Języka propagandy - podobnie zresztą, jak języka reklamy - nie można traktować poważnie. Słowa, wybierane do haseł, do sloganów czy na banery dobierane są pod kątem ich skuteczności emocjonalnej, oddziałującej wprost na emocje najprostsze, wręcz naskórkowe. Toteż takich właśnie słów używają najchętniej demagodzy.
Hasło wyborcze Bronisława Komorowskiego (dla przyjaciół Bula) stanowi w tej dziedzinie exemplum wyjątkowo poglądowe. „Wybierz zgodę i bezpieczeństwo” – brzmi pięknie, nieprawdaż? Do czego się tu przyczepić? Wiadomo: zgoda buduje, niezgoda rujnuje itd . A bezpieczeństwo? Toż każdy chce żyć bezpiecznie! Słowem, Rodaku Kochany, wybieraj tego, kto te właśnie dobra bezcenne chce ci zaoferować…
Dobrze jest jednak chwilę pomyśleć, przyjrzeć się, kto te obietnice składa. Bo jak wilk oferuje owcom swą troskę o ich bezpieczeństwo, jak masarz zapewnia warchlaki, że ich dobrobyt będzie jego główną troską… no… można mieć wątpliwości…
Co w wypadku Komorowskiego oznacza zgoda? Otóż oznacza ona po prostu r e z y g n a c j ę: z poszukiwania prawdy, np. prawdy o zbrodni smoleńskiej, o komunistycznej agenturze w „odnowionych” służbach specjalnych, o ewidentnym łamaniu zasad prawa i demokracji w rządzeniu Polską AD 2015 i o wielu innych (ale ważnych) sprawach w naszym życiu. Zgoda a la Komorowski to zgoda na jego polityczne wybory, na jego polityczne sympatie i antypatie, a co więcej – na jego uwikłanie w sprawy brzydkie, na uwikłanie, które nie zostanie rozwikłane nigdy, albo – jak to kiedyś mawiano – „na święty Jury, jak będą w niebie dziury”. Walcząc o demokratyczną prezydenturę pan Bul walczy o siebie i tylko o siebie: o swój żyrandol, o swoje apanaże, o swoją pozycję i swój dobrobyt. Polska nie ma dla niego – widać to przecież na każdym kroku – najmniejszego znaczenia. Gdyby było inaczej, Komorowski nie podpisywałby różnych antyspołecznych i antynarodowych ustaw, nie brałby pod ochronny parasol postkomunistycznej agentury (która raczej nie broni polskiego interesu), nie oferowałby nam, Polakom, „czekoladowego patriotyzmu”.
A bezpieczeństwo? Zgoda na podwyższenie wieku emerytalnego, co – oprócz innych czynników – powoduje emigrację z Polski najzdolniejszych, najbardziej przedsiębiorczych jednostek, z pewnością bezpieczeństwa nam nie zapewni, lepsi wyjadą, gorsi zostaną. Gdzie tu perspektywiczne bezpieczeństwo? Przyglądanie się ze stoickim spokojem, jak rząd Tuska powoli likwidował nam armię (a rząd pani Kopacz dopiero ostatnio ocknął się, czując moskiewskie zagrożenie), to już wręcz sabotaż, bo to zgoda na świadome osłabianie państwa.
Można by takie przykłady antypolskich, antypaństwowych działań Komorowskiego mnożyć, ale po co? Widać wyraźnie, że o żadnej trosce o bezpieczeństwo Polski w jego dotychczasowej praktyce prezydenckiej nie było mowy. Czemu więc teraz miałoby być inaczej? Komorowski legitymizował i legitymizować będzie politykę Platformy Obywatelskiej, która nastawiona jest od lat na anihilację naszego kraju, na jego wasalizację wobec Niemiec, Francji, USA, wobec wielkich korporacji i wielkich centrów decyzyjnych dzisiejszego świata. Niejasny jest też w kwestii naszego bezpieczeństwa narodowego stosunek pana Bula do Rosji, czego najlepszym dowodem był postawiony pod Ossowem pomnik… poległych bolszewików z Armii Czerwonej, pomnik bojców barbarzyńskiego najeźdźcy, który chciał nas unicztożyć, chciał po naszym trupie dotrzeć do Atlantyku.
Widać więc wyraźnie, że dwa główne słowa z hasła wyborczego pana Bula są dokładnym zaprzeczeniem swej treści. Zgoda oznacza niezgodę (bo nikt myślący po polsku nie pójdzie na jego polityczne pomysły), zaś bezpieczeństwo, tak, jak je kandydat na prezydenta pojmuje, oznacza perspektywiczną zapaść państwa polskiego.
Hasło innego kandydata, Andrzeja Dudy, nie jest najbardziej fortunne, ba, nawet lekko bełkotliwe, bo co to znaczy: „Przyszłość ma na imię Polska”? To dobre w poezji, ale nie w polityce. Ale instynktownie czujemy jednak intencje – czujemy, że gra idzie o przyszłość Polski. Nie ma tu negatywnych konotacji. W wypadku Komorowskiego, gdy się zestawi jego słowa z jego praktyką polityczną, może z tego wyniknąć co najwyżej pusty śmiech.
