Kolejna gwiazda spadla z firmamentu światowego show businessu. Jeremy Clarkson, prezenter kultowego programu motoryzacyjnego Top Gear, który co tydzień oglądało 5 mln Brytyjczyków, a w 170 krajach – 350 mln telewidzów. Program ten prowadził nieprzerwanie od 2002 roku, a jego roczny kontrakt sięgał kilkunastu milionów funtów. Pośród jego fanów znajdujemy także premiera Camerona, który wystąpił z obroną gwiazdy i …. dostał od jednego z dyrektorów BBC  po łapach. ”Jeremy Clarkson jest jak Jimmy Savile – powiedział bonza – Ma w sobie coś autodestrukcyjnego i powinien zwrócić się o profesjonalną pomoc”. I porównał presję ze strony ustosunkowanych przyjaciół Clarksona do tej, jaką kiedyś – gdy w kuluarach pojawiły się informacje o pedofilskich skłonnościach -  wywierali na Korporację możni sojusznicy Savile’a.  Ostro!  Ale czemu się tu dziwić, skoro BBC  latami nastawiała własną pierś, broniąc Clarksona za jego niewyparzony język, rasistowskie i seksistowskie uwagi i bardzo ryzykowne dowcipy, z nieskończoną cierpliwością. ”Wspieraliśmy go przedtem wiele razy, ale to jest już poważna sprawa” – zakończył wypowiedż przedstawiciel Firmy.  Chodzi o to, że Clarkson na planie programu nazwał  producenta Oisina Tymona „that lazy Irish bastard” – czego na tym portalu nie muszę tłumaczyć – i uderzył go, tak że Tymon potrzebował pomocy szpitalnej. „Top Gear został zdjęty z anteny, jego prezenter zawieszony w prawach pracownika, wewnętrzne śledztwo w tej sprawie trwa” – zakomunikował rzecznik BBC.

  Ale ten incydent, to tylko kropla, która przepełniła czarę. Clarkson, to skandalista i prowokator, znany ze swej arogancji, wzięcia macho,  prostackich  uwag i niewybrednych dowcipasów. On sam twierdzi, że „nie znosi świętych krów, poza jedną – zdrowym rozsądkiem”. „Czego – dodaje jednym tchem – bardzo w Wielkiej Brytanii brakowało za rządów Partii Pracy, która produkowała kolejne przepisy, nękające klasę średnią z szybkością jeden dziennie”. W swoich  programach wypowiadał się nie tylko na tematy motoryzacyjne, ale i wszystkie inne.  Nie kryje, że nie przepada za Szkotami /„drenują budżet Londynu”/, za Walijczykami / „których bezsensowny język służy tylko wzniecaniu nacjonalizmu”/, ale także mieszkańcami …. Birmingham /”gość żuł tytoń, co w połączeniu z silnym akcentem z Birmingham sprawiało, że wyglądał jak najgłupszy człowiek świata. Którym zapewne był”/. Uważa, że „ludzi każdej narodowości na świecie można podsumować jednym słowem. Amerykanie są grubi, Hiszpanie leniwi, Niemcy drętwi, Rosjanie piją, Australijczycy sa drażliwi, a Grecy homoseksualni”. Kilka lat temu musiał przepraszać Polaków za uwagę o „polskich obozach koncentracyjnych” – zresztą przepraszał za swoje wyskoki wiele razy. Także Koreańczyków, po tym jak podczas Targów Motoryzacyjnych w rzeczonym Birmingham powiedział: ”Załoga Hyundaya zjadła dziś na lunch psa”. Wprawdzie ma swój stały felieton w konserwatywnym „The Sunday  Times”, ale na dobrą sprawę we wszystkim przypomina przeciętnego wyborcę UKIP-u, Niepodległej Partii Zjednoczonego Królestwa, baaardzo konserwatywnego Anglika z prowincji, zwłaszcza hrabstwa Essex, tzw. „Essex mana”, tutejszy symbol prymitywnej konserwy i zaścianka.

   Jednym słowem BBC miała z Clarksonem krzyż Pański oraz … 150 mln wpływów rocznie. Lecz konflikt gwiazdy z jego dyrektorem Danny Cohenem, wciąż narastał. Ostatnio, po bardzo prowokacyjnym żarciku, sięgnął zenitu. Oto podczas  kręcenia odcinka Top Gear w Patagonii na samochodzie prezentera pojawiła się tablica rejestracyjna H 982 FKL,  jednoznacznie przypominająca Argentyńczykom o ich klęsce w wojnie o Falklandy. Konwój został obrzucony kamieniami, a potem policja musiała eskortować ekipę na lotnisko.  I to wtedy Clarkson dostał od Firmy  ostateczne ostrzeżenie.  Zdystansowani, kontrolujący się Anglicy lubią  „bad boys”, „niegrzecznych chłopców”, ale szaleństwa Clarksona trwały zbyt długo  i  przysporzyła BBC zbyt wielu bólów głowy.  Dlatego nie sądzę, żeby został szybko odwieszony. Ale trafia obok celu Mariusz Cieślik, który w „Plusie Minusie”” w interesującym zresztą artykule „Sezon spadających gwiazd”, zestawia casus Clarksona z przypadkiem  Kamila Durczoka. Bo jeśli w Polsce podobny ruch, zdjęcie gwiazdy z anteny, to jeszcze wyjątek, w BBC, to jednak zasada. Czasem Korporacja próbuje zwlekać, grać na czas,  jak w przypadku Jonathana Rossa czy Michaela Barrymore, ale ostatnio nabrała wigoru i zdecydowania. Nie bez powodu.

   BBC jest bardzo konsekwentna w karaniu za wybryki, jeśli idzie o narkotyki, patrz: przykład świetnego gospodarza programu  Have I Got News For You?  Angusa Deaytona i gwiazdki programu dla dzieci  Blue Peter.  Na ten pierwszy przypadek powoływał się zresztą cytowany już  dyrektor BBC, który powiedział „>Mam dla ciebie wiadomość< też nie zniknął razem z Deaytonem, jest ciągle na antenie i odnosi sukcesy”. Znacznie dłużej Firma certowała się z Michaelem Barrymore, w którego rezydencji, po orgii gejowskiej, znaleziono w basenie zwłoki młodego chłopca. Kręciła, mataczyła, w końcu Barrymore  wypadł za burtę z powodu lecących w dół na łeb na szyję „słupków”.  Odrzucili go  telewidzowie. Z kolei dwie inne gwiazdy, Jonathan Ross / kontrakt 6 mln funtów rocznie/ i Russell Brand / 250 tys. funtów/, zostali zawieszeni za nieobyczajne zachowanie „kolidujące z etosem BBC”.  Choć BBC robiła wszystko, żeby do zawieszenia nie doszło, 148 tys. skarg od widzów poskutkowało. Banicja nie trwała jednak długo, BBC  nie jest w przypadkach  obyczajowych zbyt sroga,  i dziś i Ross i Brand  znów brylują w studiach Firmy.  Dwa lata temu wybuchła „Savile – gate”, skandal pedofilski z ikoną telewizji  Jimmy Savilem w roli głównej,  który okazał się  potworem, molestującym i gwałcącym dzieci  na których leczenie zbierał donacje. A następnie seria procesów innych gwiazd BBC – pedofili, m.in. słynnego Rolfa Harrisa, portrecisty Elżbiety II.  Po tej serii Firma najwyraźniej stała się ostrożniejsza.

   Jednak nie sądzę, żeby zadziałała tak szybko i skutecznie, gdyby nie jeden mały zbieg okoliczności. Otóż już wkrótce, bo w roku 2016, będzie nowelizowana The Royal Charter, Karta Królewska, na podstawie której funkcjonuje BBC. Już dwa lata temu przewodniczący partii konserwatywnej Grant Shapps zagroził w Izbie Gmin, ze „Jeśli BBC nie poradzi sobie z brakiem transparentności i >kulturą utajniania swoich problemów<, fatalną gospodarką pieniędzmi podatników oraz stronniczością polityczną, wysokość abonamentu zostanie obniżona lub pieniądze podzielone miedzy BBC i jej rywali. ”  W tym przypadku chodzi o „kulturę zamiatania pod dywan kłopotów”, przecież  „Clarkson – gate” trwała nieprzerwanie od lat.  Właśnie dlatego myślę, że Clarkson nieprędko wróci na antenę. Raczej Top Gear bez Clarksona.

                                                                             Elżbieta Królikowska-Avis. 23 marca 2015

   

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl