Nie życzę tego żadnej redakcji – stracić nagle naczelnego, wicenaczelnego, szefa działu krajowego i dziennikarza. A już na pewno nie życzę tego żadnej dużej gazecie w kraju, w którym podobno cała prasa drukowana dociera do zaledwie miliona osób. Tymczasem wydawca „Rzeczpospolitej” zwalnia właśnie Tomasza Wróblewskiego, Bartosza Marczuka, Mariusza Staniszewskiego i Cezarego Gmyza po opublikowaniu przez redakcję czołówki „Trotyl na wraku Tupolewa”.
„Tekst uznajemy za nierzetelny i nienależycie udokumentowany – napisali w prominentnym miejscu na stronie internetowej „Rz” rada nadzorcza oraz właściciel wydawnictwa Presspublica Grzegorz Hajdarowicz. – Pan redaktor Cezary Gmyz pomimo wcześniejszych zapewnień nie przedstawił żadnych oświadczeń stwierdzając, że informatorzy odmówili złożenia dokumentów. Niezależnie od tego co ustali prokuratura na obecnym etapie wiedzy publikowanie tytułu >Trotyl we wraku tupolewa< było ogromnym nadużyciem”. Nie życzę żadnej radzie i właścicielom mediów, by musieli ogłaszać takie oświadczenia.
Trudno ocenić sytuację, w której znalazła się redakcja. Dla dużej części czytelników prasy opiniotwórczej „Rzeczpospolita” jest – albo była – najważniejszym punktem odniesienia. Nawet jej przeciwnicy ideowi cenili ją za rzetelność. Co będzie po takiej wpadce?
Czy Cezary Gmyz, autor tekstu został zmanipulowany? Czy ktoś posłużył się „Rzeczpospolitą”, żeby robić własną politykę? Jakie racje ma zwalniany naczelny? Zbyt wiele jest niewiadomych, by ferować proste wyroki. Nie rozumiem także, co w oświadczeniu wydawcy oznacza, że Gmyz nie dostarczył dokumentów od informatorów. Przecież informatorzy nie muszą dawać żadnych papierów. Mogą być wiarygodni, ale nie muszą. To już ocenia dziennikarz, a potem wraz z dziennikarzem redakcja.
Nie wiem, jak pracuje się w „Rzepie”, ale drukowanie tekstów zawsze zależy od redaktorów. To oni powinni być najbardziej wyczuleni na wiarygodność informacji, zwłaszcza w przypadku tak delikatnym i tak rozpalającym emocje jak katastrofa pod Smoleńskiem. Redaktorzy postawili jednak na wybuch z pierwszej strony. I wybuchło. Jarosław Kaczyński od razu powiedział, że zamordowano dziewięćdziesiąt sześć osób.
Przy tylu niewiadomych myślę , że ironiczne gratulowanie „Rzepie”, że wyciągnęła zawleczkę Kaczyńskiemu, albo sugerowanie, że Gmyzowi należy się Hiena Roku są może środowiskowo zabawne, ale w gruncie rzeczy niepoważne. Chyba nikomu nie zależy ani na pogrążaniu „Rzepy”, ani na rozpalaniu jeszcze większych emocji. Nikomu? Proszę, nie piszcie jeszcze, że Polska jest Białorusią…
Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
6 listopada 2012
