Tygodnik „Wprost” od 2006 roku ma siódmego redaktora naczelnego. Najdłużej, bo 3 lata, utrzymał się na tym stanowisku Stanisław Janecki (2007-2010). W tym czasie „Newsweek” zmienił pięciu naczelnych, a „Polityka” wciąż ma (od 1994 roku) tego samego, Jerzego Baczyńskiego. Częste zmiany dobre są w zaprzęgu końskim, jednak w mediach na stanowiskach kierowniczych - niekoniecznie.
W łódzkim oddziale TVP przeżyłem rządy 11 dyrektorów, i każda niemal zmiana była zmianą na gorsze. Z tygodnikami tak być nie musi, ale częste wymiany redaktorów naczelnych nie sprzyjają ani konsolidacji zespołu (każdy kolejny naczelny ma swoich faworytów), ani wypracowaniu stabilnej linii redakcyjnej (każdy kolejny naczelny ma swoje koncepcje). Ciekawa jest rotacja redaktorów naczelnych pomiędzy „Newsweekiem”, „Wprost” oraz trzema innymi gazetami w latach 2004-2015 (nie biorę pod uwagę świeżych tygodników powstałych 2-3 lata temu). Na przykład, obecny naczelny „Wprost” Tomasz Wróblewski był naczelnym „Newsweeka” (2001-2004 i 2005-2006) „Dziennika Gazety Prawnej” (2010-2011) oraz „Rzeczpospolitej” (2011-2012). Michał Kobosko był naczelnym „Newsweeka” (2006-2009), „Dziennika Polska-Europa-Świat” (2009), „Dziennika Gazety Prawnej” (2009-2010) i „Wprost” (2012-2013), a Tomasz Lis był we „Wprost” (2010-2012), a od 2012 jest szefem „Newsweeka”. W sumie, w latach 2004-2015 naczelnymi w pięciu wymienionych gazetach było piętnastu redaktorów, w tym czterech pełniło tę funkcje co najmniej dwukrotnie. Jednak rekordzistą jest Tomasz Wróblewski, który był na stanowisku naczelnego w XXI wieku w różnych redakcjach przez ok. 7 lat. Przyglądając się tym rotacjom można zadać pytanie, czy ktoś jest dlatego „dobrym” naczelnym, bo chcą go w nowym miejscu, czy „złym”, bo pozbywają się go w starym? Oczywiście o tym decydują nie tylko wyniki finansowe i medialne osiągnięcia gazety, ale wiele innych, niewymiernych czynników, takich jak: stosunki z właścicielem, relacje z załogą, uwarunkowania i umocowania polityczne, charyzma własna i dziennikarzy tworzących zespół, polityczna koniunktura, procesy sądowe, zachowania reklamodawców, zmiana właściciela, itd., itp. Dlatego też niełatwo ocenić kogokolwiek na tej funkcji, gdyż są to dość niejednoznaczne kryteria. Pozostaje jednak wiara, że ktoś, kto się sprawdza jako redaktor naczelny nie zostaje pozbawiony tej funkcji (vide: Jerzy Baczyński w Polityce), aczkolwiek wiele kontrprzykładów przeczy takiej tezie.
Tygodnik „Wprost” ma od 2006 roku siódmego naczelnego, „Rzeczpospolita” piątego, a „Newsweek” czwartego. Stąd też we „Wprost” zachodzą największe zmiany kadrowe. Nawet nie chcę zgadywać, kto z obecnej ekipy jest w nim najdłużej i od kiedy. Biorę do ręki najnowszy numer tygodnika z 7 kwietnia b.r. i już widzę nowe pióra, a te, które stanowiły o sile (lub jak kto woli słabości) pisma, dla tygodnika już nie piszą. Z poprzedniej ekipy nie ma już Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego, Agnieszki Burzyńskiej, Olgi Wasilewskiej i Izabeli Smolińskiej, Maksymiliana Rigamonti, Magdaleny Rigamonti i Cezarego Łazarewicza, aczkolwiek teksty ostatniej dwójki zostały jeszcze opublikowane w najnowszym numerze. Przypomnę, że troje dziennikarzy spośród wymienionych zostało w ubiegłym roku uhonorowanych nagrodami Grand Press, a Magdalena Rigamonti zajęła 3 miejsce w głosowaniu redakcji na Dziennikarza Roku 2014. Zatem, coś ten zespół był jednak wart. Szkoda, że go już nie będzie w takiej postaci, tak jak szkoda mi było zespołów dawnego „Dziennika”, czy dawnego „Newsweeka”, nie mówiąc już o tym, do którego sam należałem w latach 90. w TVP.
Przeglądam najnowsze „Wprost” i zauważam zmiany: zmienił się charakter pisma i jego ton. Drugi numer pod nowym kierownictwem jest bardziej wyważony, mniej sensacyjny, bardziej uładzony, ma profil polityczno-ekonomiczny z naciskiem raczej na drugi człon tego terminu. Na nową gwiazdę tygodnika wyrasta Anna Gielewska (mam nadzieję, że jej tą oceną nie zaszkodzę), która podtrzymuje swój dotychczasowy wyrazisty styl barwną opowieścią o bronkobusie i dudabusie, śledząc perypetie dwóch głównych kandydatów do fotela prezydenckiego. Relacja Gielewskiej wydaje mi się bezstronna, ale komentarz/felieton redaktora naczelnego i jego zastępcy już nie. Zresztą od komentarzy czy felietonów nie wymagamy bezstronności, ale wcześniej linię „Wprost” – mimo że tygodnik atakował wielokrotnie Platformę Obywatelską – trudno było jednoznacznie uznać za sprzyjającą opozycji. Na pewno takich deklaracji unikał Sylwester Latkowski. Jednak sympatie Tomasza Wróblewskiego, który w artykule wstępnym mocno krytykuje wyrok na Mariusza Kamińskiego, a zwłaszcza opinie z-cy redaktora naczelnego Bartosza Marczuka, który opowiada się po stronie „marudy” Dudy przeciw „ważniakowi” Komorowskiemu (określenia z tekstu Marczuka) nie pozostawiają wątpliwości, gdzie Oni (one) są. Gubię się dziś w domysłach, o co chodzi z tą nową linią „Wprost”? Bo jeśli nie o pieniądze i politykę, to o co? A może nie warto na poważnie brać deklaracji właściciela i nowego naczelnego o potrzebie zmiany wizerunku, tylko przeprowadzić analizę cui prodest, czyli zastanowić się, komu ta zmiana służy? A wydaje się, że może służyć wszystkim, którzy chcieliby uniknąć nowych afer i skandali, bo nigdy nie wiadomo komu one mogłyby służyć, a przecież wybory tuż, tuż…
Marek Palczewski
9 kwietnia 2015
