Mam świetną wiadomość dla nigdy nienarzekających i zawsze uśmiechniętych Polaków. Powodów do uśmiechu jest nawet więcej niż myślicie. Otóż jesteśmy nie tylko  najszczęśliwszym, ale i najbogatszym społeczeństwem Europy Zachodniej. Nie chodzi tylko o wartości duchowe, jak duma z naszego premiera i lektura „Newsweeka”, ale i o namacalne bogactwo. Mamonę. Po prostu mamy najwięcej kasy. Poniżej dowód.

 

Jak wiadomo, systemy kar, opłat, szczególnie tych orzekanych w sądach, dostosowane są do bogactwa krajów, zamożności ich obywateli, siły nabywczej ich pieniędzy i wydajności finansowej gospodarki. W ten sposób przejazd taksówką w Londynie jest dużo droższy niż w Sofii, a za zaśmiecanie ulicy więcej zapłacimy w Niemczech niż Hiszpanii. Jest to konstatacja skrajnie banalna, ale niezbędna dla dalszej części wywodu, w której nastąpią przykłady.

Po pierwsze, trzy francuskie bulwarówki musiały zapłacić konkubinie prezydenta Francji, pani  Valerie Trierweiler, za opublikowanie jej zdjęć w niepełnym ubraniu. Kara - jak doniesiono - przekroczyła aż tysiąc euro! Pamiętajmy kwotę.

 

Kolejny przykład. Magazyn „Closer” wyrokiem  francuskiego sądu cywilnego musiał zwrócić oryginały i kopie zdjęć brytyjskiej księżnej Kate. Żona prawdopodobnego przyszłego króla Wielkiej Brytanii jest na tyle niezadowolona ze swojego biustu, że podała gazetę, która ów biust zaprezentowała, do sądu. Surowi sędziowie orzekli, że gazeta będzie musiała pokryć koszty postępowania sądowego w procesie, który śledził cała Europa. To aż 2 tys. euro! Nie dość tego. Jeśli okaże się, że „Closer” jednak nie wykona wyroku sądu, chomikuje zdjęcia, i od czasu do czasu będzie je publikował, to za każdym razem będzie musiał zapłacić aż 10 tysięcy euro!

Skupiamy się na przypadkach francuskich, bo w Wielkiej Brytanii i Niemczech wizerunek osób publicznych, szczególnie jeśli przebywają w miejscach publicznych, na przykład na plaży, rzadko podlega ochronie i tylko wyjątkowo sądy zasądzają kary. A więc kara wynosi zero euro, do wyjątkowych należą tam sprawy takie jak proces Naomi Campbell przeciwko pismu „The Mirror”. Za ujawnienie wyjątkowo „wrażliwych” informacji o odwyku narkotykowym modelki ogromna gazeta zapłaciła równowartość około 4 tysięcy euro. Sprawa była  szeroko komentowana ze względu na surowy wyrok.

Tak jest na biednym Zachodzie, gdzie głód, nędza, trusty i kartele, a wszyscy z zazdrością zapatrzeni w naszego premiera. A u nas?

„Super Express”. Publikacja fotografii małżeństwa medialnych cele brytów bez ich zgody (w ubraniu) - 30 tys. euro.

Wspomniany tytuł. Publikacja kupionego w agencji fotograficznej (!) zdjęcia topless znanej dziennikarki, żony znanego polityka - 18 tys. euro    

„Fakt.” Publikacje zdjęć znanej aktorki topless z plaży w Egipcie - 17 tys. euro.

Mały portal z Sosnowca, działający na zasadach non-profit. Pomylony przecinek w artykule o interesach byłego gwiazdora Big Brothera - 1300 euro.

Gazeta z Iławy, która nie odesłała burmistrzowi kwitka z informacją, że to co przysłał do redakcji nie jest sprostowaniem. Zniszczenie kariery dziennikarskiej naczelnego, zniszczenie gazety. Krótko mówiąc, koszty idące w dziesiątki tysięcy euro.

Koniec dowodu, choć można by go ciągnąć godzinami.

I co? Kto jest bogatszy, kogo stać bardziej, kto lepszy? Tylko dlaczego córka znajomego, która złamała nogę w przedszkolu (miesiąc w gipsie) została wyceniona przez towarzystwo ubezpieczeniowe na 200 euro? To proste. My Polacy nie tylko, że bogaci, to i potrafimy odróżnić ziarna od plew. Jakąż wartość ma taki dzieciak w porównaniu z państwem Lisami, Wesołkiem, Muchą, Kotecką albo burmistrzem Iławy? I w rozumieniu tej różnicy zdaje się tkwi podstawowa tajemnica naszego bogactwa.         

   

 

Wiktor Świetlik

4 listopada 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl