Nie bez satysfakcji spostrzegłem, że pierwsza, główna część „Plusa Minusa” z 17-18 stycznia br. jest monotematyczna; ideę przewodnią stanowią ateizm, wiara i moralność.

          Aktualność godna podziwu, wszak w tym czasie obchodzony był, jak co roku, dzień ateizmu. I dobrze. Dlaczego niewierzący nie mieliby manifestować swej niewiary, skoro wierzący publicznie wyrażają religijność. Są procesje katolickie, niech więc będą i pochody czy happeningi ateistyczne. One przecież nie wywołują dyskomfortu estetycznego i obyczajowego, jak maszerujący ulicami miast homoseksualiści obojga płci.

          W mediach też niech z sobą dyskutują wyznawcy Boga, różnie pojmowanego, i ci, którzy zaprzeczają Jego bytowi. Pod jednym wszelako warunkiem, że polemiści nie będą się wzajemnie obrażać oraz myślowo i językowo utrzymają ten sam wysoki poziom. Oba warunki w tych publikacjach spełnione, może z maleńkim zastrzeżeniem co do drugiego.

          W wypowiedzi pod paradoksalnym (bardzo dobrze, bo frapującym) tytule: „Sakramentalne życie niewierzących” autorki – Aleksandra Włodarczyk i Agnieszka Niewińska – przywołując najkonkretniejsze z konkretnych, bo procentowe, badania socjologiczne konstatują, że niektórzy ateiści wierzą w Boga Osobowego lub Boga nieosobowego, w ogóle w siły sprawcze nadprzyrodzone, w życie po śmierci dusz ludzkich.

Na czym miałby tedy polegać ich ateizm? Czy twierdzenia autorek, wynikające z sondaży socjologicznych, nie są zwykłym nieporozumieniem językowym? Jak bowiem można wierzyć w coś i zarazem w to samo nie wierzyć? Autorki pomyliły chyba niewiarę w Boga z indyferentyzmem religijnym. Przypuszczenie owo byłoby o tyle prawdopodobne, że większość chrześcijan wierzących w naszej wysokorozwiniętej cywilizacji nie uczestniczy regularnie w życiu religijnym – z lenistwa, niechęci do dyscypliny wewnętrznej, z duchowego ubóstwa?

Niewierzący mogą niekiedy, owszem, brać śluby kościelne, chrzcić dzieci, dzielić się na wigilii opłatkiem, święcić potrawy na Wielkanoc (i zresztą zjawiska te są ewokowane w tym artykule), ale wyłącznie dla poszanowania tradycji albo dla rodziny, która życzy sobie, żeby tak postępowali. Lecz, powtarzam, jest niemożliwe, bo nielogiczne, żeby niewierzący w Boga czczonego w Kościele katolickim jednocześnie spowiadał się, przystępował do Komunii św. Byłaby to aberracja, którą powinni się zająć psychologowie, (egzorcyści?), socjologowie i publicyści. Chyba że niektórzy tzw. ateiści wyznają swoistą epistemologię Pascala: „trudno uwierzyć, że Bóg jest, ale jeszcze trudniej, że Go nie ma” – i nie wierząc w swą niewiarę, „na wszelki wypadek” przystępują do sakramentów świętych, bo a nuż tam jest prawda. Ale czy są to rzeczywiście ateiści czy raczej agnostycy? Może zatem autorki pisząc z powagą o „sakramentalnym życiu niewierzących” owo „życie” odnoszą właśnie do agnostyków nie zdając sobie sprawy z odmienności ateizmu i agnostycyzmu?

          Autorki przywołują opinię prezesa Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, że „nadszedł czas na promocję racjonalnego ateizmu, wynikającego z wiedzy i refleksji”. Przecieram oczy. To przecież irracjonalne twierdzić, że niewiara jest skutkiem wiedzy i refleksji. Jakiej wiedzy? Wiedzy o kim, o czym, o człowieku, o materii, o wszechświecie? Refleksji nad czym? Nad złożonością i bogactwem świata? Nie ma żadnej wiedzy, w której byłby dowód na nieistnienie Stwórcy, tak samo jak nie ma w niej dowodu, że On jest i włada światem. (Jeszcze wrócę do tego wątku). Dlaczego więc nazywać racjonalizmem to, czego nie da się racjonalnie dowieść? Wiara też jest racjonalna – wynikająca z rozumowania i z refleksji.

Niech cytowany przez autorki prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów wykaże, że systemy teoriopoznawcze św. św. Augustyna, Anzelma, Tomasza, Jana Pawła II i myślicieli tej miary co Pascala, Kartezjusza, Leibnitza, czy z bliższych naszym czasom kardynała Newmana, Mouniera, Maritaina, Theilarda de Chardina etc. etc. nie są racjonalne. Wtedy z całą odpowiedzialnością miałby prawo swe stowarzyszenie skupiające ludzi głoszących ateizm nazwać racjonalistami. A tak przy racjonalizmie wymienionych i setkach niewymienionych myślicieli, a także największych naukowców radykalnie zmieniających wiedzę człowieka o świecie: Koperniku, Pasteurze, Einsteinie, owi „racjonaliści” z PSR wydają się zarozumiałymi karłami. I również do racjonalistów bez cudzysłowu będą należeć miliony wierzących rozumowo. Najpiękniejszą z najnowszych rozpraw ukazujących korelację wiary i rozumu jest świętego Jana Pawła II „Wiara i rozum”. Czy któryś z „racjonalistów” zrzeszonych w PSR ją czytał? Radbym był poznać racjonalną polemikę racjonalisty z tym dziełem…

          Język niewielkich wypowiedzi ateistów, przytaczanych, przez autorki artykułu, nie wywołuje miłych doznań, trochę w nich „facetów”, „chłopaków” i wszelkich kolokwializmów. Niedawno przeczytałem gdzieś w internetowym zbiorze wszelakich mądrości, którymi na naszym portalu zachwycała się kilka dni temu Teresa Bochwic, tekst podpisany przez racjonalistę z dumną powagą odkrywającego, że renesans w Polsce s t w o r z y ł Grzegorz z Sanoka kładąc wreszcie kres religijności narzucanej przez Kościół…

          Z racjonalistami polskimi jest chyba podobnie jak z młodą gwardią trockistów czy neomarksistów skupionych wokół „Krytyki Politycznej” – i jednym, i drugim brakuje solidnej wiedzy filozoficznej, historycznej. Ci z „Krytyki Politycznej” ekshumujący myśli teoretyków niezwietrzałego dla nich komunizmu obrali za patrona Stanisława Brzozowskiego. Nie wiedzą, że autor „Legendy Młodej Polski” był – po pierwsze – socjalistą, a ta ideologia ma się do komunistycznej, niewiele przesadzając, jak liberalizm do dyktatury. Po wtóre, Brzozowski pod koniec życia wrócił do tego, z czego się wywiódł - do wiary w Boga chrześcijańskiego. Opowiadał mi kiedyś ksiądz Maj, słynny proboszcz parafii św. Katarzyny na służewieckim wzgórzu o tej samej nazwie, który na studiach polonistycznych robił magisterium z twórczości Brzozowskiego, iż dotarł do zapisków księdza, który udzielił myślicielowi ostatnich sakramentów; ów ksiądz zapisał, że umarł człowiek święty. Zaiste, jeśliby mierzyć świętość miarą cierpień, jakich może doznać człowiek, to w istocie Brzozowski na takie miano by zasługiwał. A więc zadeklarowani ateiści z „Krytyki Politycznej” czczą pamięć żarliwego katolika. Czyż nie jest to podobne do aksjologii owych ateistów z Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów Polskich, którzy przystępują do spowiedzi i komunii św.?

          W zgodzie z najlepszymi zasadami polemik medialnych redaktor naczelny „Plusa Minusa” po „Sakramentalnym życiu niewierzących” wydrukował jako wyrazisty kontrapunkt wypowiedź Tomasza Terlikowskiego. Podjął się on w „Amoralnym ateizmie, moralnych ateistach” zadania właściwie niewykonalnego: wykazać, że niewierzący częściej mogą czynić zło niż wierzący.

          Ponieważ motywacje czynów moralnych i niemoralnych są niemożliwie do racjonalnego wyjaśnienia, to ten katolicki publicysta znany z wielu łamów dokonywa istnej ekwilibrystki myślowej. Pisze (nb. trochę niezgrabie) na przykład: „Tam, gdzie nie ma Kogoś, kto ma moc tworzenia realnych imperatywów moralnych, nie ma powodów, by silniejsi cofali się przed realizacją swojej woli”. Ale zaraz zastrzega, że „istnieją moralnie postępujący ateiści”, którzy bezinteresownie poświęcają się potrzebującym, a nawet w sytuacjach ekstremalnych oddają życie w obronie innych. Terlikowski uznaje, że „źródłem takiego postępowania jest natura ludzka, która została tak a nie inaczej stworzona przez Boga”.

Owo tłumaczenie, jest, po pierwsze, mało przekonujące; po wtóre pojęciowo nader kontrowersyjne. Czy rzeczywiście natura sprawia, że człowiek – wierzący lub niewierzący – jest dobry? Jak zatem Terlikowski pojmuje naturę? Czy nie uważa, że jej zaprzeczeniem jest kultura, ponieważ wedle Władysława Tatarkiewicza kultura w skali jednostkowej to przezwyciężanie natury w sobie. Bo natura to atawizmy, a one wyzwalają imperatywy dążenia do bycia w stadzie najlepszym i najbogatszym. Kulturę zaś tworzy człowiek z religii, która pobudza do racjonalnego, zgodnego z etyką konkretnych wierzeń panowania nad popędami naturalnymi (biologicznymi). Substancją więc każdej kultury jest wszelka religia. Tyle mamy na świecie kultur, ile jest religii. Kulturę w konkretnych zbiorowiskach przyjmują, w różnym oczywiście stopniu, również ludzie niereligijni. I to nie atawistyczna natura decyduje o immoralizmie czy moralności ludzi danej społeczności (narodu), ten wybór dobra i zła (często nieświadomy) wynika ze stopnia i sposobu przyjęcia kultury. Dla wierzącego kultura jest wytworem Boga, powstaje z siły duchowej, którą On wszczepił człowiekowi panującemu nad naturą. „Czyńcie sobie ziemię poddaną.” – powiedział Bóg i dał możliwości duchowej sublimacji tej ziemi, zbudowanej wyłącznie z natury, czyli tworzenia na niej i w niej kultury. Tak więc wydaje mi się, że publicysta w niewłaściwym kontekście posłużył się słowem „natura”.

          Są to problematy skomplikowane, toteż nie da się w tej materii stwierdzić czegokolwiek jednoznacznego. Terlikowski swój wywód o przewadze dobra wśród wierzących i wyjątkowości dobra wśród ateistów kończy, powiedziałbym przenośnie, osobliwym korkociągiem myślowym. I dlatego – konkluduje – że ateiści, niemający powodów, żeby być dobrymi, lecz mający tę samą co wierzący „naturę”, „są żywym dowodem na to, że Bóg istnieje. Tak jak niemoralnie wierzący pozostają dowodem na istnienie szatana i grzechu pierworodnego”.

A ja ujmując już zupełnie nieretorycznie pozwolę sobie z pewnym zakłopotaniem napisać, że te „dowody” są nic niewarte. W ogóle naiwnością jest rozważanie bytu czy niebytu Boga w kategoriach dowodów. Tutaj wierzący Terlikowski i niewierzący „racjonaliści” podają sobie ręce. Bóg jest niepoznawalny i poza jakimikolwiek dowodami. Można Go jedynie, przeżywając żałosną ludzką kondycję w gigantycznym, milczącym wszechświecie i słuchając głosu własnego sumienia,  w y r o z u  m o w a ć  w kulturze, która powstawała z wiary przodków.

Dziś jest martwa, jak wiara milionów wierzących obojętnych w wierze…

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl