek Wegner
Tak się złożyło, że po dziennik „Rzeczpospolita” z dnia 25 czerwca sięgnąłem wczoraj. I od razu otworzyłem na stronie 12. A tam tytuł na cztery szpalty brzmiący jakby ostrzeżenie: „IV Rzeczpospolita może wrócić” Poniżej wersalikami ALEKSANDER HALL i lid większą czcionką od tekstu w szpaltach: „Dotychczasowa droga Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na to, że chodzi mu o coś więcej niż naprawa państwa, które zdarzało mu się określać mianem kondominium niemiecko-rosyjskiego”.
Treść budzi raczej ponure odczucia. I o to właśnie chodzi. A nic to, że artykuł napisał Hall a nie Adam Michnik – maestria (czytaj: perfidia) kryptoindoktrynacji jest identyczna z tą, jaka emanuje od ponad 26 lat z łamów „Gazety Wyborczej” (nb. w części subsydiowanej przez państwo zwane powszechnie III Rzecząpospolitą).
Najpierw autor – Hall oczywiście, nie Michnik – zastrzega oczywistość, że prognozowanie wyników „na kilka miesięcy przed ich (wyborów - J. W.) finałem jest ryzykowane”. Truizm ten ma na celu zjednanie czytelników, żeby sobie pomyśleli: taki bezstronny autor, uczciwie przyznający, że nie zamierza nic narzucać, nic przedwcześnie uogólniać. A tymczasem Hall, stary. koniunkturalny wyjadacz polityczny, zobrzydza - jakby powiedział Majakowski - „w padrazumieniu” ewentualne przyszłe rządy PiS.
Dotychczasowa przewaga parlamentarna PO – wywodzi Hall - wynikała stąd, że choć różne były obawy wyborców przed oddaniem władzy innej partii, to „w największym skrócie można sprowadzić je do lęku przed politycznym awanturnictwem i kontynuowaniem metody rządzenia praktykowanej przez PiS w latach 2005-2007, a w szczególności w okresie, gdy na czele rządu stał Kaczyński”. Zdania jasne, dobitne, treść i konkluzja łatwo przyswajalne - a więc tak było za rządów PiS: awantury polityczne, których trzeba się lękać i wystrzegać. „Gazeta Wyborcza” pisała nadto o „szaleństwach PiS”. Toteż czytelnicy obu dzienników są zadowoleni, że nie głosowali na partię Kaczyńskiego i zapewne umacniają się w postanowieniu, że nadal nie będą oddawać na nią głosu. A że Aleksander Hall nie podaje przykładów owego „awanturnictwa politycznego”, to nie ma znaczenia. Najważniejsze, że było. Przecież ani on, wytrawny polityk, ani wyborna „Gazeta Wyborcza” nie muszą się rozpisywać o tych przejawach, szkoda miejsca i czasu; my, publicyści wypowiadający się na tych łamach i my, czytelnicy, doskonale znamy owe materializacje uprawiania awanturniczej polityki i wiemy, że nie możemy dopuścić do jej reaktywowania.
Hall pełną garścią korzysta z pytań retorycznych; roi się też w jego wypowiedzi od trybów warunkowych. Uważa więc, że „w takiej sytuacji”, po przegranej Bronisława Komorowskiego, najważniejsze jest, „czy PiS stanie się bardziej umiarkowany”, nie wskazuje jednak skali owego umiarkowania i nie zważając na owo niedopełnienie ciągnie dalej: czy „mamy do czynienia jedynie z manewrem taktycznym, aby zwiększyć szanse PiS”?. I Jarosław Kaczyński „zamierza dominować nad przyszłym prezydentem (już aktualnym - J. W.) i panią premier…?” Czyli: celem Kaczyńskiego „pozostaje zbudowanie IV Rzeczpospolitej na gruzach obecnego państwa polskiego”. Owe „gruzy” to już par excellence retoryka „Gazety Wyborczej”. Jakaż jest siła propagandowa tego dziennika, że nawet intelektualiści naśladują sposoby jej „argumentacji” – szermując strachem, grozą…
Kilkanaście wierszy poniżej znów pyta: „Czy stan państwa polskiego usprawiedliwia błaganie na uroczystościach kościelnych i demonstracjach politycznych: <Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie>?”. Hall niby chce ukryć swą irracjonalną niechęć do partii Kaczyńskiego, przywołuje więc pytającą owe nieweryfikowalne, obojętne – powszechne, incydentalne lub wręcz urojone - fakty religijno-polityczne. I to jest w tych wywodach odrażające
Nie słyszałem dotychczas tych słów pieśni raczej niechwalebnej, bo ułożonej na cześć cara Aleksandra. Lecz moje doświadczenie negatywne nie jest żadnym kontrargumentem, przytaczam to, co powyżej, żeby uprzytomnić wprost niewiarygodną abominację Halla, dawnego… konserwatysty, i nie tylko, do partii broniącej polskich imponderabiliów, bez których nie jest możliwy jakikolwiek rozwój kraju, ponieważ jedynie one mogą zjednoczyć naród. A jedność narodowa to warunek prosperity - patrz Dwudziestolecie, kiedy swarów, sporów, kłótni, a nawet uwięzień politycznych było niemało, lecz silniejsze okazywało się poczucie wspólnoty duchowej, kulturowej, dzięki niej wybudowano Gdynię, COP; na dostateczne uzbrojenie zabrakło czasu - stąd nazwa: D w u d z i e s t o l e c i e.
. Poznałem autora w pierwszych latach ostatniej dekady minionego stulecia, kiedy był bodaj założycielem czy współzałożycielem i przewodniczącym partii konserwatywnej, dokładnej nazwy własnej już nie pamiętam, w każdym razie dałem się nabrać znaczeniem przydawki i wstąpiłem do niej. Kilka razy byłem na zebraniach regionalnego koła - i nic! Po prostu puste, rozwlekłe, niekiedy trudne do zrozumienia wypowiedzi różnych nieznanych mi ludzi; przewodniczący koła dorzucał, a jakże, na koniec trochę beztreściwych ogólników i zgromadzeni rozchodzili się do swych zajęć. Wystąpiłem z tego niby partyjnego gremium, powiadomiwszy pisemnie i przewodniczącego koła, i prezesa partii, Aleksandra Halla. Pierwszy nie zareagował, drugi, owszem, odpisał wyrażając żal, że porzucam partię, lecz nie zapytał o przyczyny; mało go one widocznie obchodziły. Zrozumiałem tedy, że utworzenie tego ugrupowania nie miało żadnego sprecyzowanego celu, a było jedynie, by tak rzec, zabawą w politykę, jak zachowując proporcje, Polska Partia Miłośników Piwa założona i wprowadzona do parlamentu (czego nie dostąpili „konserwatyści” Hala)i dla tzw. draki...
Dalsza biografia polityczna Halla przekonuje niezbicie, że przechodził on z partii do partii, istny Johnny Walker: U schyłku PRL był liderem Ruchu Młodej Polski (niektórzy historycy uznają ten ruch za konserwatywny, ale nie dostarczają na to dowodów). Później Hall był, jak rzekłem, animatorem efemerydy pod szyldem konserwatyzmu, jeszcze później wstąpił do Unii Demokratycznej, gdzie, jak wiemy, dominowały tendencje lewicowe. Wreszcie stał się jednym z prominentów Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, które z konserwatyzmem i ludowością miało tyle wspólnego co Polskie Stronnictwo Ludowe po ucieczce Mikołajczyka.
Swoje wędrowanie od partii do partii, swą fluktuację poglądów politycznych(?) Hall zdaje się kończyć utajoną apoteozą Platformy Obywatelskiej, ale domyślną, która nie zamyka sobie drzwi przed żadną formacją, żeby a nuż po zwycięstwie którejś w jesiennych wyborach nie zostać przed progiem i dalej być politykiem niejednoznacznym, niejako retorycznym – do wzięcia przez każdego.
Oto majstersztyk „dyplomacji” politycznej na miarę dzisiejszej Polski.
Jacek Wegner
