Tej książki, której okładka była niedawno publikowana na naszym portalu, nie sposób najzwyklej zrecenzować, przekracza ona bowiem wszelkie ograniczenia genologiczne recenzji. Aby tę pozycję opisać, ocenić rzetelnie, trzeba by równej autorce erudycji i wielostronicowego eseju. Tymczasem brak mi tego przymiotu, a i miejsca by tu nie wystarczyło. Siłą rzeczy odsłonię więc jedynie niektóre niezwykłości.

        Otóż nasza koleżanka, Elżbieta Królikowska-Avis, w prawie pięćset stronicowym dużego formatu zbiorze esejów „Róg Piccadilly i Nowego Światu”, pisanych od stycznia 2007 do grudnia 2014 r., przygląda się  w s z y s t k i m  dziedzinom, określam skrótowo, życia obywatelskiego w Polsce i Wielkiej Brytanii; symbolizują je właśnie owe dwa słynne w Warszawie i Londynie miejsca. Mistrzowski tytuł. Lepszego dla tak pomyślanego dzieła wymyślić nie podobna…      

Autorka przedstawia w pierwszych sekwencjach historię upadku BBC, niegdyś, najsłynniejszego na świecie, najbardziej wiarygodnego medium elektronicznego. Pisze mianowicie. „…staczanie się Korporacji w czarną dziurę kryzysu widać już od dobrych kilkunastu lat (…) wiąże się ono nie tylko z upolitycznieniem, lecz także komercjalizacją BBC”. Podchwytuję tę metaforę i uogólniam, że dzieło Elżbieta Królikowskaj-Avis ewokuje „czarne dziury” nowoczesności. I zdaje mi się, że jest ich tyle, iż świadczą o totalnym regresie całej cywilizacji zachodniej.

Najgłębsze, przez to najgroźniejsze dla naszej formacji cywilizacyjnej, są spustoszenia moralne; „w ciągu ostatnich kilkunastu lat – pisze autorka - pojawiło się nowe pokolenie <daj, .daj, daj> zmaterializowane, roszczeniowe, nastawione na konsumpcję”. Tę opinię odnosi do rodzin brytyjskich. Ale czy gdzie indziej jest inaczej? U nas jeszcze gorzej, gdyż zachłanność na korzyści materialne i przyjemności somatyczne młodej i średniej generacji potomków tych, co doświadczali PRL-u jest tak przemożna jak, nie przymierzając, wygłodzonych wilków. Ich rodzice jakby wyposzczeni niedostatkiem i przymusem wyrzeczeń, pozwalają swym latoroślom korzystać z dóbr tego świata niczym za Sasa: „jedz, pij i popuszczają pasa” - odrzucają wszelkie rygory moralne, pławią się w hedonizmie. Nie wiem, czy autorka zgodzi się, gdy stwierdzę, że z tego właśnie powodu nasz konsumpcjonizm, aczkolwiek ilościowo o wiele mniejszy, bośmy biedniejsi, jest jednak dla naszego narodu i społeczeństwa chyba groźniejszy od zachodniego...

        Natomiast laicyzacja życia społecznego nie niszczy (jeszcze?) tak jak w Wielkiej Brytanii i w ogóle na Zachodzie naszej kultury. Znamienny pod tym względem jest rozdział „Refleksje wielkanocne” pisany w 2012 r. Autorka konstatuje, że „w Polsce teatry przygotowują spektakle  nawiązujące do Męki Chrystusa, zdrady Judasza (…). W filharmoniach i kościołach muzyki pasyjne (…). Rekolekcje, Niedziela Palmowa, Triduum Paschalne, odwiedzanie Grobu  Pańskiego (…).W Wielkiej Brytanii nie ma już Wielkiej Nocy (…) moi angielscy przyjaciele umawiają się na <niedzielną> pieczeń, żadnych święconek ani wypraw do kościoła. Z wielkanocnego świątecznego jajka, symbolu życia i zmartwychwstania, została tylko wydmuszka”.

        Jakie więc nad Tamizą wyrastają młode pokolenia? Odpowiadam słowami autorki, że rodzice wyzwolili się od odpowiedzialności za właściwe, to znaczy stosowane od stuleci, wychowanie dzieci, gdyż mają oni przecież, z sarkazmem pisze autorka, prawo do wolności i samorealizacji, więc przerzucają „ciężar wychowawczy (…) na szkoły, szkoły na społeczeństwo, społeczeństwo na sądy, policję i system penitencjarny.” Przeto dzieci „otrzymują coraz większą porcję wolności – alkoholizm,   narkomania, ciąże dziewczynek, dzieci mordujące dzieci”. Albowiem „głupstwo nowoczesności  usiłuje niszczyć sprawdzone przez setki lat wzorce”. To zdanie jest osią myślową całej książki; myśl ta choć raz tu wyraźnie wyartykułowana, wyziera, powiedziałbym, z każdego załamka murów Nowego Światu i Piccadilly.

Uratować nas może konserwatyzm. Autorka poświęca tej wartości esej „Konserwatyzm, czyli powrót do normy”. Za twórcę tego kierunku uznaje Tomasza Burke. I po przykładach historycznej materializacji nurtów konserwatywnych dodaje, że w „Wielkiej Brytanii konserwatyzm istnieje. Zmienia życie Brytyjczyków”. Dorzucam, że i w parlamentach zachodnich myśl konserwatywna odgrywa mniejszą czy większą rolę twórczą. We współczesnej Polsce jest zaś zjawiskiem zgoła wyszydzanym. „Gazeta Wyborcza”, czytana przez miliony Polaków, krzykliwym sprzeciwem zareagowała na pojawienie się w naszym stowarzyszeniu zwartej grupy konserwatystów. Tymczasem „…jeśli – konkluduje autorka - pan Stefan Bratkowski i inni koledzy traktują poważnie naszą obecność w Europie, członkowstwo w Unii Europejskiej, nie może się obyć bez konserwatystów w Sejmie i Senacie, w mediach, także prywatnych, i w SDP. Albo Londyn, albo Mińsk”.

Stanisław Konarski nieco wcześniej niż Tomasz Burke, bo w latach trzydziestych osiemnastego wieku, po powrocie z Zachodu do pogrążonej w ciemnościach cywilizacyjnych Rzeczypospolitej rozpoczął pracę nad jej uzdrowieniem. Pisał m. in., że chcąc zmienić budowle wcale nie trzeba niszczyć starych, a tylko poprawić, co się w nich zepsuło. Był wyznawcą mądrego, twórczego  konserwatyzm, aczkolwiek mówił językiem filozoficznie niewycyzelowanym, w przeciwieństwie do swego angielskiego następcy. Władysław Konopczyński, najwybitniejszy historyk XX w., uznaje, że właśnie dlatego myśli tego wybitnego zakonnika padały na żyzny grunt umysłowości szlachty, bo pisał tak, jak ona mówiła, a więc przemawiał do rozumu i sumienia „panów braci”. W roku śmierci Konarskiego powstała Komisja Edukacji Narodowej – wcale nie z niczego, lecz z jego naprawiania szkolnictwa sarmackiego. Możemy i powinniśmy być dumni przed całym światem z tego pierwszego ministerstwa oświaty. Osiemnaście zaś lat po śmierci wciąż współcześnie niedocenionego duchownego Polska w Konstytucji Trzeciomajowej stała się natchnieniem Europy, przestała być, jak z bolesną ironią mówił o niej później Słowacki, papugą narodów. Konstytucja ta to również „przebudowa” dorobku przeszłych pokoleń –„Nihil novi”, konstytucji Konfederacji Warszawskiej, Artykułów Henrykowskich, pactów conventów, de non praestanda oboedientia. Nasz powrót do Europy na  n a j p o c z e ś n i e j s z e  miejsce nastąpił tak, jak sobie wyobrażał Konarski, nie z destrukcji, a przeciwnie - z udoskonalenia spuścizny przodków. Takie są skutki szanowania owych „wzorców wypracowanych przez setki lat”. Innej drogi do postępu nie ma, jak tylko – paradoksalnie – przez konserwatyzm. Chwała więc autorce, że wbrew agresywnej indoktrynacji heroldów amoralnej, rozpasanej, cynicznej nowoczesności głosi pochwałę konserwatyzmu, w którym mamy arcywybitny udział i żadna propaganda „Gazety Wyborczej” oraz lewicowców czy nihilistów wszelkiej maści z Bratkowskim na czele nie zmienią tego faktu i nie pomniejszą społecznej, politycznej i historycznej roli konserwatyzmu.  

Tym bardziej powinna nas zawstydzać i pobudzać do przeciwdziałania dzisiejsza – od ośmiu lat - praktyka sejmowania i rządzenia. Ileż o tym powodzie do wstydu, którego nie odczuwa establishment, napisała Królikowska-Avis uprzytomniając nam brytyjskie obyczaje parlamentarne Tam opozycji nie zwalcza się pomówieniami, inwektywami, ukrywaniem przed nią i własnym społeczeństwem szachrajstw polityczno-moralnych rządzących. Tam wszystkie partie współpracują z sobą pro publico bono, gdyż wszelka opozycja parlamentarna reprezentuje część obywateli. Z jakąż nostalgią za taką Rzeczpospolitą (choćby podobną do Drugiej) czyta się informacje naszej koleżanki, że np. speaker Izby Gmin podczas wypowiedzi posła opozycyjnego wzbudzającej krzykliwą dyskusję, kiedy powstał harmider, przywołuje parlamentarzystów do porządku: „Spokój! Dajcie mu się  wypowiedzieć. Lider opozycji musi być wysłuchany!”. Albo z jaką tęsknotą za uczciwą, duchowo wielką Polską czytamy o działaniach dziennikarzy śledczych; u nas albo ich się represjonuje, albo całkowicie lekceważy. W Anglii o każdej korupcji polityków natychmiast za pośrednictwem mediów dowiaduje się opinia publiczna. Tam nie ma przyzwolenia na nieuczciwość w życiu publicznym. A nas najbardziej demoralizują właśnie szalbierstwa polityków rozbudzające w szerokich kręgach skłonności do oszustw. Logiczne – skoro oszukują posłowie, a rząd nadto bezczelnie drenuje nasze kieszenie twierdząc, że czyni tak dla naszego dobra, to dlaczego nie mają oszukiwać biznesmeni, mali sklepikarze, ba - my samych siebie przy lada okazji. Przykład zawsze idzie z góry. Jacy rządzący, takie społeczeństwo. Taka rzeczywistość może w niedalekiej przyszłości mieć konsekwencje, których lepiej nie próbować przewidywać.

        W ogóle z perspektywy Nowego Światu., który kończy się przy pl. Trzech Krzyży, opodal Wiejskiej, gdzie w perspektywie widać kopułę Sejmu, sposoby sprawowania władzy w Wielkiej Brytanii dzisiejszym Polakom wydają się niemal rajem politycznym. Zważmy bowiem, co spostrzega autorka: „Uparta  odmowa Donalda Tuska współpracy z prezydentem (Lechem Kaczyńskim - J. W.) oraz opozycją i wszystkie tego konsekwencje doprowadziła do kryzysu państwa. Brak wizji oraz poczucia odpowiedzialności za kraj MSZ spowodowały zanik polityki zagranicznej oraz pogorszenie wizerunku Polski na świecie (…). Urągające powadze Sejmu i naszej inteligencji są tłumaczenia posła, że  studenci  i emeryci  wpłacali na jego kampanię wyborczą grube dziesiątki tysięcy złotych”.

        Lektura tej bardzo ważnej książki, przy dobrej woli czytelników, może uświadomić im konieczność wznoszenia niskiej obecnie kultury politycznej Polaków do wysokości, na których kiedyś była nawet wzorem dla innych narodów.

Wszelako najtragiczniejsze jest to, że po 45 latach peerelowskiej barbarii zmarnowaliśmy ćwierć wieku, albowiem dotychczasowe rządy, oprócz krótkiego epizodu Prawa i Sprawiedliwości, nie umiały i nie chciały - zapatrzone w złotego cielca - podjąć wysiłku powrotu do tego, co jeszcze ponad osiemdziesiąt lat temu było w nas wielkie.

Ale to nasza wina, bośmy wybierali na polityków najgorszych spośród siebie. Eseje Królikowskiej-Avis uwydatniają tę przewinę i jednocześnie przestrzegają przed recydywą.  

Jacek Wegner

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl