W ciągu kilku dni SDP wydało dwa oświadczenia, które w pełni popieram, ale równocześnie jestem nieco skonsternowany. Chodzi o oświadczenia Zarządu Głównego w sprawie zamachu na „Charile Hebdo” i stanowisko CMWP w sprawie wyroku na rzeszowskich pro-liferów.
W zeszłym roku przez kraj przetoczyły się protesty z jednej strony z powodu próby wystawienia na poznańskim Malta Festival spektaklu „Golgota Picnic”, a z drugiej strony z powodu odwołania tego pokazu. Na łamach sdp.pl proponowałem, żeby stowarzyszenie zaprotestowało przeciwko naciskom na szefostwo festiwalu i autocenzurze, która doprowadziła do zdjęcia przedstawienia z plakatu. Nie chodziło mi bynajmniej o obronę „Golgota Picnic”, ale o obronę wolności wypowiedzi. Członkowie ZG zapewne nawet nie przeczytali mojego felietonu, a może podzielili pogląd moich przyjaciół, że nie ma żadnego powodu by SDP wypowiadało się w tej sprawie, bo nie dotyczy ona mediów, nie mieliśmy do czynienia z cenzura lecz autocenzurą, a tak w ogóle to spektakl jest bezbożny i bezecny.
Cieszę się, że właśnie jestem świadkiem zmiany tego poglądu czego wyrazem są wspomniane na wstępie dwa oświadczenia. Większość członków naszego stowarzyszenia zapewne nie gustuje w poczuciu humoru a’la „Charlie Hebdo”, a spora część uważa je wręcz za bluźniercze. Dotyczy to zapewne również członków zarządu, a jednak chyba wszyscy uznali wyrażenie solidarności z paryską redakcją za oczywistą oczywistość. Mam nadzieję, że spowodowane jest to nie tylko popełnioną zbrodnią, ale i potrzebą obrony wolności słowa nawet wtedy gdy ktoś korzysta z niej w oburzający dla nas sposób.
Z kolei Centrum Monitoringu Wolności Prasy wzięło w obronę dwóch działaczy ruchu pro-life, którym sąd nakazał przeproszenie w mediach rzeszowskiego szpitala. Zdaniem sądu Przemysław Sycz i Jacek Kotula naruszyli dobra osobiste szpitala organizując pod nim pikietę i wyrażając opinie, że w placówce w ramach legalnych zabiegów aborcyjnych zabija się dzieci. Zdaniem dyrektora CMWP Wiktora Świetlika wyrok sądu narusza konstytucyjną zasadę „wolności wyrażania poglądów”. W pełni popieram to stanowisko choć bynajmniej nie wspieram ruchów pro-life i z uwagą odnotowuję, że Centrum wypowiedziało się w sprawie wolności słowa, choć… sprawa nie dotyczy mediów.
Kto wie może więc doczekam kiedyś i takiego momentu, że moje stowarzyszenie skrytykuje kodeksowy zapis o obrazie uczuć religijnych (mam na myśli przypadki karalności za wyrażanie poglądów, a nie za np. profanację świątyń) nie dlatego, że pokocha „bluźnierstwa”, ale że dostrzeże w nim ograniczenie wolności wypowiedzi.
