„Wiem, że wyglądało to słabo. Nie byłem tym zachwycony. I mogę tu pana Rachonia przeprosić za ludzi, którzy go wyrzucili” – stwierdził Jerzy Owsiak na łamach „Super Expressu” i mogłoby się wydawać, że to przeprosiny za usunięcie siłą z konferencji prasowej WOŚP reportera TV Republika. Jednak niezupełnie. Otóż Owsiak chociaż sam wydał polecenie usunięcia dziennikarza przeprosił jedynie „za ludzi, którzy go wyrzucili”, ale kim byli ci ludzie szef Orkiestry nie wie: „Naprawdę! Nasi organizatorzy byli w koszulkach WOŚP, a ci ludzie byli w dżinsach i bluzach od dresu. Nie znam ich, nasz rzecznik też”.
Właściwie jesteśmy w tej sprawie w punkcie wyjścia, bo Owsiak uważa, że konferencja w sprawie imprezy masowej będącej zbiórką na cele publiczne to „impreza zamknięta i mamy prawo zaprosić jednych, a innych nie”. Nie przeprosił więc ani za brak akredytacji na ową konferencję dla TV Republika, ani za nie przyznanie akredytacji tej stacji i kilku innym prawicowym redakcjom na finał WOŚP. Ten jednak odbywał się w TVP a publiczna telewizja przeprosiła za decyzję Orkiestry i zaprosiła wszystkich dziennikarzy.
Odmawianie akredytacji przez WOŚP to niestety tylko czubek górki lodowej. Niedawno na łamach sdp.pl Jerzy Jachowicz przypominał wyproszenie dziennikarzy „Naszego Dziennika” i TV Trwam ze śniadania prasowego zorganizowanego przez KRRiT (2012) oraz niewpuszczenie „Gazety Polskiej” na konferencję Macieja Laska odbywającą się w Kancelarii Premiera, a poświęconą katastrofie samolotu prezydenckiego (2013). Do tego od siebie dodam nie wpuszczenie reportera TVN na wieczór wyborczy PiS po ostatnich wyborach samorządowych, a w tym tygodniu do grona ograniczających dostęp dołączył minister finansów. Po spotkaniu Komitetu Stabilności Finansowej obradującej w sprawie kredytów we frankach minister Szczurek z pośród licznego grona dziennikarzy dopuścił przed swe oblicze jedynie TVN i Polskie Radio.
To już zaczyna wchodzić w krew i to niestety różnym ludziom, z różnych instytucji, a nawet z różnych stron politycznego sporu. Niestety próby ograniczenia wolności słowa pojawiają się nie tylko ze strony instytucji państwowych, czy też partii politycznych. Mamy już także specjalizujące się w tym ruchy społeczne.
Stowarzyszenie Unum Principium, które w zeszłym roku organizowało protest przeciwko spektaklowi „Golgota Picnic”, teraz występuje przeciwko dystrybucji w Polsce najnowszego numeru „Charlie Hebdo”. Wyrażanie swojego oburzenie to oczywiście jedynie korzystanie z prawa do swobodnego wyrażania poglądów, ale Stowarzyszenie ostrzega przed powtórką wydarzeń z Bydgoszczy, gdzie podczas projekcji „Golgoty” rozlano cuchnącą substancję. Do tego rzecznik organizacji dodaje: „Oczywiście odcinam się od metod, które miały miejsce w Paryżu, ale kto sieje wiatr, zbiera burzę”. Czy mnie się zdaje czy to już są – na razie niezbyt groźne, ale jednak - groźby?
Żeby nie wyszło na to, że dostrzegam jedynie drzazgę w oku innych nie widząc belki we własnym (w tym wypadku medialnym) dwa przykłady z zeszłego tygodnia.
„Gazeta Polska Codziennie” poinformowała czytelników, że na niemieckim portalu randkowym odnalazła konto partnera Roberta Biedronia. Przekaz był taki. Wiemy, że nowy prezydent Słupska jest zdradzany i wiemy co lubi jego wiarołomny partner. Dziennikarze GPC reklamowali newsa na TT. Kogo nie odrzuciło od razu grzebanie w sprawach łóżkowych i skorzystał z linku ten dowiedział się, że redakcja otwarcie przyznaje, iż nie jest pewna czy… owo konto rzeczywiście należy do opisywanej osoby. No sam smak! Z kolei „Wprost” zasugerował, że kandydatka SLD na prezydenta RP dostała program w TVN dzięki, nazwijmy to „męskiej protekcji”. Protektorem miał być pewien znany wicenaczelny, który zaprotestował i wtedy naczelny „Wprost” natychmiast rzucił się do przeprosin tak jakby od początku wiedział, że publikuje (delikatnie mówiąc) niczym nie poparte obrzydliwe ploty.
Hadko to czytać i pisać o tym, ale najwyraźniej obie redakcje uznały, że między pudelkiem.pl, a urbanowym „Nie” jest jeszcze trochę miejsca, w które warto się wcisnąć.
