Smerf ciamajda, największy nudziarz, człowiek – bełkot ; człowiek bez właściwości i codzienny łgarz, który plecie androny; blondynka wyciągnięta z rękawa, wyglądająca najlepiej wtedy, kiedy nie mówi; krzykacz, a także cwaniak, dziwaczny i prowincjonalny kandydat ludowców, wszyscy oni starają się o prezydenturę naszego kraju. Tak ich opisują niechętne im tygodniki opinii. Ciarki chodzą po plecach…

Badałem przez miesiąc cztery tygodniki opinii i nadziwić się nie mogę, że właściwie na ponad sto przeczytanych przeze mnie artykułów tylko kilka w sposób merytoryczny próbowało przedstawić sylwetki kandydatów czy ich programy. W blisko 80 procentach tekstów autorzy uprawiali negatywną kampanią wobec przeciwników politycznych, tak jakby umówili się z politykami, że będą ich wspierać w kampanii wyborczej, atakując stronę przeciwną. Czy taki deal został zawarty, nie wiem, myślę, że nie, że po prostu niektórzy dziennikarze pogubili się w swoich rolach, pomieszali dziennikarstwo z piarem,  publicystykę z rolą rzecznika prasowego partii politycznej i konkretnego kandydata. Dotyczy to zarówno tych, którzy mienią się konserwatystami, jak i dziennikarzy tzw. mainstreamu. Specjalnych różnic między nimi nie zauważyłem, były tylko poprzestawiane znaki: jedni atakowali Andrzeja Dudę, inni Bronisława Komorowskiego, a w zasadzie i jedni, i drudzy Magdalenę Ogórek, choć lewicowo-liberalny mainstream tej kandydatce dokuczał bardziej.

Tymczasem kampania z wolna zmierza do końca, fajerwerków już się nie spodziewam, tak jak była niemrawa, taką pozostaje. Trochę ją ożywia „najazd” na Polskę Nocnych Wilków, co do których już nic nie wiadomo: wejdą, nie wejdą, ale publicystyczne wzmożenie wciąż tężeje, jakby to rzeczywiście był temat najważniejszy w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności naszego kraju, a zarazem przesądzający o wynikach wyborów. Wydawałoby się, że na taką „wrzutkę” się nie nabierzemy, no ale tylko się wydawało.

Strach pomyśleć, co będzie 10 maja i później, bo obie główne siły publicystyczne (mainstream i niepokorni) straszą nas klęską: jedni, że jak Duda wygra, to będzie klęska, a drudzy, że jak Komorowski wygra, to wtedy dopiero będzie klęska. Tak, czy inaczej czeka nas klęska. Strach się już bać. Jeśli więc wybory prezydenckie w kraju demokratycznym oznaczają klęskę, to może ich się pozbyć. Nie po to przecież walczyliśmy o demokrację, żeby sobie fundować takie plagi jak wybory, w których sukces jest wykluczony. No cóż, 10 maja tuż, tuż…

 

Marek Palczewski

30 kwietnia 2015

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl