„7 DNI. PRZEGLĄD TYGODNIA”to coś jakby tygodnik przedrukowujący jakoby „najlepsze artykuły i wywiady”, jeśli wierzyć  sloganowi w nadtytule, któremu lepiej nie wierzyć, bo za taką wiarę płaci się aż 3 złote bez grosza. I bez sensu. Ja zapłaciłem, ale nie z powodu łatwowierności, tylko z ciekawości, jak wygląda owoc partnerstwa niemiecko-szwajcarskiego potentata Ringier Axel Springer i portugalskiego giganta Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka będącej wyłącznym dystrybutorem tego jakby tygodnika, który przedrukowuje materiały z mediów kontrolowanych przez Ringier Axel Springer Polska.

„7 DNI…” jest czymś w rodzaju „Angory”, tylko że jest to angora czystej rasy springerowskiej, nie licząc skromnego wsadu (5 tekstów) z „Dziennika Gazety Prawnej” wydawanego przez INFOR Biznes (gdzie Ringier Axel Springer Polska ma 49 proc. udziałów) oraz 25 proc. udziałów TVN w springerowskim portalu Onet.pl., z którego pochodzi aż 42 proc. przedruków zamieszczonych w pierwszym numerze, zaś 25proc. pochodzi z portalu Fakt.pl.

Reasumując: co najmniej 67 proc.tekstów w „7 DNI…” zostało przedrukowanych z publikacji niedrukowanych. Jest to w większości przelany na papier kontent internetowy, a nie przedruki z papierowej prasy. Upewnia nas o tym serwis Onet.biznes cytując wypowiedź Anny Maruchy, rzeczniczki prasowej Ringier Axel Springer Polska: Źródła, skąd pochodzą teksty, podawane są w formie logotypów, które mogą błędnie sugerować, że artykuły pochodzą też z tygodnika „Newsweek Polska” lub dziennika „Fakt”. Tymczasem ukazały się one w serwisach internetowych tych gazet. W magazynie nie ma artykułów z „Newsweek Polska” czy „Faktu”. Teksty zostały jedynie oznaczone ich marką - wyjaśnia Anna Marucha.

Wśród różnych rzeczy, których w magazynie „7 DNI…” nie ma, wypada wspomnieć także przedruki z magazynów „Forbes” i „TopGear”, z których przedrukowano jedynie logotypy. Brak też wstępniaka, który mógłby oświecić czytelników w kwestii prawdziwej natury tego periodyku. Jest to natura nie tylko w znacznej mierze onetofaktoidalna i wirtualna, ale także (poza grafiką) niedbała, niespójna koncepcyjnie i nieporadna redakcyjnie. Nie sposób odgadnąć reguł rządzących doborem tekstów, zwłaszcza w dziale „Wydarzyło się”, do którego bardziej pasowałby tytuł „Strasznie i śmiesznie”. Pigułka „dzień po” sąsiaduje tam z plotkami o załatwianiu przez Ewę Kopacz posad mężowi (obecnie ex-mężowi) Iwony Sulik, historia klientki dręczonej przez bank windykacją na sumę 177 zł (z jednego grosza długu) konkuruje o uwagę z klęską głodu w Sudanie Południowym, a ekscesy edukacji seksualnej dzieci w szwedzkiej telewizji zostały opisane obok wyników castingu do „Tańca z gwiazdami”. Na 84 stronach „7 DNI…” znalazło się miejsce na 3 (trzy)„najlepsze wywiady”: z Marią Czubaszek, ze Zbigniewem Bońkiem oraz z Maciejem Balcerzakiem radcą prawnym i menadżerem, który tłumaczy jak radzić sobie, kiedy zostaniemy zwolnieni z pracy. Z tej trójki wywiadowczej tylko rozmowa „Przeglądu Sportowego” z prezesem PZPN została sporządzona zgodnie z regułami sztuki. Pozostałe dwa to wyroby wywiadopodobne. Ten z Czubaszek jest zapisem lewackiej paplaniny na dwa głosy, z których ten należący do Żanety Gotowalskiej z Onet.pl oddaje wytłuszczona czcionka bezszeryfowa, a głos Czubaszek - zwykła szeryfowa. Gdyby nie ten zabieg typograficzny, nie zawsze byłoby jasne, gdzie kończy Czubaszek, a zaczyna Gotowalska i vice versa. Niejasność byłaby tym ciemniejsza, że Gotowalska często stara się przypodobać sławnej rozmówczyni poprzez przytakiwanie (np. Zdrowe podejście), poprzez rekapitulację wypowiedzi Czubaszek (np. Ciężko jest, póki co, powiedzieć o niej (tj. Magdalenie Ogórek) cokolwiek poza oceną urody oraz poprzez zachęcanie gwiazdy do mówienia tego, o czym lubi mówić najbardziej (np. słowa: Niektóre dzieci rodzą się chore…Czubaszek chętnie podchwytuje, by tym łatwiej przejść do pochwały aborcji). Rozmowa Damiana Gajdy z Maciejem Balcerzakiem o tym jak radzić sobie, kiedy zostaniemy zwolnieni z pracy, jest strawniejsza, ale adresowana tylko do osób zwolnionych z korporacji i szukających pracy w innej korporacji. Może dlatego, że jest to wywiad nie tyle poradniczy, co promocyjny. Kręci się wokół książki Balcerzaka pt. „Planeta Korporacja - Jak przetrwać, zrobić karierę i zostać Prezesem”.

Z kilkoma wyjątkami (których z premedytacją nie wymienię), na pierwszy numer „7DNI…” składają się przedruki słabe lub żenujące. Mamy do czynienia zmaszynką do recyclingu internetowego śmiecia ozdobionego logotypami papierowych tytułów ze stajni Springera. To trochę tak, jakby specjalnie rozcieńczany na polski rynek niemiecki płyn do prania odzyskać z pralki podczas wirowania i ponownie  sprzedawać jako np. płyn do płukania tkanin. Lub jamy ustnej.

Redaktorem naczelnym „7 DNI…” został Tomasz Lada, wielokrotny naczelny teletygodników. W wypowiedzi dla Onet.biznes posunął się on do nie lada (na)czelności twierdząc, że w pisemku „7 DNI…” znajdą coś dla siebie także czytelnicy innych tygodników opinii (wytłuszczenie ode mnie). W odpowiedzi na takie dictum redaktora Lady ośmielę się zaproponować wydawcy, by zwodniczy nadtytuł „Najlepsze artykuły i wywiady” zmienił na adekwatne „Odpady spod lady”, co dla klientów Biedronki pamiętających PRLmogłoby mieć przynajmniej walor sentymentalny.

Po co piszę o czymś, czego nie warto czytać? Bo lubię się wyzłośliwiać. Ale nie tylko dlatego. Otóż według Onet.biznes, Jerzy Jurecki, wydawca „Tygodnika Podhalańskiego" uważa, że „7 DNI. Przegląd Tygodnia" może stanowić konkurencję dla tygodników opinii. Wydawca stworzył dobrą gazetę i wielu czytelników nie zauważy, że kupi wtórne informacje - miał powiedzieć Jurecki. Epitet „dobra gazeta” to wobec „7 DNI…” fundamentalne nieporozumienie, ale w jednym Jurecki może, niestety, mieć rację: nie sposób wykluczyć, że wielu czytelników faktycznie nie zauważy, tym bardziej, że – jak z kolei uważa Roman Kurkiewicz, ex-naczelny byłego „Przekroju”, nowe pismo jest kierowane do osób, które nie czytają tygodników. Innymi słowy, o ile klientów Biedronki nie odstraszy wygórowana cena „7 DNI…”, to istnieje ryzyko, że dadzą się nabrać, a tym samym spadnie prawdopodobieństwo, że sięgną po prawdziwe czasopisma. Grozi nam dalsze psucie rynku i psucie mózgów w jednym. No to dzwonię moim dzwoneczkiem na trwogę.

Brak ustrojowej ochrony polskiego rynku mediów przed pazernością i monopolistycznymi praktykami zagranicznych (głównie niemieckich) koncernów od lat przynosi nam szkody gospodarcze, cywilizacyjne, społeczne i kulturowe. Potęgi takie jak Ringier Axel Springer, Neue Passauer Presse czy Bauer robią, co tylko chcą, na niwie poziomej i pionowej koncentracji kapitału i mogą uruchamiać dowolne przedsięwzięcia na dowolną skalę bez oglądania się na skutki dla polskich firm oraz na interes konsumentów. Mogą uzależniać od siebie polskich polityków, bo strach zadrzeć z posiadaczem ponad 90 proc. dzienników regionalnych lub z najpotężniejszą siecią komercyjnej radiofonii.

Sprawa z pisemkiem „7 DNI. PRZEGLĄD TYGODNIA” jest tyleż banalna, co ponura: oto jeden obcy koncern wypychający polski kapitał z polskiego rynku mediów umówił się z drugim obcym koncernem mającym osiągnięcia w rugowaniu polskich firm z polskiego handlu, że wspólnymi siłami będą sprzedawali Polakom mało treściwą, pochodzącą z recyclingu, suchą karmę dla umysłóww barwnym opakowaniu. Oby na tym neokolonialnym geszefcie wyszli jak Zabłocki na mydle.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl