To był tydzień jak kwintesencja życia i śmieszny i straszny. Zaczęło się od wywiadu jakiego udzieliła „Vivie” Elżbieta Bieńkowska. Unijna komisarz wyznała, że „bardzo lubi wróżby i horoskopy”, i że właśnie niedawno odwiedziła numerolożkę, a na dodatek pozwoliła dziennikarce podczas wywiadu wróżyć sobie z ręki.

Media określające się jako „niepokorne” i „niezależne” stają na głowie by skompromitować obecną ekipę rządzącą, podczas gdy media „mainstreamowe” mają według nich stawać na swojej głowie by rządzących z opresji uratować. Czy aby na pewno tak jest? Czy może być coś bardziej „mainstreamowego” niż media lifestylowe? A to właśnie taki tygodnik w przeciągu zaledwie trzech tygodni skompromitował i byłą minister, a obecnie unijną komisarz oraz panią premier podstępnie wynajmując tą ostatnią jako modelkę reklamującą redakcyjną kolekcję garsonek. Ot niespodzianka!

Środek tygodnia niestety nie był ani odrobinę śmieszny. Do redakcji „Charlie Hebdo” wkroczyli terroryści i dokonali nie tyle zamachu co egzekucji 12 osób. Piszę o egzekucji, bo i miejsce ataku nie było przypadkowe i większość zamordowanych to nie byli przypadkowi przechodnie, jak później w koszernym supermarkecie. Chodziło właśnie o tę redakcję i jej satyryków. Podejrzewam, że zamachowcy nawet nie wiedzieli, że w ten sposób uderzają w wolność słowo, która jest jednym z fundamentów dzisiejszej Europy. Nie stanęli także w obronie obrażanych przez pismo uczuć religijnych chrześcijan czy Żydów. Zapewne interesowała ich jedynie serwowana przez „Charliego” kpina z islamu. Pomimo tego wolny świat dość solidarnie uznał to za atak na jedną z zasad europejskiej cywilizacji.

Jednak chęć wykonania solidarnościowych gestów z ofiarami zamachu postawiła media w trudnej sytuacji. Wiele z nich podjęło pomysł przedrukowania na pierwszych stronach wybranych rysunków z archiwum zaatakowanej redakcji i tu pojawił się problem co wybrać, bo rysunki publikowane w „Charlie Hebdo” tak często przekraczały granice dobrego smaku, że w normalnych warunkach nikt, by ich na swoich łamach nie zamieścił. Przynajmniej nie w krajach takich jak Polska gdzie obowiązuje przepis o obrazie uczuć religijnych lub gdzie redakcje granic dobrego smaku przekraczać nie chcą.

Przed trudnym dylematem czy „być Charlie’m” czy też nie stanęli również ci katolicy, których uczucia religijne, ich zdaniem, tygodnik stale obrażał. Z jednej strony ohydny mord i atak na wolność słowa, a z drugiej brak zgody na obrazę. Wybrać nieobraźliwy rysunek się udało (przynajmniej „Wyborczej” i przynajmniej jeden), z rozwiązaniem tego drugiego dylematu jest poważny problem. Albo trzeba uznać prymat wolności wypowiedzi i wtedy na końcu drogi jest rezygnacja z kryminalizacji „obrazy uczuć”, albo ważniejszy jest „obrona uczuć”, a wtedy na końcu drogi jest ograniczenie wolności. Zdarzyli się więc i tacy, którzy nie akceptując zbrodni między wierszami dali do zrozumienia, że niektórym to się jednak należało. Aż cierpnie skóra.

Koniec tygodnia, przynajmniej w Polsce, znowu był dość groteskowy. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy najpierw nie udzieliła akredytacji na konferencję prasową reporterowi TV Republika, a później gdy ten jednak znalazł się na sali i zadał pytanie został z niej siłą usunięty. Polecenie ochroniarzom wydał twórca hasła „Róbta co chceta”. Nie należę ani do wrogów Orkiestry, ani do fanów TV Republika, ale doprawdy Jerzy Owsiak powinien zrozumieć, że prowadząc publiczną zbiórkę i korzystają przy tym ze wsparcia publicznej telewizji musi zgodzić się na nie koniecznie miłą kontrolę mediów. Również tych mniej życzliwych. Z drugiej strony reporterom Republiki doradzałby pogodzenie się z odmową odpowiedzi nawet na słuszne i celne pytania, a komentowanie tego na własnej antenie zamiast zamieniania swoich przekazów w happeningi. Jeszcze chwila i relacje republikańskich reporterów staną się przewidywalne jak akcje golasek z Femenu.

Ta rada o unikaniu przewidywalności dotyczy też WOŚP, który wkrótce po opisanym zajściu a „w związku z zaostrzoną polityką bezpieczeństwa TVP” (!) odmówił dziennikarzowi wpolityce.pl akredytacji na finał Orkiestry. Na szczęście TVP ustami rzecznika przeprosiła nieakredytowaną redakcję i zapewniła wstęp na imprezę na Woronicza. Natomiast sprawa wyrzucenia reportera TV Republika będzie miała finał w sądzie, bo redakcja zapowiedziała pozew. Czekam z niecierpliwością na wyrok. Z niecierpliwością tym większą, że tydzień zamknęły dwa ciekawe orzeczenia sądu w sprawie zażaleń na zatrzymanie dziennikarzy w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej.

Zatrzymanie reportera TV Republika sąd uznał za nielegalne i niezasadne dodając w uzasadnieniu, że „policjanci nie nadążali intelektualnie za rozwojem sytuacji, która wcale nie była taka dynamiczna”. Natomiast jak donosi na sdp.pl Jadwiga Chmielowska (http://sdp.pl/felietony/10723,matrix-czyli-kto-jest-a-kto-nie-jest-dziennikarzem-,1420833609) Hanny Dobrowolskiej sąd nie uznał za dziennikarkę, bo… „nie jest zatrudniona na etacie w żadnej redakcji”. Niezbadane są wyroki sądu.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl