Komentując na bieżąco konwencję Platformy nawet Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN pozwoliła sobie na wątpliwość: ”Premier Ewa Kopacz odwołała się do emocji. Ale czy to wystarczy?” A Kamil Dziubka z TVP poszedł jeszcze dalej: „Zdobyć na nowo swój elektorat? Na cztery miesiące przed wyborami? Może być trudno, jeśli nie niemożliwe”. No właśnie.
Atmosfera na sali: z jednej strony tysiące ludzi, energia, rozpierająca halę, pełna mobilizacja i wiara w październikowe zwycięstwo - z drugiej, rozbicie, widoczne zagubienie, niepewność, brak entuzjazmu. Beata Szydło – zgrabny kostium, uczesana głowa, godzinne wystąpienie z pamięci, przyjazny spokój, widoczna świadomość panowania nad słowem, i Ewa Kopacz – chaotyczne zdania od Sasa do lasa, mimo że czytane z kartki, głowa nietknięta ręką fryzjera, machanie ręką jak rozbitek na bezludnej wyspie, który dostrzegł statek. I dlaczego Ewa Kopacz porusza się jak krążownik Aurora, miażdżący swoje holowniki – omal nie stratowała Angeli Merkel podczas wizyty w Berlinie. Dlaczego żaden z licznych PR-owców nie zwrócił jej uwagi na te pozornie detale, w istocie ważną część medialnego wizerunku?
Konwencja PO miała być przewrotem kopernikańskim, ale się nie stała. Zapowiadano nowy program, nowy wigor i nadzieje. Zabrakło nawet nadziei. Temperatura na sali letnia jak woda z kranu, które to hasło przez długie lata zastępowało Platformie program. I chociaż Jarosław Wałęsa krzyczał: ”Widzę siłę, widzę determinację, widzę wolę zwycięstwa!” – nie udało mu się zarazić swym entuzjazmem tłumu. Pani premier powołała 10 zespołów, które mają rozpocząć prace, tylko zapomniała dodać czym mianowicie miałyby się zajmować? „Chcę przyspieszenia!” – powtarzała – ale nie poinformowała w która stronę miałby być ten przyspieszony marsz zmierzać? Ewa Kopacz poszła nawet tak daleko, że przeprosiła za aferę podsłuchową, ale zrobiła to tak zdawkowo i bez przekonania, iż każdy wiedział, że były to przeprosiny polityczne. W jakimś momencie swego wystąpienia tak się rozpędziła, że wezwała Jarosława Kaczyńskiego do publicznej debaty! A teraz niech się modli, żeby prezes PiS nie wyraził zgody, bo byłaby to najbardziej kompromitująca godzina jej życia.
A w tym – jak zapowiadano – nowym otwarciu, nie dostarczono nawet podstawowego elementu konwencji wyborczej, programu. Bo wbrew temu, przy czym upiera się Hanna Gronkiewicz Waltz, zapowiedż pracy 10 zespołów, to jeszcze nie program. Program, to wynik pracy tych 10 zespołów, jeśli oczywiście do tego dojdzie, i coś z tego wszystkiego wyniknie. Pani premier nie była uprzejma odnieść się także do manifestu wyborczego sprzed 4 lat - choć niby z czego elektorat PO ma ją rozliczać, jeśli nie z dobrze zrealizowanych obietnic wyborczych? W maju tego roku Brytyjczycy ponownie wybrali Davida Camerona, bo jego elektoratowi podobało się to, co zrobił dla nich podczas tych pięciu ostatnich lat! Nie przedstawiła także nowego programu: jakiejś wizji kraju, kierunku w jakim będzie zmierzać polityka zagraniczna, gospodarka kraju, liberalny czy solidarny? Co zrobić z brakiem akceptacji społecznej dwóch największych ustaw, przeprowadzonych przez PO – podniesienia wieku emerytalnego i ustawy przemocowej? Czy PO zamierza zresetować swoją nietrafioną politykę zagraniczną – z Rosja, Unią Europejską? W dodatku to pospieszne przepychanie przez parlament innych niechcianych przez większość społeczeństwa ustaw – np. ustawy in vitro. I jak to się ma do służebnej roli PO wobec narodu, o której tyle ostatnio mówi?
I oto nadszedł czas prawdy. Widać jasno, że zamiast budować – Platforma psuła demokrację, zamiast reformować kraj – hamowała reformy, zamiast integracji – dzieliła społeczeństwo, konsekwentnie niszczyła wartości i nagradzała tych, którzy jej w tym pomagali. Widać unikanie jak ognia programu i stawianie na spin-doctorów, którzy starannie ukrywali wszelkie braki i wpadki, widać także priorytety – nie interes państwa, lecz „płyniecie z głównym nurtem Unii” czyli w istocie w interesie UE. Niemiec, Rosji, Pan Bóg wie czyim jeszcze, tylko nie polskim.
Widać jak na dłoni rezultaty 8-letniej polityki Platformy, która nie sięgnęła - bo nie wiedziała, lub wiedzieć nie chciała – do zasad, od ponad dwustu lat obecnych w nowoczesnych demokracjach, w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Ze aby państwo i społeczeństwo funkcjonowało, należy respektować ponadpartyjny system wartości, na który umawiają się rządzący i rządzeni. M.in. władza jako służba publiczna, priorytetowy charakter interesu państwa i obywatela, prawda jako kryterium oceny zdarzeń, i prawo, obowiązujące po równo rządzonych, ale i rządzących.
Problem drugi: że wszystkie te lata zbiegły Platformie nie na reformach państwa – od parlamentu do ordynacji wyborczej – lecz na zwalczaniu opozycji, która ma przecież umocowanie konstytucyjne, a więc biciu się z praworządnością i demokracją. Swoje wystąpienie Ewa Kopacz starym, choć niedobrym zwyczajem, także poświęciła podszczypywaniu opozycji. Czy nigdy spokoju PO nie zakłóciła myśl, że powinna konkurować z opozycją na programy, a nie zwalczać ją przy pomocy tajnych służb, sojuszów z wrogami Polski, czy brataniem się z Unią, której interesy są z rzadka wspólne z polskimi? Kolejny kardynalny błąd: w demokracjach to media kontrolują władzę, u nas partia rządząca – dokładnie jak w komunie - zrobiła wszystko, żeby kontrolować media, a one – opozycję! A mainstream – czy nigdy ich spokoju nie zakłóciła obawa, że służba partii rządzącej, że niszczenie opozycji, to cios w samo serce etosu dziennikarskiego? I czy nie budzi się właśnie z ręką w naczyniu nocnym, że nie tylko pomagał partii rządzącej, ale i sam poszedł za nią na dno? Więc ani cnoty, ani pieniędzy?
I kolejny znak zapytania: czy wyborcy, którzy postawili na „ciepłą wodę w kranie”, nie wiedzą, iż taka jest już natura władzy, że jeśli obywatel nie będzie się o swoje interesy upominał, to nie dostanie nic? Tak jest od 25 lat, od czasów Platona, który pisał z goryczą, że do upadku demokracji ateńskiej przyczyniły się „korupcja władzy, fatalne wykorzystanie publicznych pieniędzy i nietrafne decyzje władz”? I że to nie liberałowie a Edmund Burke i konserwatyści mają rację, że natura ludzka jest tak ułomna, iż potrzebujemy dekalogu, kodeksów prawnych i zapisów konstytucyjnych, aby użyteczne dla społeczeństwa zasady od często zdemoralizowanej władzy egzekwować? W tym sensie, rozwoju demokracji w Polsce, te 8 lat to dla nas czas stracony. I to moja największa pretensja do PO. Inna, to promowanie działań niezgodnych z prawem, rozwiązań siłowych, pogardy i chamstwa, jak powiedział jeden z socjologów –„uczenie elit sikać do zniczy”. To coś więcej niż szlaban dla rozwoju demokracji, to zgoda na łamanie zasad współżycia społecznego, na regres cywilizacyjny Polaków. Podobno są tam, w Platformie, jacyś katolicy, miłośnicy literatury, znawcy myśli politycznej. Gdyby tak rzeczywiście było, znaliby i dekalog i rozważania Platona i Morusa, i Monteskiusza, Modrzewskiego i Staszica na temat natury władzy, oraz nauki społeczne i moralne Jana Pawła II. A najwyraźniej nie znają. Patrząc na konwencję Platformy Obywatelskiej, przypomniał mi się cytat z Maxa Schellera: ”I tak kończy się ten świat, nie z hukiem, a …”. No właśnie. I to się nazywa sprawiedliwość dziejowa, w którą nie bardzo wierzę, ale która czasem nadchodzi.
Elżbieta Królikowska-Avis. 22 czerwca 2015
