Cóż by to było, gdyby Donalda Tuska posadzono w oślej ławce Unii Europejskiej. Mielibyśmy sensację na miarę dekady. Polskie media miałyby zagwarantowane jedynki z Tuskiem w roli głównej przez kilka miesięcy, a może i dłużej. Wywiady z naszym bohaterem, reportaże w tygodnikach, dokumentalne seriale telewizyjne. Andrzej Wajda nakręciłby fabułę, opowiadającą jak polski premier podbił Europę Zachodnią, ale jej elita, nie chcąc podporządkować się jego szlachetnej osobowości i dalekosiężnym wizjom, odpłaciła mu niewdzięcznością. Nic to - finał wyciskał by wszystkim widzom łzy, niczym postać Zbigniewa Religi w filmie „Bogowie” – bo w kraju Tusk witany byłby jak bohater. Przez te same dzieci ze szkół z Włocławka, które fetowały Bronisława Komorowskiego podczas jego kampanii prezydenckiej. Gdyby tak ławka była, prawdopodobnie, by już na niej siedział. Wszyscy jego nauczyciele, poza wychowawczynią Angelą Merkel, a i koledzy ze szkoły mają go powoli dosyć.
Od początku swego pobytu Tusk zbierał bardzo złe recenzje. Ostatnio są już fatalne. Nasze media praktycznie tego nie zauważają. Mówię o największych mediach, zarówno elektronicznych jak i gazetach. Dopiero, gdy dochodzi do karczemnych awantur z powodu nierzetelności bądź nieudolności Polaka jako szefa Rady Europy, niektóre z nich dają nieśmiałe wzmianki o kłopotach Tuska. Prawda zaś jest taka, że nasz były premier sobie nie radzi kompletnie. Miało być przebojowo i dumnie, jest pokracznie i wstydliwie. Okazało się, że będąc złotoustym w kraju, w Europie się nie sprawdził. Tam bajer nie wystarcza. Perspektywy jakie kreślono w momencie jego wyjazdu i obejmowania stanowiska, że żegnamy go na pięć lat, są już dziś nie realne, choć minęło tylko nieco ponad pół roku. Wiele wskazuje na to, że wróci po jednej kadencji, trwającej 2,5 roku.
Negatywne opinie o Tusku panują nie tylko wśród polityków w Brukseli, ale, co może nawet bardziej miarodajne, wśród polskich urzędników obsługujących parlament europejski. Również na nich robi jak najgorsze wrażenie. A przecież nasi rodacy, pracujący od wielu lat w Brukseli – mówi jeden z nich - gotowi byliby patrzeć życzliwie na polskiego polityka, ale nie są w stanie. Jego nieporadność rzucała się w oczy od pierwszego wystąpienia i nic się od tego czasu nie zmieniło. W kraju nie było inaczej. Tylko większość mediów nie chciała tego widzieć.
Tuska pogrąża też sytuacja w kraju. Podstawą jego transferu do Unii były pogłoski, pompowane przez Merkel, o jego talentach politycznych, dzięki którym wyprowadził swoją partię na szerokie wody, czyniąc z niej stabilną formację sukcesu. Wiadomości o obecnym dogorywaniu Platformy szybko dotarły na Zachód, obalając fałszywy mit o potędze zbudowanej przez Tuska. Tam też zaczynają rozumieć, że jego entuzjazm do pracy w Unii był w istocie ucieczką ze spalonej przez niego samego ziemi. Żaden z niego król, jeno dezerter.
