Po 10 latach sądowej batalii „Gazeta Polska” wygrała z Adamem Michnikiem. To kolejna porażka redaktora z ul. Czerskiej w procesach, jakie wytacza kolegom po fachu.

 „Gazeta Polska” nie musi przepraszać redaktora Michnika za artykuł z 2005 roku – orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie. To opinia dopuszczalna w ramach nieskrępowanej debaty publicznej – uznał sędzia Jacek Sadomski. Co istotne, to werdykt drugiej instancji, który za moment się uprawomocni.

  Proces został wytoczony przez naczelnego „Gazety Wyborczej” po publikacji artykułu Jerzego Targalskiego „Gry i zabawy Ubekistanu”, analizy nawiązującej m.in. do afery Rywina. Autor napisał w niej: „Oczywiście można powiedzieć, że redaktor Michnik w niespodziewanym napadzie uczciwości postanowił zlikwidować w Polsce korupcję, którą poprzednio usprawiedliwiał, jeśli korzystali na niej komuniści”.

  Adam Michnik wytoczył autorowi oraz redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi i wydawcy proces o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cel społeczny.

  W 2014 roku Sąd Okręgowy stwierdził, iż przeprosiny się red. Michnikowi należą, choć nie uznał roszczeń finansowych.  26 maja sąd apelacyjny wydał zupełnie inny werdykt, powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

 Adwokat redaktora Michnika Piotr Rogowski już zapowiada wprawdzie kasację do Sądu Najwyższego, ale szanse, iż zostanie ona przyjęta, są niewielkie. Natomiast dla naczelnego „Wyborczej” to kolejna prestiżowa przegrana w procesie, jakie regularnie wytacza adwersarzom.

 W grudniu 2014 roku przegrał w drugiej instancji ze znanym publicystą Rafałem Ziemkiewiczem, a sąd orzekł, iż ten nie obraził Adama Michnika, bo sformułowania, jakich użył były dopuszczalną krytyką. Chodzi o stwierdzenie, iż „naczelny „Gazety Wyborczej” przy pomocy usłużnych, rozgrzanych sędziów terroryzuje swych oponentów”. Ziemkiewicz napisał tak w felietonie z 2012 roku, opublikowanym w „Gazecie Polskiej”.

 Tę sprawę publicysta wygrał zresztą już w I instancji. A po apelacji redaktora „Wyborczej” sędzia Krzysztof Tucharz podkreślał, że Adam Michnik jest osobą publiczną, wobec której granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż w przypadku zwykłych osób, a ponadto „może on reagować w swej gazecie na wystąpienia oponentów”. Sędzia wskazał też, że procesy cywilne wytaczane przez redaktora „nie miały odosobnionego charakteru” i mogły być postrzegane jako „hamowanie dyskursu ideowego”.

 W Strasburgu czekają także na werdykt Trybunału dwie skargi prof. Andrzeja Zybertowicza, który przed polskimi sądami przegrał wytoczone mu przez Adama Michnika procesy. W jednym z nich uznano, iż Zybertowicz ma przeprosić szefa "Gazety Wyborczej" za słowa: "Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację", opublikowane w "Rzeczpospolitej" w 2007 roku, przy okazji sprzeciwu części dziennikarzy wobec objęcia ich lustracją. W drugim – chodzi o sformułowanie Zybertowicza: "swoją drogą to ciekawe, kto mnie dotychczas pozwał do sądu: dwóch agentów i jeden ich zaciekły obrońca" (chodziło o Milana Subotica, Zygmunta Solorza i Adama Michnika). Polski sąd nakazał przeprosiny redaktora za te słowa.

 Jednak zdaniem prawników, zajmujących się analizą orzeczeń Trybunału Praw Człowieka, w Strasburgu Andrzej Zybertowicz ma duże szanse na wygraną. Nie ma natomiast pewności, czy kolejne podobne werdykty skłonią naczelnego „Wyborczej” do mniejszej „aktywności procesowej”. A pozywał już m.in. byłego naczelnego „dziennika” Roberta Krasowskiego czy poetę Jarosława Rymkiewicza. Ten ostatni miał przeprosić wydawcę "Gazety Wyborczej" i wpłacić 5 tys. zł na cel społeczny za opinię, że redaktorzy "Wyborczej" nienawidzą Polski i chrześcijaństwa jako "duchowi spadkobiercy Komunistycznej Partii Polski".

  Dodajmy, że gazeta redaktora Michnika sama nie stroni od ostrej krytyki i ma na koncie inne „opiniotwórcze” porażki. 28 kwietnia br. kandydat na Prezydenta RP Grzegorz Braun i publicysta wygrał z dziennikiem proces w trybie wyborczym, bo w jednym z artykułów przedstawiono go jako faszystę (tekst „Faszyzm w eterze”).

 Redaktor Michnik często pozywał innych dziennikarzy. Ale kolejne orzeczenia sądów przestają aprobować taką metodą polemiki. Wolność debaty publicznej ma swoją cenę – podkreślają sędziowie. I nie zamierzają cenzurować kontrowersyjnych sformułowań. Może zatem pora ograniczyć liczbę pozwów wysyłanych z ul. Czerskiej przeciwko zbrojnym w laptop adwersarzom? Czas najwyższy do ostrych polemik się przyzwyczaić.

 Ewa Łosińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl