Sytuacja wygląda następująco. Wewnętrzna komisja TVN znalazła przypadki molestowania, a prokuratura nie. Zależnie od tego na co położyć nacisk mogłoby to być zdanie dowodzące nadgorliwości komisji lub też nieudacznictwa prokuratury. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Komisja TVN znalazła przypadki nie tyle molestowania co „niepożądanego zachowania”. Firma zdecydowała wypłacić poszkodowanym odszkodowania i rozstała się z jednym z pracowników. Nie wiadomo z jakiego powodu nastąpiło to rozstanie, bo o tym komunikat kończący wewnętrzne śledztwo nic nie mówił.
Z kolei prokuratura nie wszczęła śledztwa nie tyle z powodu nie stwierdzenia molestowania ( bo to pojęcie przynajmniej w sensie popularnym jest dość szerokie), ale z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. Pewien udział w tym, że „czynu zabronionego” nie było miał fakt, że poszkodowane nie złożyły doniesienia do prokuratury. Teraz poczekamy na kolejną odsłonę tej sprawy w postaci sądowych losów dwóch pozwów na w sumie prawie 10 mln złotych złożonych przez Kamila Durczoka.
Żebyśmy się w tym czasie nie nudzili do Moniki Olejnik wpadł minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk i zapowiedział, że polskie przepisy dotyczące molestowania seksualnego są niedoskonałe i należałoby je zmienić. No tak. Gdy policjant postrzeli przechodnia to oczekujemy ograniczenia uprawnień policji w użyciu broni, a gdy to bandyta zastrzeli policjanta to oczekujemy zwiększenia uprawnień policji co do użycia broni. Ponieważ komisja TVN jedno, a prokuratura drugie to minister zdaje się postanowił wyjść naprzeciw zwyczajowym oczekiwaniom, ale wyrwał się jak filip z konopi, bo… ku mojemu zdumieniu, a zapewne i jego, sprawa molestowania w TVN, która podniecała dziennikarzy przez kilka tygodni jakoś tak zeszła na plan dalszy i nie wiadomo dlaczego przestała ich interesować.
Jeszcze mniejsze, prawie żadne zainteresowanie wzbudził powrót na antenę Polsat News Agnieszki Gozdyry, która zaledwie miesiąc temu poszła na niezapowiedziany urlop po słynnym wydaniu magazynu „Skandaliści” z udziałem Jerzego Urbana. Przebieranki szefa „Nie” za sprawą dziennikarzy gwałtownie zatrzęsły mediami społecznościowymi i…. nic.
Natomiast żadnego zainteresowania nie wzbudził drugi już przypadek wyrzucenia ze studia podczas programu „Młodzież kontra” (TVP Regionalna) przedstawicieli prokremlowskiej partii Zmiana. Nie żebym miał zamiar bronić zwolenników Mateusza Piskorskiego, ale chciałbym wiedzieć jakie zasady właściwie obowiązują w tv publicznej co do wpuszczania na antenę przedstawicieli partii politycznych. Chciałbym wiedzieć, bo za chwilę w debacie kandydatów na prezydenta wystąpi Grzegorz Braun ze swoją teorią „kondominium niemiecko – rosyjskiego pod żydowskim zarządem powierniczym”, a jesienią partia Zamiana może wystąpić o czas antenowy w związku z wyborami parlamentarnymi.
Tak sobie myślę, że popularne jest wśród dziennikarzy wyrażanie zdziwienia, że Polacy mają krótką pamięć do różnych afer i skandali. Jednak jakoś nie zauważamy, że nasza własna pamięć jest czasami niewiele lepsza.
