Dramatyczne zdarzenie w paryskiej redakcji  „Charlie Hebdo”, zapoczątkowało serię krwawych zajść za świecie. Ostatni cartoon z prorokiem Mahometem wywołał lawinę manifestacji w krajach muzułmańskich na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji.  W Nigrze  w wyniku antychrześcijańskich zamieszek  liczba ofiar wzrosła do 10, około 250 osób znalazło schronienie w jednostkach wojskowych. Duża grupa chrześcijan  przebywa w kościele ewangelickim w Zinder, gdzie w wyniku starć manifestantów przeciw „Charlie Hebdo” zginęło 4 osoby, a 45 zostało rannych. Podpalono 10 chrześcijańskich kościołów, 4 splądrowano. Podobne manifestacje odbyły się już w Pakistanie, Mauretanii, Algerii, Turcji, Jordanii, Syrii, Sudanie, nawet umiarkowanej Tunezji. A że  islam  opasał kulę ziemską jak  obręcz, i niemal wszędzie znaleźć można mniejszości chrześcijańskie,  podobnych zajść można się spodziewać od Senegalu i Maroka aż do Indonezji i  malezyjskiej prowincji Sabah na Borneo. I znowu polała się krew chrześcijan, których sytuacja jako mniejszości w krajach muzułmańskich i tak była bardzo trudna.

   Czy można było przewidzieć taki rozwój wypadków? Można. Przecież znamy  reakcje społeczności muzułmańskich z przeszłości, po opublikowaniu „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego, filmu holenderskiego reżysera Theo van Gogha,  karykatury  Mahometa w duńskiej gazecie „Jyllands-Postem” A jeśli sobie uświadomić, że wolność słowa, to prawo do mówienia prawdy, a nie prawo do obrażania, ciekawe  jak czują się  dziś obrońcy „Charlie’ego” w Polsce  i poza nią? Jasne, że trzeba bronić dziennikarskiej wolności do swobodnej wypowiedzi, ale należałoby się mocno zastanowić, co z obroną „prawa do obrażania”. Jestem przeciw. Nie po to Europa przez  2500 lat  ciężko pracowała nad konstytucjami i kodeksami prawnymi, które miały „łagodzić obyczaje”, być lubrykantem stosunków społecznych, międzyludzkich,  powstawały  międzynarodowe instytucje jak Europejska Konwencja Praw Człowieka, żeby lewackie gazetki  typu „Nie” Urbana, „Private Eye” czy „Charlie Hebdo” miały to wszystko pogrzebać w gruzach.  Wszystkie  europejskie konstytucje wspominają o szacunku dla religii – ale nic tam nie ma o  „prawie do obrażania”!  Rozumiem, dlaczego broni tego lewica, której faktem założycielskim była agresywnie ateistyczna,  antyreligijna, nie licząca się ani ze społeczeństwem ani z jednostką Rewolucja Francuska, która zmiotła z powierzchni ziemi dwie klasy, arystokrację i szlachtę, dziesiątki tysięcy księży i 1.5 mln katolickich chłopów z Wandei. Rozumiem, dlaczego za „Charliem Hebdo” upomina się Guardian,  Le Monde czy Gazeta Wyborcza. Ale dlaczego „prawa do obrażania” bronią konserwatyści, których rolą jest chronić to, co stanowi dorobek światowego humanizmu?

    To jest ten lewacki twist, kiedy lewica zabiera się do majstrowania z tradycją myśli i idei, porządkiem prawnym, dorobkiem artystycznym Europy. To co, wychodzi spod jej rąk  przypomina zepsuty zegarek, który niby chodzi, ale… do tyłu. Prawa dla mniejszości, i dyktatura mniejszości,  humanizacja warunków wykonywania kary przez morderców i brak zainteresowania ofiarami,  odebranie praw nauczycielom i transferowanie ich na rzecz uczniów, równouprawnienie kobiet, które kończy się odebraniem  praw mężczyznom, itp. Itd. Podobnie i tym razem: manipulacja, która doprowadziła wielu przyzwoitych ludzi do wiary w to, że muszą jak niepodległości bronić „wolność do obrażania”.  A teraz spójrzmy na skutki. Dla lewicy – wystarczy spojrzeć na wszystkie ich rewolucje, francuska i meksykańska, sowiecka i chińska – ile było tam pogardy dla jednostka, która była tylko cyfrą! Ale dla wierzących i konserwatystów – nie!  Człowiek to człowiek, a tych ludzi – jako  skutek obrony „prawa do obrażania” – zginęło już prawie setka. A tysiące na całym świecie chroni się po kościołach, misjach, jednostkach wojskowych, bo już straciła dobytek, a może stracić i życie.  A sytuacja rozwija się z prędkością pożaru.  Co tu było warte obrony, także przez polskich dziennikarzy? To manipulacja pierwsza, za która przyszły następne.

     Manipulacja druga: jak to się stało, że marsz na rzecz wolności słowa odbył się, uczestniczyły w nim głowy europejskich państw, medialny coverage na cały świat? A marsz Pegidy w Dreźnie, który miał być protestem przeciw islamizacji Europy – co jest faktem, służę statystyką -  został odwołany, bo „islamiści grozili organizatorom śmiercią”. Przecież w przypadku marszu w Paryżu też grozili, spodziewano się znacznie więcej uczestników niż w Dreźnie, stawiło się ok. 4 mln, więc czy ryzyko było mniejsze niż w Dreźnie?  Ja myślę, że znacznie większa. Kolejna wątpliwość: nie minął tydzień, a zapowiedziana ochrona wszystkich 700 szkół żydowskich w Wielkiej Brytanii stała się faktem. A przedstawiciel policji w programie Today stwierdził, że funkcjonariusze zostali zabrani z innych ulic miast Wielkiej Brytanii, gdzie spokój był zagrożony.  A teraz, czy ktoś zająknął się słowem jak chronić rodziny chrześcijan,  którym „prawo do obrażania” lewackiego  pisemka „Charlie Hebdo”, odebrało życie, a tysiącom jak świat długi i szeroki, uczyniło to życie prawdziwym piekłem?

   A może podjęto jakieś kroki przy okazji spotkania prezydenta  Obamy i premiera Camerona w Waszyngtonie?  Na łączonej  konferencji obaj zapewnili o wspólnym froncie w walce z  „fanatyczną, wypaczoną i morderczą ideologią”. Zapewnili o zacieśnieniu współpracy wywiadowczej i powołali wspólną komórkę, mającą przeciwdziałać atakom cybernetycznym na portale państwowe oraz zapobiegać wykorzystaniu Internetu w przygotowywaniu zamachów. Wyobrażam sobie, jak taki komunikat rozbawił islamistów! We czwartek w Londynie ministrowie spraw zagranicznych ponad 20 krajów, uczestniczących w koalicji przeciw Państwu Islamskiemu także będą radzić. A potem opublikują wspólny komunikat jak ten w Waszyngtonie, z którego nic nie wyniknie.

    Mieszkańcy Europy otrzymują sprzeczne sygnały. Papież Franciszek powiedział w Manili „jeśli ktoś obrazi moją matkę, może się spodziewać palnięcia w głowę”, co premier Cameron, praktykujący anglikanin, zaraz skorygował: ”W wolnym społeczeństwie każdy ma prawo obrażać naszą religię, pod warunkiem, że działa w ramach prawa”.  Otóż nie ma, przynajmniej w Europie,  prawa, pozwalającego na obrazę  cudzych uczyć religijnych. Nawet nasza niedoskonała Konstytucja w art. 53 ustęp 2-7 piętnuje takie przypadki.  Koledzy, nie wpisujcie się w logikę  walki lewicy  z europejską cywilizacją, w tym z szacunkiem do religii, jaka by ona nie była. Wciąż upominamy się w Polsce o wolność słowa, ale i ciągle - o respekt dla zapatrywań religijnych obywateli.  Nie oddawajmy jednej wartości za drugą, bo nie musimy. Są już konstytucje, kodeksy prawne, i dziennikarskie, które  wskazują nam drogę - trzeba mieć jeszcze dość mądrości i serca, żeby czynić z tego właściwy użytek.

    A sytuacja  jest taka, że świat jest  dziś systemem naczyń połączonych. Czy trzeba lepszego przykładu na globalizację niż obrona „Charlie Hebdo” w Paryżu i spaleniem 10 kościołów w Nigrze? Może więc teraz spróbujmy z takim samym samozaparciem jak broniliśmy prawa do obrażania dziennikarzy z „Charlie Hebdo”, protestować przeciw rzeziom chrześcijan w Nigrze, Egipcie, Syrii? Dziś to oni giną i nie stoją za nimi głowy państw, opiniotwórcze światowe media, globalne organizacje pomocowe, ani studenci, na których w sprawach wolności zawsze można liczyć. Może ci w koszulkach „je suis  Charlie” założą inne, z napisem ”je suis un Chretien”?  
                                                               Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn, 20 stycznia 2015
    
  

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl