W momencie, kiedy tygodnik cieszy się dużym zainteresowaniem służb i polityków oraz braci dziennikarskiej, właściciel „Wprost” Michał M. Lisiecki zmienia redaktora naczelnego. Sylwester Latkowski wielokrotnie był krytykowany za sprowadzenie pisma do poziomu tabloidu, za sensacyjne materiały, korzystanie z nielegalnych źródeł, oskarżenia bez pokrycia, ale mimo to ostatniej decyzji nie rozumiem. No chyba, że chodzi o pieniądze, ale czy na pewno o nie chodzi?
Latkowski zasłużył na krytykę za drugi, tendencyjny artykuł o Durczoku z białym proszkiem w tle, ale summa summarum gdyby nie „akcja” tygodnika nikt sprawy molestowania w TVN by nie poruszył. Tygodnik posłużył się wcześniej materiałami podsłuchowymi pochodzącymi z nielegalnych źródeł, ale inne redakcje publikować ich nie chciały lub publikować się bały. Dziś już na pewno sprawa pochodzenia taśm nie zostanie do końca wyjaśniona, a dodatkowo tę tezę wzmacniają kontakty właściciela „Wprost” z ABW, które rzucają nowe światło na rolę tygodnika w całej sprawie. Rolę, o której nikt z zespołu prawdopodobnie nie wiedział. Ujawniony fakt takich rozmów, w powiązaniu z niegdysiejszymi spotkaniami właściciela „Rzeczpospolitej” z ministrem rządu sprawia, że trudno dziś uwierzyć w niezależność prasy. Również tej finansowanej przez różnych polityków lub biznesmenów politycznie umocowanych.
Tygodnik „Wprost” w dotychczasowej formule miał szanse na pozyskanie grona wiernych czytelników. Wyłamywał się bowiem z dychotomicznego podziału na prasę mainstreamową, prorządową (a właściwie propeowską i antypisowską) i prasę tzw. niepokorną (w istocie antyrządową i propisowską). Nie było wszak dla niego „świętych krów”, ale właśnie dlatego mógł być groźny dla każdego. Tabloidowe metody naruszały etyczne standardy zawodu, ale z drugiej strony prowadziły do pozytywnych skutków prawdopodobnie niemożliwych do osiągnięcia za pomocą tradycyjnych, całkowicie legalnych i etycznych metod. Po zmianie profilu – właściciel mówi o tygodniku promującym liberalną gospodarkę - grozi mu, że stanie się kolejnym nudnym pismem przygotowywanym z myślą o reklamodawcach i kręgach biznesowych, mało interesującym dla dotychczasowego czytelnika „Wprost”.
Podnoszony tu i ówdzie argument ekonomiczny, że tygodnik słabo się sprzedaje, nie trafia do mojego przekonania. Praktycznie większość tygodników nie zwiększyła swojej sprzedaży w ciągu minionego roku, a sprzedaż w okolicach 50 tysięcy egzemplarzy jest całkiem przyzwoita (przypomnę, że numer 26 z aferą taśmową sprzedał się rekordowo w 216 tys. egzemplarzy). Historia innych gazet zmieniających formułę (np. „Przekroju”, „Dziennika” czy „Uważam rze”) pokazuje, że jest to zjazd po równi pochyłej.
Wiele zależy od tego, ile osób z dotychczasowej redakcji pozostanie w niej nadal. To oni – w dużym stopniu – mogą wpływać na kształt pisma. Warto pamiętać też o solidarności dziennikarskiej. Koleżanki i koledzy – nie cieszcie się, że innych zwalniają, bo to może spotkać każdego z nas.
Marek Palczewski, 27 marca 2015.
