Uaktywnił się Marek Migalski i na swoim blogu pisze, że w Poslce debata publiczna jest chamska i ostra, o wiele gorsza niż gdzie indziej. Przestrzega też, żeby obecna kampania prezydencka nie była wulgarna i brutalna oraz ma nadzieję, że Być może uda nam się dzięki temu pogadać w najbliższym czasie o polityce, zamiast pluć sobie nawzajem w twarz.
Czy jednak Migalski nie przesadza? Czy, po pierwsze, debata publiczna w Polsce jest bardziej brutalna niż w innych krajach? Wystarczy przypomnieć choćby nieprzebierające w środkach ataki na kandydata demokratów w wyborach amerykańskich z 2004 roku Johna Kerry'ego, któremu zarzucono tchórzostwo w czasie wojny w Wietnamie. W tej samej kampanii G.W. Bush został posądzony - na podstawie spreparowanych dokumentów - o porzuceniu w latach 60. XX wieku służby w Gwardii Narodowej. Kampanie w mniej cywilizowanych krajach są o wiele bardziej krwiste i brutalne, zdarzały się również zabójstwa lub zamachy na przeciwników politycznych (np. na Georga Wallace'a w USA czy zabicie Luisa Donaldo Colosio w Meksyku). Po drugie, czy obecna kampania prezydencka w Polsce jest naprawdę brutalna? Czy trochę nie przesadzamy z tym osądem? Zajrzałem do kilku tygodników, by sprawdzić, w jaki sposób dziennikarze piszą o wyborach, oraz jak kandydaci i ich sztaby odnoszą się do swoich przeciwników politycznych.
We "Wprost" (nr z 2-8 marca 2015) Anna Gielewska pisze o braku pomysłu na kampanię Bronisława Komorowskiego, o rozdźwiękach pomiędzy Pałacem Prezydenckim a sztabowcami PO. Przypomina kuriozalne wpisy na profilu prezydenckim na Twitterze i swobodne wypowiedzi Tomasza Nałęcza. Z artykułu wynika, że najbardziej ogrywanym zarzutem sztabu Komorowskiego pod adresem kandydata PiS Andrzeja Dudy ma być powtarzanie, że nie jest on samodzielny, tylko stoi za nim Jarosław Kaczyński. Jednak mnie najbardziej zainteresowała teza o wewnętrznej walce w PO, przysłaniającej walkę z kandydatem PiS. W innym artykule z tego numeru "Wprost" Cezary Łazarewicz przedstawia kilku mniej znanych kandydatów w wyborach prezydenckich. Reportaż o nich, napisany w sposób neutralny, bez żadnych złośliwości, ukazuje motywy, dla których kandydaci zdecydowali się na udział w wyborach.
W tygodniku "W Sieci" (nr 9 z 2-8 marca 2015) znajduję dwa artykuły o Bronisławie Komorowskim i wywiad z jednym z kandydatów - Pawłem Kukizem. Nie było w tej rozmowie obraźliwych ocen czy inwektyw pod adresem jego przeciwników, poza znaną retoryką Kukiza o "mafii sejmowej". W innym artykule Marek Pyza i Marcin Wikło pytają "Co ukrywa prezydent?" Autorzy omawiają biografię Komorowskiego (jest to wywiad-rzeka) "Zwykły polski los". Biografia obejmuje okres tylko do 1992 roku. Czyżby prezydent obawiał się ujawnić szczegóły z najnowszego życiorysu: między innymi dotyczące obrony WSI, zachowania przed i po katastrofą smoleńską, roli w sprawie Romualda Szeremietiewa? Autorzy artykułu piszą o jego "umizgach do lewicowego elektoratu" i o "kreowaniu się na męża opatrznościowego wyjątkowej dla Polaków sprawy Żołnierzy Wyklętych" oraz sugerują przyjaźń z Wojciechem Jaruzelskim. Nie posuwają sie jednak tak daleko jak Wojciech Sumliński, mówiący na antenie TV Republika o urzędującym prezydencie per "przestępca"... Jest jeszcze w tym samym numerze artykuł "Projekt Komorowski" Stanisława Janeckiego, ale należy on moim zdaniem do kategorii political fiction z nieweryfikowalnymi i niefalsyfikowalnymi tezami (acz oczywiście dopuszczalnymi w ramach autorskiego prawa do subiektywnych dywagacji i ocen).
W tygodniku "Do Rzeczy" (nr 10 z 2-8 marca 2015) pośrednio lub bezpośrednio o kampanii wyborczej piszą Paweł Lisicki, Piotr Semka, Kamila Baranowska, a ponadto o szansach Andrzeja Dudy z socjologiem dr Jarosławem Flisem rozmawia Mariusz Staniszewski. Paweł Lisicki pisze o "agresji doradców głowy państwa", ale dowodów na nią nie przytacza. Motyw "obrażania" swoich rywali przez Bronisława Komorowskiego pojawia się w pytaniu Mariusza Staniszewskiego, a także w analizie "Opowieści wujka Bronka" napisanej przez Piotra Semkę, w której omówiona została świeżo wydana - wyżej już wspominana - biografia Komorowskiego. Semka zauważa, że prezydent w toczącej się kampanii kpi z młodych kontrkandydatów, nazywając ich "czeladnikami", co - zdaniem Semki - jest "chyba jedyną strategią wyborczą". W sąsiadującym artykule "Wojna sztabów" Kamila Baranowska opisuje działania sztabów dwóch głównych kandydatów do zwycięstwa; objazdy po Polsce Andrzeja Dudy i twitterowe wpadki sztabu prezydenta.
W przytoczonych artykułach nie znajduję dowodów na ostrą i brutalną kampanię wyborczą. Obraźliwe czy negatywne oceny i wypowiedzi o innych kandydatach, pojawiające się w innych mediach mają incydentalny charakter. Można by do takich zaliczyć np. wypowiedź rzecznika PiS Marcina Mastalerka o Januszu Palikocie (w RMF FM), w której nazywa go "winiarzem, błaznem i milionerem z Biłgoraja". Jest to jednak subiektywna, acz nieuprzejma ocena zachowania kandydata (oraz stwierdzenie faktu, bo Palikot jest i milionerem, i winiarzem z Biłgoraja), a nie podanie nieprawdziwych i zniesławiających danych. Jednak nadal są to drobne akty agresji. Z drugiej strony - kampania dopiero wchodzi w decydującą fazę i można się spodziewać zaostrzenia retoryki. Oby jednak wypowiedzi w stylu Stefana Niesiołowskiego czy Krystyny Pawłowicz (obydwoje są profesorami!) zdarzały się jak najrzadziej. Wszyscy wiemy, że poziom dysputy politycznej zależy w dużym stopniu od mediów. Te jednak wciąż eksploatują rozmówców zapewniających im medialny show. Wczoraj w TVP Info znów gościł Stefan Niesiołowski...
Marek Palczewski
5 marca 2015
ps. Te uwagi dotyczą poważnych mediów, a nie hejtów i chamskich wpisów na forach internetowych.
