Piątka polskich dziennikarzy podróżowała po Tunezji, żeby opisać turystyczne uroki tego kraju. Po piątkowym zamachu terrorystycznym w Susie służyć marketingowym celom nie wypada. Dziennikarze powrócili do kraju. Co i gdzie opublikują, zobaczymy. Zastanawia mnie, dlaczego jednak w ogóle tam pojechali, skoro wcześniej doszło do zamachu w Muzeum Bardo, w którym zginęło dwóch Polaków. Dlaczego chcieli poprawić wizerunek Tunezji, dlaczego chcieli nas zapewniać, że w Tunezji jest bezpiecznie?
Specjalista ds. PR z Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki zapewnia na portalu press.pl, że za pewien czas takie wyjazdy będą znów organizowane. Nie dziwię się, że rząd tunezyjski chce odwrócić złe trendy i uspokoić światową opinię publiczną i turystów wstrząśniętych i przestraszonych kolejnym zamachem terrorystycznym, ale dziwię się dziennikarzom, polskim dziennikarzom, że biorą udział w tej piarowej akcji. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy dziennikarze uczestniczą np. w akcjach biur podróży. Najwięcej mówi się dziś i pisze o Robercie Makłowiczu – ambasadorze akcji „Tunezja – jadę tam”, reklamowanej przez ten sam Tunezyjski Urząd. Robert Makłowicz dziennikarzem wprawdzie nie jest, ale z pewnością jest osobą, która kształtuje smak kulinarny wielu Polaków i dla wielu pewnie uchodzi za autorytet również w innych sprawach. Tak, czy inaczej, korzystanie z darmowych podróży przez ludzi mediów w celu sławienia turystycznych zakątków i ich atrakcji zwraca uwagę na dwa problemy.
Pierwszy to problem etyki dziennikarskiej, korzystania z usług wszelkiego rodzaju sponsorów, czy to ze strony biur podróży, czy to urzędów państwowych lub samorządowych, polityków i lokalnych biznesmenów. Dziennikarstwo oparte na takiej zależności nie jest żadnym dziennikarstwem, ale rozpleniło się w najlepsze, bo przecież z czegoś muszą żyć freelancerzy, redaktorzy podupadającej telewizji publicznej, czy gazety polujące na dobrze płacących reklamodawców. Przepływ strumieni pieniędzy od państwowych agencji do prywatnych gazet czy telewizji wskazuje na sieci powiązań i zależności. Na tym portalu pisaliśmy o tym wielokrotnie, więc nie będę przypominał szczegółów.
Kodeks etyczny SDP mówi wyraźnie w rozdziale V o konflikcie interesów:
17. Wiarygodność i niezależność dziennikarska jest nie do pogodzenia z przyjmowaniem prezentów o wartości przekraczającej 200 zł, korzystaniem z darmowych wyjazdów czy testowaniem przedmiotów, urządzeń.
18. Dziennikarzowi nie wolno zajmować się akwizycją oraz brać udział w reklamie i public relations - wyjątkiem mogą być jedynie akcje społeczne i charytatywne; materiały redakcyjne muszą być czytelnie oddzielone od materiałów reklamowych i promocyjnych.
A czym innym niż właśnie takimi wyjazdami, takim udziałem w akcji PR był wyjazd polskich dziennikarzy do Tunezji? Wprawdzie dziennikarze mogą się bronić, że nie powstały a z tego wyjazdu teksty panegiryczne, ale przecież – nie oszukujmy się – miały powstać artykuły zachęcające do wyjazdu do Tunezji i zachwalające ten kraj!
Drugi problem, to problem finansowania pracy dziennikarzy w ogóle. TVP nie zatrudnia praktycznie dziennikarzy, a wiele redakcji nie ma pieniędzy już nie tylko na dziennikarstwo śledcze czy reportaże, ale nawet na zdobywanie newsów. Co w takiej sytuacji mają robić dziennikarze? Wprawdzie trudno sobie wyobrazić sponsorowanie niezależnego dziennikarstwa śledczego, ale dużo łatwiej przyjdzie z tym się pogodzić, jeśli uświadomimy sobie, że w Polsce istnieją agencje PR korzystające z usług zaprzyjaźnionych dziennikarzy tzw. śledczych, by przekazywać do opinii publicznej rozmaite „wrzutki”. Konkretów nie podam, bo nie mam pieniędzy na adwokatów, ale tej tezy wcale sobie nie ubzdurałem. Wracając do wcześniejszego pytania, co mają robić dziennikarze? Niestety, często skazani są na to (np. w regionalnej TVP), że albo zdobędą sponsora, albo nie będą mieli programu, a to oznacza śmierć finansową i zawodową, więc robią te programy, które chyba tylko sponsorzy oglądają, a redaktorzy naczelni mogą wykazać się produkcją oddziału. Smutne fakty, ale prawdziwe.
Zatoczyliśmy więc koło od wyjazdów do Tunezji po codzienne kłopoty dziennikarzy. Gdzieś jednak jest ta granica, której przekraczać nie powinniśmy. Tą granicą jest szkodzenie innym; nie można nawoływać do wyjazdów w miejsca, które są niebezpieczne dla życia lub zdrowia, nie można zachęcać do kupna produktu, kiedy taki zakup jest nieopłacalny, a czasami może okazać się groźny dla nabywcy. Dziennikarze nie są święci, ale chodzi o to, żeby dla własnych korzyści nie pomnażali zła. Minimalizowanie zła jest dewizą wielu kodeksów etyki dziennikarskiej.
Marek Palczewski
2 lipca 2015
