Andrzej Krzysztof Wróblewski, Jacek Kwieciński, Nina Złakowska, Halina Gawlik, Krzysztof Michalski, Wiesław Stradomski, Konrad Gruda, Piotr Bielawski, Janusz Winiarski, Wowo Bielicki i wielu, wielu innych dziennikarzy odeszło od nas w tym roku. Odeszli na zawsze. Pozostał po nich smutek, pozostały wspomnienia.
Chciałbym wspomnieć dwójkę łódzkich dziennikarzy, których znałem osobiście. Oboje należeli do naszego Stowarzyszenia.
Umarli w kilkudniowym odstępie; najpierw Halina Gawlik (przeżywszy 78 lat), osiem dni później, Krzysztof Michalski (miał 46 lat).
Halina Gawlik - pomocna, pracowita i odważna, taką dała się poznać w okresie szczególnym, w stanie wojennym – napisał Zdzisław Szczepaniak w artykule dla łódzkiej „Kroniki”. To ona zorganizowała w latach 80. imponującą pomoc z Norwegii, z której skorzystali nie tylko dziennikarze, ale liczni łodzianie, głównie matki małych dzieci, chorzy i osoby niepełnosprawne.
Pracowała w wielu instytucjach, w Teatrze Wielkim, w Krajowej Agencji Wydawniczej, w Tygodniku Solidarność, Super Expressie, Dzienniku Łódzkim, Głosie Robotniczym.
W Teatrze Wielkim w Łodzi pisała programy teatralne. Niespożytą energię, jako redaktor, wykazywała w Krajowej Agencji Wydawniczej. Wszędzie jej było pełno, z każdym umiała się dogadać, w późnym okresie nawet z młodszymi od niej o 50 lat.
Jej mąż, Janusz Gawlik, był jednym z założycieli legendarnego teatru „Pstrąg”, a Halinka, „Nasza Halinka” jak o niej mówili przyjaciele, była motorem spotkań towarzyskich.
Zapamiętałem ją jako pogodną, dowcipną, z ciętą ripostą, pełną życia dziennikarkę. Jeszcze w tym roku spotykaliśmy się na sali sądowej, gdzie sekundowała walce naszych kolegów z SDP o uznanie winy weryfikatorów środowiska dziennikarskiego w stanie wojennym. Niestety, nie doczekała się. Sprawa została uznana za przedawnioną.
Halina Gawlik zmarła w wieku 78 lat.
Krzysztofa Michalskiego, dziennikarza Polskiego Radia Łódź i przez cztery lata (2006-2010) wiceprezesa tego radia, poznałem na spotkaniach z reportażem, które Radio organizowało w Śródmiejskim Domu Kultury w Łodzi. Krzysztof był duszą tego przedsięwzięcia. Jak zawsze otwarty na ludzi i nowe wyzwania.
W latach 80. współtworzył struktury młodzieżowych organizacji związanych z opozycją niepodległościową w Kutnie, Płocku, a później w Toruniu. Wielokrotnie zatrzymywała go milicja i komunistyczna bezpieka za działalność w Federacji Młodzieży Walczącej i w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.
Był świetnym korespondentem i autorem wielu reportaży. Umiał godzinami słuchać ludzi. Ostatni reportaż nagrał z kloszardem, podróżującym po Polsce. Potrafił pochylić się nad prostym człowiekiem.
Wyczerpała go wieloletnia walka z rakiem. Walka, którą przegrał. Ale walczył do końca. Mimo częściowego zaniku mowy, utrzymywał kontakt z przyjaciółmi i z radiem. Hubert Bekrycht wspomina, że Krzysiek do końca robił newsy, choć miał świadomość, że zostało mu niewiele dni. Nie załamywał się, nie poddawał. Był profesjonalistą. Raz w czasie audycji, kiedy wszyscy w reżyserce pokładali się ze śmiechu z reporterskiej relacji, on zachował powagę, mimo, iż niemal nie spadł z krzesła.
Krzysztof Michalski zmarł nad ranem 18 maja 2012 roku. Miał 46 lat.
Żegnajcie, nasi przyjaciele.
1 listopada 2012
Marek Palczewski
