Zaryzykuję twierdzenie, że raz tylko w tysiącletnich dziejach Polski Zachód zachował się wobec nas przyzwoicie: na Kremlu latem 1939 r. Z kimś, kto się nie zgadza, że było to raz jedyny - jestem gotów stanąć w szranki dyskusji.

Otóż Stalin zaproponował wtedy gościom: przedstawicielom Francji i Anglii nakłonienie Polski do zwarcia z Rosją sowiecką traktu pozwalającego w razie napaści Hitlera, a jej groźba wisiała już w powietrzu i wszystkie wywiady miały pewne wiadomości, że Niemcy wkrótce jej dokonają – wprowadzenie oddziałów Armii Czerwonej w granice naszego kraju dla „obrony” przed agresorem. Wtedy jednak Anglicy i Francuzi powiedzieli Stalinowi NIE, trzeba zapytać Polaków, czy się zgadzają. Był to właśnie ów bodaj jedyny gest wspaniałomyślny obu państw; może dlatego że żywa była jeszcze pamięć Józefa Piłsudskiego, zmarłego przed czterema laty, którego Europa się bała i dlatego go szanowała. Odpowiedzią Rosji na niezgodę obu krajów Zachodu był traktat rozbiorczy z 23 sierpnia tego samego roku.

Oglądając „Wiadomości” TVP w piątek 8 maja smętnie myślałem o tym, co stało się niespełna dwa miesiące później, kiedy Francję i Anglię opanował strach tak wielki, że dochowali jedynie „papierowych” zobowiązań wobec II Rzeczypospolitej, nie uderzyli na Hitlera ni tym bardziej na Rosję sowiecką, przed którą drżeli niczym osika.

I dziś podobnie. To były smutne sekwencje; na szczęście redaktorzy „Wiadomości” zaoszczędzili nam dyskomfortu i nader skrótowo pokazali uroczystości na Westerplatte symbolizujące wybuch II wojny światowej bez reprezentantów najwyższych władz Francji, Anglii i Stanów Zjednoczonych. Ich absencja wyraźnie wskazywała nasze miejsce - w przedpokoju wielkiej polityki. Nieobecność zaś Angeli Merkel miała  n a d t o  jeszcze straszliwszą wymowę i dziwię się że premier RFN o tym nie wiedziała. A może wiedziała i właśnie dlatego nie przybyła…?

W Moskwie, gdzie obchodzi się rocznicę zwycięstwa nad Niemcami 9 maja, również nie było wysokich przedstawicieli państw zachodnich. To jednak zrozumiałe, a byłoby chwalebne, gdyby nie będąc tam, byli u nas. Zachód swą nieobecnością dawał Putinowi odczuć, że nie akceptuje jego imperialistycznej, brutalnej polityki. My też jej nie popieramy, więc powinniśmy być razem z Zachodem. Czy oprócz wskazania nam miejsca w przedsionku Europy dano nam także do zrozumienia, że w razie poważnych zawirowań zostaniemy sami, jakeśmy byli 1 i 17 września 1939 r.?

To niepojęte. Zachód w swej demokracji, rozpasanej, chciwej na wszelkie dobra materialne. nie wyciąga (nie umie, nie chce?) wniosków z doświadczeń, które sam tworzy. Tymczasem w naszej publicystyce twierdzi się, że Polacy przechodzą do porządku nad tym, czego doświadczają z wyroków losu czy wskutek własnego postępowania.

Później „Wiadomości” dopuszczały do głosu i na wizję pretendentów do fotela „pod żyrandolem”, jak „subtelnie” i z „szacunkiem” Donald Tusk określił znaczenie prezydenta w III Rzeczypospolitej, albowiem były to już ostatnie godziny przed tzw. ciszą wyborczą i TVP chciała zachować pozory tzw. obiektywizmu w spełnianiu dziennikarskiej „misji”, to jest m. in. obecności w czasie i miejscu, gdzie dzieją się ważne wydarzenia dla polskiej egzystencji państwowej i świata. Słuchałem już nieuważne, ponieważ znałem wypowiedzi kandydatów ze wcześniejszych audycji. Lecz nagle zniknął z monitora telewizyjnego obraz, natomiast ukazał się czerwony o dużych literach napis, że, przywołuję niedosłownie, Andrzej Duda wyraża program Jarosława Kaczyńskiego. Napis po kilku sekundach zniknął. To był majstersztyk socjotechniki: sekundowa ewokacja konkretnej treści w nieoczekiwanym miejscu i czasie zapada głęboko w podświadomość. A jak wiemy od Freuda, rządzi nami właśnie ona, jeśli je nie jest zracjonalizujemy, czyli przemienimy w świadomość; większość zaś  ludzi nie zna tych prawidłowości i dlatego staje się podatnym medium na wszelkie manipulacje. Później, po napisie, „Wiadomości” pokazywały i dalej omawiały przygotowane informacje, jak zawsze w dalszych częściach swych serwisów raczej błahe.  

Dlaczego żaden dziennikarz od razu, w „Wiadomościach”, nie nazwał po imieniu i nie skomentował, chociażby kilkoma zdaniami ową absencję na Westerplatte najwyższych przedstawicieli krajów Zachodu i tym samym zrównania nas z Rosją, a więc owo, jak rzekłem, wcale nieuprzejme pokazaniem nam miejsca u drzwi Zachodu?

A po wtóre – dlaczego wydawca „Wiadomości” zezwolił na emisję napisu, że Duda reprezentuje Jarosława Kaczyńskiego? Przecież to było ewidentne straszenie prezesem PiS i tak już zindoktrynowanego przez Platformę „Obywatelską” społeczeństwa. „Gazeta Wyborcza” i media jej aksjologicznie bliskie od ośmiu lat Jarosława Kaczyńskiego nazywają groźnym rusofobem, a  opozycyjnej działalności PiS, zgodnej przecież z konstytucją, partii mającej niewiele mniej wyborców od formacji rządzącej (bez koalicji) przypisują „szaleństwo”, oczywiście bez żadnych uzasadnień. Takie chwyty w walce o władzę są w ogóle niegodne rywalizujących partii politycznych w państwach naszego kręgu kulturowego, w mediach zaś wręcz skandaliczne. Stefan Bratkowski, prezes honorowy SPD, również dopatrzył się swego czasu w pochodach rocznicowych katastrofy Smoleńskiej repliki… marszu Mussoliniego na Rzym i Hitlera na Berlin.

Ostatecznie więc niby bezstronne „Wiadomości” telewizji publicznej, opłacanej przez nas, dla spełniania „misji” kulturalno-cywilizacyjnej, sprzeniewierzyły się w piątek 8 maja swemu powołaniu.

Wydaje się, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nad tym incydentem nie może przejść do porządku. Powinno wystosować protest do przewodniczącego KRRiTV, głównemu zaś wydawcy „Wiadomości” z 8 maja 2015 r. przydać tytuł Hieny.

Jacek Wegner

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl