Atak – walka - nagonka. Retoryka oblężonej twierdzy. Nawoływanie do walki z wrogiem.  Bo z wrogiem się nie paktuje, bo nie paktuje się ze wściekłym psem. Bo on: to motłoch, sekta, leming, troglodyta i moher. To język polskiej publicystki politycznej.

To nie moje słowa, a słowa, które usłyszałem na konferencji naukowej, poświęconej między innymi obrazowi polskiego dziennikarstwa. Słowa o tym, że w publicystyce nie szuka się przeciwnika, z którym można dyskutować, wymieniać argumenty, uprawiać perswazję. Zamiast godnego przeciwnika, znajduje się niegodnego szacunku wroga, którego trzeba odhumanizować i pognębić, najlepiej zniszczyć ostatecznie. Powtarzam, to nie moje słowa, ale, niestety, coraz bardziej  zgadzam się, że takiego języka używają coraz częściej nasi rodzimi publicyści. I zastanawiam się, dlaczego? Czy dlatego, że tak chce właściciel i wydawca prasy, czy tego oczekuje ich czytelnik, a może dlatego, że trwa kampania wyborcza?

Sam zacząłem analizować cztery ogólnopolskie tygodniki opinii. Na ostateczne wnioski jeszcze za wcześnie. Będą wkrótce. Ale już teraz mogę powiedzieć, że wyważona, merytoryczna polemika, z dwustronną argumentacją, jest rzadkością w naszej prasie. Dominuje język oszczerstw i kalumnii, język inwektyw i obelg, język kpin i drwiny zarówno w stosunku do kandydatów na prezydenta, jak i wzajemnie wobec swoich politycznych, dziennikarskich oponentów.

Dziennikarze zajęli wyraźne miejsca po obu stronach barykady, okopali się na swoich pozycjach, salwami odpowiadają na ataki wroga. Prasa opinii utrwala spolaryzowane postawy i plemienne podziały. Widocznie z tym, nam dziennikarzom, jest dobrze. Widocznie tak musi być. Bo zgoda rujnuje, niezgoda buduje. I to jest prawdziwe hasło na te wybory. I wybory muszą być walką polityczną, bo taka jest ich istota. Pytanie tylko, czy publicyści muszą być rzecznikami partii politycznych i ich kandydatów? Nie sądzę.

Salon i anty-salon, my i oni, a jednak tak naprawdę często sprowadzamy się do klientów politycznych kandydatów, a potem nominatów. Wkrótce koleżanki i koledzy z naszego Stowarzyszenia spotkają się w celach dyskusji programowej. Ja też tam będę. Będziemy rozmawiać o programie, zastanawiać się nad celami, ideami, kondycją zawodu dziennikarskiego. Myślałem nawet, czy tego problemu, problemu klientyzmu dziennikarskiego nie postawić na porządku dziennym, ale chyba bym się tylko ośmieszył. Podobnie jak głos wołającego na puszczy brzmiało moje nawoływanie o likwidację anty- nagrody Hieny, jako nieetycznej, no i raczej (to drugi plan) nieskutecznej, tak samo byłoby i tym razem. Nie warto. Chyba nie warto. A może jednak warto?

 

Marek Palczewski

23 kwietnia 2015 roku

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl