Warszawski oddział SDP podjął uchwałę, w której stwierdza m.in.: „kategorycznie sprzeciwiamy się udziałowi dziennikarzy w politycznym rozgrywaniu katastrofy smoleńskiej w przededniu jej 5. rocznicy” i „niedopuszczalnym jest nieliczenie się z uczuciami rodzin ofiar katastrofy i brak szacunku dla ofiar, który zaprezentowali autorzy w/w publikacji,  ujawniając materiały niewiadomego pochodzenia, których autoryzacji odmówiła Naczelna Prokuratura Wojskowa” oraz „sprzeciwiamy się udziałowi dziennikarzy w grach  katastrofą smoleńską mających na celu  eskalowanie konfliktu polsko – polskiego”. Prawie w pełni bym się z autorami uchwały zgodził gdyby nie jeden fakt. Ich oburzenie dotyczy wyłącznie jednej publikacji. Stenogramów z kokpitu tupolewa ujawnionych przez RMF FM.

            Nie mogę się więc z warszawska uchwałą zgodzić, bo nie rozumiem dlaczego publikacja RMF jest „politycznym rozgrywaniem katastrofy smoleńskiej w przededniu jej 5. rocznicy”, a opublikowanie w tym samym czasie książki Jurgena Rotha i omawianie oraz zachwalanie jej w prawicowych mediach już nie. Szef stołecznego SDP Marcin Wolski posunął się nawet dalej. W wywiadzie dla wpolityce.pl stwierdził, że „w tej sprawie oczywiste jest, że mieliśmy do czynienia z próbą odwrócenia uwagi od publikacji Jurgena Rotha”. Obiektywnie na to patrząc równie uprawnione, bo równie uznaniowe, byłoby stwierdzenie, że to książka Rotha jest próbą odwrócenia uwagi od publikacji RMF i ustaleń prokuratury.

            Nie rozumiem też dlaczego nowy stenogram (RMF) jest „niedopuszczalnym nieliczeniem się z uczuciami rodzin ofiar katastrofy”, a publikacja Cezarego „Trotyl” Gmyza już nie. Mało tego. Gdy opuszczał redakcję „Rzeczpospolitej”, a właściciel odmówił jemu i jego kolegom pomocy prawnej stanęliśmy słusznie w ich obronie. Tamtych rewelacji też nie chciała potwierdzić wojskowa prokuratura co szczególnie w oczach mediów prawicowych w niczym nie podważało wiarygodności doniesienia. Informacje zresztą też były „niewiadomego pochodzenia”.

            We wspomnianym wywiadzie Marcin Wolski mówi też: „mamy do czynienia ze zwyczajną „wrzutką” nie do końca jasnego pochodzenia, która odgrywa złą, fatalną rolę”, a wiceszefowa oddziału Joanna Lichocka w wypowiedzi dla wirtualnychmediów.pl stwierdza: „zajmowanie stanowiska: mam materiał, więc publikuję go bez żadnej analizy krytycznej - nie jest dziennikarstwem”. Gdy to czytam przypominają mi się publikacje nagrań z „Sowy i Przyjaciół” w wykonaniu „Wprost”. Ich pochodzenie w chwili publikacji było „niejasne” i kompletnie pozbawione „analizy krytycznej”, a jednak nie przeszkadzało to środowisku dziennikarskiemu dość powszechnie i spontanicznie bronić opublikowania podsłuchów.

            Marcin Wolski argumentuje, że uchwała została podjęta „by chronić standardy dziennikarskie”. Coś mi się te standardy wydają z lekka podwójne, a uchwała wydaje się doskonale wpisywać w dziennikarskie „gry katastrofą smoleńską” oraz „konflikt polsko – polski”.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl