Durczok – leży, Lis się potknął. Kolej na Olejnik. Nawet mainstreamowe gwiazdy mają swój okres. To już tak jest. Bergman zrobił film „Ona tańczyła jedno lato”. Cieszyła się dziewczynka. Nie miała pojęcia, że jest wykorzystywana. Starała się. Przeżuli. Wyrzucili.
„Krętacze krętaczom wszystko wybaczą” – śpiewa celnie Rosiewicz. Ale jak świat światem a łgarstwo łgarstwem - to na krótkich nogach daleko się nie zajdzie. Kłamstwo choćby najlepiej opakowane – tak właśnie ma.
Oczywiście doraźnie opłaca się łgać. Można za to mieć pałac w Konstancinie, wypasionego automobila i piękną żonę. Ale gdy szmal się skończy, rynny ściekowe zardzewieją, auto zarzęzi, a żona się zestarzeje. Tak to już jest.
Na ludową nutę leci to mniej więcej tak: „a ta przepióreczka latała, skakała aż się ze…..” . Liczy się kasa. Dla wszystkich trochę, a dla niektórych wyłącznie. Uzbierana złota kupka szybko jednak topnieje. Znajomi się odwrócą, mole i szczury dopełnią sprawy. Taka to jest sprawiedliwość ludzka. Boską – nosi się w sobie.
Pierwsze koty za płoty. Potem się już pali pod nogami. U nas Putin nazywa się Komorowski. Siedzi sobie w pałacu beztrosko tyjąc. A tu wali w okno jakiś Duda.
- Nałęczu, załatw gościa – pada prośborozkaz.
Ale profesor z naukowca zrobił się usługowcem. Bruzda na czole coraz głębsza, zdolności perswazyjne słabsze. Opatrzył się. Co prawda jest jeszcze w pałacu na synekurach kilku innych. Nie palą się jednak do tego, by za szefa świecić buźką na ekranie.
Wybitni naukowcy schodzący w cień z pierwszej linii odstrzału zawsze mogą jeszcze opisać co przeżyli. Np. ciekawe by było policzyć ile średnio trwa okres totumfackich przy boku władzy. Albo jak daleko trzeba się zatracić w wierności i posłuszeństwie ślepym, by ogłuchnąć na krzyki cierpiących wokół.
Dziewiętnastego marca z całego kraju z wielkim trudem przypchają przed kancelarię rządu wózki ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi najboleśniejsze ze wszystkich matek. Trampkarz z Sopotu dał, a teraz kobieta z Szydłowca chce odebrać. Chodzi o kilka złotych tak ważne dla niewolników przykutych sercem do zniewolonych chorobą małych i większych ludzkich istot. Oczywiście to są śmieszne sumy dla uzurpatorów władzy. Władza z reguły nie wychodzi nawet do protestujących kobiet, nie będzie się takimi drobiazgami zajmować.
Adamowiczowi z Gdańska tytułującemu się prezydentem umarł pod płotem protestujący i zupełnie zlekceważony człowiek. Miał wyższe wykształcenie, ale zabrano mu wszystko co posiadał, również mieszkanie, które zostało sprzedane miejscowej prokurator. Wysocy urzędnicy takimi ludźmi się nie przejmują.
Pisze profesor Fedyszak-Radziejowska, że elity spsiały. Szczekają za nich skundleni dziennikarze. Wlezie to na bilbordy i ekrany i łże. Ale, czy „ziemia zadudni”? Czy uda się przekonać ogłupiałe masy, że może być pięknie już na wiosnę. Pisze się teraz i wreszcie dużo wydaje książek o Józefie Piłsudskim – marzycielu i strategu, o Józefie Mackiewiczu – pisarzu dla dorosłych, o dzielnych Romaszewskich. Można zgasić telewizor i poczytać.
17.03.2015 Stefan Truszczyński
