WODZU PROWADŹ! – krzyknął Bartosz ŁAWSKI do Krzysztofa SKOWROŃSKIEGO na koniec statutowego zajazdu SDP w Kazimierzu Dolnym.Grzegorz Cydejko bezpośredni zwierzchnik sekretarza największego naszego oddziału skrzywił się na to nagłe publiczne wyznanie wiary, choć jeszcze przed chwilą gratulował „ prezesowi głównemu ” sukcesu jakim niewątpliwie stało się demokratyczne uchwalenie nowego statutu.
Bądź co bądź dotychczasowe bezskuteczne boje trwały kilka lat.
A więc jest świetnie! To nic, że jeszcze kilka dni wcześniej nowoprzyjęty do Stowarzyszenia wysoki młodzieniec, marzący najwidoczniej o szybkim awansie, podpuszczany przez starych wyjadaczy, latał „ po członkach ”zbierając podpisy, by KRZYSZTOFA SKOWROŃSKIEGO wyrzucić za sprzyjanie Pis-owi, a odmieniony teraz ŁAWSKI piętnował w TVP zachowanie „ wodza”.
Nic to!
Ważne, że teraz zajmiemy się w SDP tym co naprawdę ważne , a więc:
- domem naszym wspólnym na Foksal w Warszawie, który – a nie dostrzegli niebezpieczeństwa nasi opiekunowie prawni – chcą nam Bourbonowie odebrać
- może przeprowadzimy się na stałe do Kazimierza, gdzie tak dobrze poszedł nam ostatni zajazd, jako że kupić ciągle chcemy ( i mamy szansę ) ten przed 60 laty zbudowany dla dziennikarzy wspaniale położony obiekt - DOM DZIENNIKARZA dla całej dziennikarskiej braci
- może sprzedamy za to ( m. in. na powyższe zakupy ) od ponad 30 lat porzucony ośrodek wypoczynkowy w Wildze – w końcu to ponad 4 km lasu niedaleko Wisły i zaledwie 50 km od Warszawy; no, kto da milion?
- a może nawet wybudujemy DOM SENIORA, albo uruchomimy sieć „ gniazd ” dla seniorów w niewykorzystanych wielopokojowych domach jednorodzinnych na terenie kraju, w którym mieszkają samotne wdowy lub wdowcy i nie bardzo wiedzą co z tym balastem dobytku zrobić. Wanda Konarzewska powiedziała, że ma pomysł i wypracowała zasady aby okazały się skuteczne przede wszystkim trzeba odpowiedzieć na pytanie o przyszłe koszty utrzymania pensjonariuszy.
Wszystko będzie możliwe! O ile przestaniemy się kłócić, a „ wódz ”Warszawy Grzegorz Cydejko i inni poczekają spokojnie do wyborów. To w końcu już tylko za 2 lata.
Oby nie było tak,jak ze słusznym, ale nie uchwalonym ostatecznie wnioskiem by zapisać w statucie – WARA OD POLITYKI !
Wszyscy chcieli dobrze a wyszło jak zwykle. Zacytuję:
- Zarząd Główny chciał zabronić wszystkim władzom Stowarzyszenia „ równocześnie wchodzić w skład władz Stowarzyszenia i organów partii politycznej”
- Oddział GDAŃSKI SDP: „ członek władz SDP nie może reprezentować żadnych partii politycznych w wystąpieniach publicznych”
- a była prezes, a dziś honorowa, Krystyna Mokrosińska : „ członkowie władz SDP wszystkich szczebli nie mogą uczestniczyć w pracach na rzecz partii politycznych, w komitetach politycznych, w komitetach doradczych, również prowadzić imprez partyjnych”
Żadna ze stron nie bacząc na łatwy do przewidzenia rezultat zgłoszenia trzech podobnych wniosków nie chciała ustąpić. I głosowano przeciwstawiając sobie myśli bardzo słuszne i podobnie sformułowane. Oczywiście głosy się „ rozstrzeliły ”i żaden w rezultacie nie przeszedł. Każdy postawił na swoim. Wszyscyśmy dostali w …
To było doznanie przykre.
Ale było też śmieszno. Choć na początku straszno. „ Wódz ” Warszawski zdenerwował się w pewnym momencie. Zanosiło się na zerwanie obrad. Cydejko Grzegorz wstał w całej okazałości – a chłop to duży – i zaczął przemieszczać się wzdłuż warszawskiego stołu delegatów ku wyjściu, a za nim…
Za nim wierne mu seniorki, z trudem ale w sposób zorganizowany, gęsiego – nesterki poczęły maszerować precz.
Towarzystwo wyszło. Ale nie całkiem. Skowroński poprosił o przerwę i zaprosił do negocjacji . Obie strony wycofały się ciut – ciut i obradowaliśmy dalej. Trochę dobrej woli i już byliśmy w innej rzeczywistości.
I aż dziwne, że to dziwne. Bo przecież mamy tylu wspaniałych kolegów. I koleżanki wspaniałe bywają też. Biorę do ręki książeczkę prezentującą delegatów. Pieczołowicie przygotowała ją Elżbieta Binder, zamieszczając wiele zdjęć, które koleżeństwu w różnych okolicznościach zrobiłem. I czytam:
Oto TADEUSZ GOLENIA – współorganizował I-szą Solidarność w poznańskiej prasie,
negatywna weryfikacja i zakaz pracy dziennikarskiej, szykany, represje, nie podpisał żadnego świstka – nawet o tym, że przesłuchiwano go w siedzibie SB na Kochanowskiego – sławnej od października’56; od ’85 pracował jako wychowawca i nauczyciel, dopiero w ’89 wrócił z żoną Stefanią – też dziennikarką – do zawodu.
JOLA HAJDASZ – też z Poznania, ostatnio pokazała wspaniały dokument o męczeństwie abp Antoniego Baraniaka prześladowanego boleśnie sekretarza prymasa Wyszyńskiego; dr nauk humanistycznych, łącząca nadal dziennikarstwo z pracą naukową, mama trzech córek.
ANNA ZOFIA PAKUŁA-SACHARCZUK, była posłem na sejm V kadencji, samorządowiec, dziennikarz z Rzeszowa,
WŁODZIMIESZ RUDOLF – dyrektor masowej telewizji regionalnej, podkarpacki dziennikarz roku, autor wielu programów publicystycznych, a także radiowiec, geolog, kierownik wypraw alpinistycznych speleologicznych – we Włoszech, Austrii, Peru.
TERESA BOCHWIC – doktor nauk humanistyczych, docent w Katedrze Zarządzania Akademii Koźmińskiego, aktywna w podziemnej prasie i ruchu solidarnościowym, kobieta odważna
JADWIGA CHMIELOWSKA – szefowa śląskiej Solidarności walczącej, którą poszukiwano bez skutecznie przez cały stan wojenny, odznaczona najwyższymi orderami Litwy. Publicystka zadziorna i bezkompromisowa, pracownik wielu redakcji - choć z wykształcenia magister inżynier elektronik.
Wybaczcie koleżanki i koledzy, że jest tu tylko o kilku z was – w końcu aż 170 było delegatów. Wasze przebogate życiorysy wystarczyłyby na grube tomisko. Szkoda jednak, że wielu bardzo ważnych redaktorek i redaktorów nie przyjechało do Kazimierza. Oczywiście – jak to w dużej zbiorowości – wielu nie mogło przyjechać, wielu jednak po prostu wolało przeczekać burzę. Ale – jak to zwykle- z wielkiej chmury był mały deszcz. Oby był orzeźwiający; jeśli jest zgoda – zawsze ktoś ci rękę poda.
A na następnym zjeździe i tak się pokłócimy. Jak amen w pacierzu. Tyle, że trochę starsi.
I może mądrzejsi.
( W co zresztą trochę wątpię )
06.11.2012 Stefan Truszczyński
