Przeczytałem ze smutkiem i piszę ze smutkiem, ponieważ uważam Pawła Śpiewaka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego za niezwykle prawego, prawdomównego, szlachetnego Polaka, odważnego patriotę, rzetelnego naukowca i publicystę. Tymczasem w przedostatnim dniu kwietnia przeczytałem w dzienniku „Rzeczpospolita” wywiad z nim przeprowadzony przez Elizę Olczyk, który podważył nieco, myślę, że incydentalnie, owe opinie.

Zaczynam jednak od pretensji pod adresem dziennikarki. Utrwalił się chyba w naszej prasie zwyczaj, że rola dziennikarzy w wywiadach sprowadza się właściwie jedynie do zadawania pytań i notowania odpowiedzi. A przecież są i (wszelako nie w prasie) wywiady inne: polemiczne, kiedy rozmówca i dziennikarz stają się równorzędnymi partnerami dyskursu – dyskutują z sobą, sprzeczają się. Pozory takich rozmów emituje TVP, tylko że dziennikarz inicjujący, tudzież organizujący dysputę i zrazu uczestniczący w niej, przerywa wypowiedzi rozmówcy (rozmówcom), kiedy wyraża (wyrażają) poglądy niezgodne z profilem TVP, czyli oczekiwaniami jej właściciela, którym jest  w y ł ą c z n i e  rząd i słuchacz (obywatel) musi przyjmować określone treści. Owa funkcja indoktrynacyjna TVP z idei tzw. misji czyni pośmiewisko.

Oczywiście, wiem, że wywiad polemiczny jest warsztatowo o wiele trudniejszy; dla spoistości niniejszych wywodów rezygnuję z motywacji tego przekonania, może uzasadnię przy innej okazji. W każdym razie wywiad prasowy asertywny byłby czytelniczo atrakcyjny, pobudzający intelektualnie, pozwalający czytelnikowi odczuwać pewien komfort jakby współuczestnictwa w sporze stając zazwyczaj po stornie rozmówcy, a nie sprzeczającym się z nim dziennikarzem. Takie odczucia odbiorców przywiązywałyby ich do pisma, prowadząc z czasem do utożsamiania się z nim.

A jednak w ostatnim, powiedzmy, piętnastoleciu nie przeczyłem w „Rzeczpospolitej” takiego wywiadu; to tak, jakby wszyscy dziennikarze podzielali poglądy rozmówców, nawet gdy mylą fakty. Na przykład w 2011 r., w czterdziestą rocznicę  wysadzenia auli w Opolu przez braci J. i R. Kowalczyków, „Rzeczpospolita” na drugiej stronie wydrukowała krótką rozmowę swego dziennikarza z Jerzym Eislerem, historykiem (utytułowanym) z IPN przekłamującym fakt starszeństwa braci; dziennikarz, widocznie przyjmujący postawę „na kolanach”, odnotował fałsz, a redakcja nie zamieściła sprostowania. Niedawno zaś przeczytałem całostronicowy wywiad z ministrem zdrowia o jego przedsięwzięciach jakoby uproszczających i przyśpieszających dostęp pacjentów do lekarzy. Dwoje dziennikarzy usłyszało ministerialną informację, że powołani zostaną tzw. konsultanci medyczni. I żaden nie zapytał, jak to powiększenie obszarów biurokracji ma wpłynąć na polepszenie wydolności systemu ochrony zdrowia?

Teraz muszę więc za dziennikarkę, przeczytawszy jej wywiad z Pawłem Śpiewakiem, ustosunkować się do pewnych jego twierdzeń. A powinna to uczynić ona.

Otóż dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego wywodzi m. in., „po Zagładzie w Polsce zginęło jeszcze ponad tysiąc Żydów, często ocalonych z obozów koncentracyjnych”. Reakcją dziennikarki jest zdziwienie i komentarz trochę od rzeczy: „Trudno w to uwierzyć. Mamy też jednak sprawę udziału Żydów w komunistycznych władzach, które prześladowały żołnierzy AK czy innych organizacji wolnościowych”. A przecież zasady polemiki wymagałyby, żeby poprosić rozmówcę o przedstawienie konkretów: w jakich latach („po Zagładzie” jest określeniem zbyt ogólnym) i w jakich okolicznościach zginęło tylu Żydów? Czy dyrektor ŻIH wlicza również tych, którzy zginęli nie dlatego że byli Żydami, a ponieważ walczyli z Podziemiem niepodległościowym? Brak tych faktów w eksplikacji Śpiewaka sprawia wrażenie, że operuje on półprawdami, które zawsze – tylekroć to powtarzam bez rezultatów - są kłamstwem lub insynuacją. A przecież redakcja nie chce kompromitować zasłużonego naukowca. Tymczasem reakcje Elizy Olczyk, niedrążące istoty problemu, a jedynie fakty uboczne – skutkują właśnie ukazywaniem Śpiewaka w nieodpowiednim świetle.

Paweł Śpiewak dla potwierdzenia swych niedopowiedzeń, półprawd przywołuje filmy: „Idę” i Pokłosie”. A dziennikarka milczy. Pierwszy obraz jest co najmniej kontrowersyjny; natomiast drugi jest taką marnotą ideową i artystyczną, że naukowcowi tej klasy co Paweł Śpiewak nie przystoi uznawać go za egzemplifikację czegokolwiek oprócz tandety. Zresztą wywiad jest nie o tych filmach, więc tak czy owak oba przywołania są nie na miejscu, a – powtarzam – dziennikarka nie reaguje, nie ratuje jakąś subtelną uwagą dyskursywną powagi swego rozmówcy.

Śpiewak mówi o Żydowskim Instytucie Historycznym w odniesieniu do Muzeum Historii Żydów: „My jesteśmy jedynie skromną jednostką. Fabryką idei i pamięci.” Aż się prosi, żeby dziennikarka zripostowała, że po jego niniejszych wypowiedziach owe idee i pamięć są z lekka zdeformowane (chociażby owymi półprawdami).

Paweł Śpiewak rozumuje, że „wyznawana religia nie może być kryterium przynależności do wspólnoty europejskiej. Ale stosunek do własnej przeszłości jest takim kryterium”. Nonsens! Dwoisty. I żadnej polemiki. Otóż chrześcijaństwo od IV w. tworzyło i stworzyło europejską kulturę i wyrosłą z niej cywilizację, tak silne, że przeniesione na antypody. I w tym sensie religia jest właśnie miernikiem przynależności do „wspólnoty europejskiej”, ona zaś umożliwia – świadczy to o jej wielkości – istnienie w sobie niezależnych od siebie wspólnot religijnych, na przykład od XIII/XIV w. żydowskich Po wtóre jeśli o tożsamości Europejczyków ma decydować wyłącznie stosunek do własnej przeszłości, – to wiele krajów europejskich przestaje być europejskimi, np. niektóre państwa bałkańskie, Litwa, Ukraina, Rosja etniczna, Francja, częściowo Niemcy, których świadomość historyczna jest, mówię skrótowo, jednak ambiwalentna.

Co gorsza – Śpiewak twierdzi, że z tą przeszłością – przyznaniem się do winy – „dają sobie radę Polacy i Francuzi.”. A nie zapominajmy, że wypowiada się głównie w kontekście Zagłady. Myśmy nie mieli rządu Vichy, który w zaplombowanych wagonach przekazywał Niemcom Żydów na spalenie. Czy dzisiejsza Francja przyznaje się do tego zakamuflowanego udziału w Holocauście? Porównanie tedy winy polskiej z francuską obraża naszą godność, bo gwałci prawdę.

Nie wiem, jaki demon rządzi tematem Holocaustu, że najszlachetniejsi nawet publicyści i naukowcy jeśli nie explicite, to implicite oskarżają naród polski czyniąc z nas na małą skalę współkatów.

I, powtarzam, ewokacje Pawła Śpiewaka napełniają mnie smutkiem. Acz obwiniam za te doznania Elizę Olczyk, która inercyjnie zapisała jego myśli. Rozmówca ma prawo się zapędzić, powiedzieć coś absurdalnego, wręcz bluźnierczego, lecz powinnością dziennikarza jest przeciwstawnie się takim wypowiedziom – zgodnie z sumieniem i kulturą umysłową oraz profilem gazety.

Czy doczekam się podniesienia poziomu dziennikarstwa prasowego i będę mógł rozkoszować się poznawaniem drukowanych na łamach sprzeczek dziennikarzy z osobistościami mającymi coś ważnego de publicis do powiedzenia? Doznawać podobnych satysfakcji, jakie daje lektura wywiadów w prasie przedwojennej? Dziennikarze piszący i redaktorzy naczelni pisma powinni obowiązkowo wertować numery „Wiadomości Literackich”, „Prosto z mostu” czy nawet „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, popularnego „Ikaca”. Może zrozumieją, że najciekawszy czytelniczo jest wywiad dynamiczny, asertywny...

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl